Nie istniejemy, ale jesteśmy

Chrześcijanie stanowią w Turcji 0,2 proc. ludności. Kościoły nie mogą być właścicielami nieruchomości, kształcić duchownych czy mieć kont bankowych.

Reklama

Grecko-prawosławny arcybiskup Elpidoforos Lambriniadis, metropolita Bursy z Ekumenicznego Patriarchatu Konstantynopola, ma wielkie plany - w seminarium duchownym na wyspie Halki (tur. Heybeliada) chce zbudować salę teatralną, odrestaurować księgozbiór, założyć ogród. Problem w tym, że uczelnia od ponad 40 lat nie miała nowych studentów.

Halki to wysepka na Morzu Marmara, niedaleko Stambułu. W 1844 r. powstało tu seminarium duchowne i prawosławna wyższa szkoła teologiczna - niegdyś jedna z najważniejszych uczelni prawosławia na świecie i jedyny ośrodek kształcenia teologicznego w Turcji, ukończony przez 330 przyszłych biskupów i szesnastu patriarchów z całego świata.

Dziś po dawnej akademickiej potędze zostało tylko wspomnienie. W 1971 r. seminarium przestało przyjmować alumnów w wyniku tureckiej ustawy przekazującej szkolnictwo religijne i wojskowe pod kontrolę państwa. Zamknięto je w 1985 r., kiedy naukę zakończyło ostatnich pięciu seminarzystów. Patriarchat nie może więc kształcić nowych duchownych, a Kościół prawosławny obawia się o los swoich wspólnot w Turcji (większość seminarzystów wysyłanych przez Konstantynopol na naukę do zagranicznych seminariów nie wracała do ojczyzny).

"Jest nas zbyt mało. Długo tak nie wytrzymamy" - mówi Lambriniadis agencji dpa.

On sam urodził się w Stambule, ale jego rodzina opuściła Turcję, gdy miał 10 lat, ze względu na panujące wówczas wrogie nastroje wobec mniejszości. Studiował teologię w Salonikach w Grecji i bizantynistykę w niemieckim Bonn. W Salonikach wykłada dziś na uniwersytecie. "Tylko na własnej uczelni nie wolno mi wykładać. Czy to nie absurd?" - pyta hierarcha.

W 2011 r. został powołany na opata klasztoru na Halki i tchnął weń nowe życie; teraz w klasztorze mieszka czterech zakonników i czterech nowicjuszy. Seminarium pozostaje zamknięte, choć prawo, które to spowodowało, od dawna nie obowiązuje i w kraju działają prywatne uczelnie.

Abp Elpidoforos ma nadzieję, że podczas swojej wizyty w Turcji papież Franciszek poruszy problemy chrześcijańskiej mniejszości i upomni się o otwarcie uczelni na Halki. Sprawie może też pomóc prywatne spotkanie Franciszka z patriarchą Konstantynopola Bartłomiejem I, który jest absolwentem wyspiarskiego seminarium i przyjacielem argentyńskiego papieża.

Apele w tej sprawie wielokrotnie wygłaszała społeczność międzynarodowa. W 2009 r. sprawę poruszył prezydent USA Barack Obama, a Unia Europejska również od otwarcia seminarium uzależnia zgodę na akcesję Turcji, traktując to jako test dla zaangażowania Ankary w ochronę praw człowieka i pluralizm religijno-kulturowy.

Gdy w 1923 r. rodziła się świecka Republika Turcji, zorganizowano "wymianę ludności" z Grecją, aby nowe państwo było spójniejsze pod względem etnicznym i religijnym. W konsekwencji do Grecji wyjechało ponad milion Greków, a do Turcji wróciło ok. 300 tys. muzułmanów. Grecy stambulscy początkowo uniknęli "wymiany", ale później, po nałożeniu na nich dławiącego podatku od majątku, antygreckich pogromach w 1955 r. i masowych deportacjach w 1964 r., z grecko-prawosławnej wspólnoty został ułamek. Jak podaje "Przegląd Prawosławny", Cerkiew konstantynopolitańska obecnie liczy zaledwie ok. 3000 wiernych.

"Żaden kraj nie jest tak jednorodny religijnie jak Turcja; (...) to kraj muzułmański" - podkreśla historyk Cengiz Aktar. Odsetek chrześcijan w ciągu stu lat spadł z 20 proc. do ok. 0,2 proc. - podaje BBC.

Oficjalnie artykuł 24 tureckiej konstytucji gwarantuje wolność wyznania, ale w praktyce dotyczy on tylko wyznawców islamu. Kościoły chrześcijańskie nie są uznawane przez państwo, nie mogą kształcić duchownych czy posiadać kont bankowych. W szkołach są obowiązkowe lekcje islamu.

"Chrześcijanie są w Turcji obywatelami drugiej kategorii. (...) Nie można powiedzieć, że są prześladowani, ale na pewno nie mają tych samych praw (co muzułmanie), szczególnie jeśli chodzi o wolność wyznania" - ocenia w rozmowie z portalem Deutsche Welle Walter Flick, ekspert Międzynarodowego Stowarzyszenia Praw Człowieka (ISHR).

Na mocy traktatu pokojowego zawartego w Lozannie w 1923 r. prawosławni uzyskali specjalny status, dzięki któremu mogli zakładać własne szkoły, instytucje, gazety, nawet patriarchat, ale nie było i wciąż nie ma mowy o religijnym równouprawnieniu - podkreśla Flick. Prawosławni mają problem z uzyskiwaniem pozwoleń na budowę czy remonty kościołów, wiele należących do Cerkwi nieruchomości (np. sierocińców, biur itp.) zawłaszczyło państwo. Kiedy osoba prawosławna zapisuje coś w spadku swojemu Kościołowi, ten ma problem z jego przejęciem - wymienia Flick.

Jednym z głównych problemów jest status konstantynopolitańskiego patriarchatu i kwestia tytułu patriarchy Konstantynopola, Bartłomieja. Nosi on honorowy tytuł patriarchy powszechnego (ekumenicznego) w nawiązaniu do Bizancjum i w uznaniu jego tradycyjnej roli jako zwierzchnika greckiej wspólnoty osmańskiego imperium, a następnie republikańskiej Turcji. Tytuł ten uznaje wiele krajów, w tym inne lokalne Cerkwie. Tymczasem z punktu widzenia władz tureckich Bartłomiej jest jedynie zwierzchnikiem nielicznej greckiej wspólnoty w Stambule.

Na papieża czekają też katolicy. Z danych Watykanu wynika, że w 76-milionowej Turcji żyje 53 tys. katolików różnych obrządków, stanowią oni zaledwie 0,07 proc. ludności. Według BBC katolicy są najmniejszą chrześcijańską mniejszością w Turcji.

Istnieje siedem katolickich jednostek administracyjnych, 54 parafie i 13 innych ośrodków duszpasterskich. Posługę pełni 58 księży, w tym sześciu biskupów, oraz 54 siostry zakonne i siedmiu zakonników. Kościół prowadzi 23 szkoły i przedszkola, pięć szpitali i przychodni, pięć domów seniora i dla osób niepełnosprawnych oraz sześć placówek rehabilitacyjnych.

Według wikariusza apostolskiego Stambułu Louisa Pelatre'a relacje z Turkami są dobre, a problemem są głównie kwestie własnościowe. Kościół nie może być właścicielem świątyń. "Od dekad domagamy się uznania legalnego statusu Kościoła katolickiego w Turcji, gdyż prawnie tu nie istniejmy" - wyjaśnia w rozmowie z portalem Oasis Center. "Jako biskup nie mogę założyć konta bankowego w imieniu diecezji, gdyż diecezja od strony prawnej +nie istnieje+ i muszę otwierać prywatne konto, co nie jest wygodne" - tłumaczy.

Recep Tayyip Erdogan, były premier a obecny prezydent, podjął kroki na rzecz chrześcijan. W 2011 r. przyjęto ustawę mającą na celu zwrócenie skonfiskowanych nieruchomości, ale eksperci wskazują, że jej założenia zostały zrealizowane tylko częściowo. Jednocześnie Erdogan nieustannie podkreśla islamską tożsamość kraju, a jego twardy elektorat stanowią konserwatywni muzułmanie.

Ksiądz Iulian Pista z bazyliki św. Antoniego z Padwy w Stambule, największej świątyni rzymskokatolickiej w mieście, mówi BBC, że "dzisiaj bycie Turkiem oznacza, iż trzeba być muzułmaninem". "W przeszłości na pobożnych muzułmanów patrzono z góry. Teraz zachęca się do piątkowych modlitw. Społeczeństwo się islamizuje" - dodaje.

Przed kilkoma laty fala zabójstw katolickich misjonarzy i księży zszokowała chrześcijańską społeczność. W 2006 r. katolicki ksiądz Andrea Santoro został zamordowany w Trabzonie nad Morzem Czarnym, a w 2010 r. życie stracił wikariusz apostolski Anatolii Luigi Padovese.

Swą wizytę w Turcji papież rozpocznie 28 listopada w Ankarze, pozostałe dwa dni spędzi w Stambule, gdzie m.in. odwiedzi Hagia Sophia - świątynię chrześcijańską, zamienioną w meczet, a później w muzeum - i położony nieopodal Błękitny Meczet, oraz odprawi nabożeństwo w stambulskiej prawosławnej katedrze św. Jerzego w siedzibie Ekumenicznego Patriarchatu Konstantynopola.

Franciszek jest czwartym papieżem - po Pawle VI, Janie Pawle II i Benedykcie XVI - który będzie gościł nad Bosforem. Zdaniem Jamesa Morrisa, profesora teologii z Boston College, wybierając Turcję na cel swej podróży, papież chce zwrócić uwagę świata na sytuację chrześcijan w Turcji. Franciszek chce pokazać, że jest możliwe, żeby "w kraju z większością muzułmańską było miejsce na pokojową koegzystencję z chrześcijanami pod jednym, wspólnym rządem. Nam wydaje się to oczywiste, ale dla nacjonalistycznych grup w Turcji takie nie jest" - ocenia.

Aleksandra Konkol, Julia Potocka

«« | « | 1 | » | »»
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama