Nie ma tygodnia, by nie ostrzelali posterunku policji, nie podłożyli bomby w banku czy chrześcijańskim kościele. W 2 lata nigeryjscy talibowie stali się wielkim zagrożeniem dla najludniejszego kraju Afryki, a USA uznały ich za bliskich Al-Kaidzie terrorystów.
Rok 2012 w Afryce rozpoczął się od zbrojnego powstania Tuaregów na północy Mali, a zakończył rebelią w Republice Środkowoafrykańskiej, gdzie oblężonemu w stolicy prezydentowi do obrony pozostali tylko cudzoziemscy żołnierze.
Przywódcom państw z regionu afrykańskich Wielkich Jezior nie udało się porozumieć w sprawie powołania neutralnych wojsk, które rozdzieliłyby kongijskie wojsko wspierane przez siły pokojowe ONZ oraz kongijskich rebeliantów zbrojonych przez Rwandę.
Klęska powstania Tutsich w Demokratycznej Republice Konga daje nadzieję, że nad afrykańskimi Wielkimi Jeziorami zapanuje pokój. Aby tak się stało, kongijskie wojsko musi jednak wygrać jeszcze pół tuzina pomniejszych wojen.
Wsparciem, udzielonym kolejnej rebelii w Kongu, prezydent Rwandy Paul Kagame nadużył cierpliwości Zachodu, który dotąd wybaczał mu dyktatorskie rządy w Kigali i wojenne awantury z sąsiadami.
Gdyby kardynałowie postanowili wybrać kogoś o poglądach identycznych jak Jan Paweł II, nigeryjski kardynał Francis Arinze byłby kandydatem doskonałym - mówią znawcy Watykanu. Jednak w Afryce wiedzą, że świat nie dojrzał jeszcze do czarnego papieża - twierdzi Gazeta Wyborcza.
Śledź wypowiedzi papieża Franciszka na Twitterze.
Ojciec Święty wzywa nas, byśmy „nie popadli w obojętność” i byli „budowniczymi jedności”, modląc się wraz z nim do „Boga pokoju” za tamtejsze wspólnoty.