Gdy papież miał dywizje

Powstanie Państwa Kościelnego było w planach Opatrzności – podobnie jak i jego koniec. Właśnie mija 150 lat od chwili, gdy nad rozbitym rzymskim murem załopotała biała flaga.

Była piąta rano 20 września 1870 roku, gdy za murami Rzymu zagrzmiało 60 dział armii włoskiej. Odpowiedziało im kilka armat wojska papieskiego, ale nie była to prawdziwa obrona. Sam Pius IX dzień wcześniej zarządził, że opór ma być tylko symbolicznym protestem przeciw agresorowi. „Skoro więc tylko działa wyłom wybiją, powinny się rozpocząć negocjacje o poddanie miasta” – napisał do swojego ministra wojny gen. Kanzlera.

Przebywający w Rzymie dyplomaci, zaalarmowani kanonadą, pośpieszyli do Watykanu. W ich obecności papież odprawił Mszę św., a po niej przyjął ich w swoim apartamencie. W trakcie spotkania wszedł oficer z depeszą od gen. Kanzlera, że mur padł. Po chwili papież zwrócił się do korpusu dyplomatycznego: „Dałem właśnie rozkaz, by zawarto kapitulację. Aby się teraz bronić, trzeba by przelać wiele krwi, a tego nie chcę”. Następnie polecił dyplomatom opiekę nad pochodzącymi z różnych krajów żołnierzami wojska papieskiego, których zwolnił z przysięgi wierności.

Zanim decyzja o kapitulacji dotarła do pozycji obronnych, stojący naprzeciw wyłomu żuawi papiescy (rodzaj lekkiej piechoty) „utworzyli z piersi swoich mur żywy i stali wśród ognia niewzruszeni, śpiewając hymn Piusa. Ci, których dosięgły pociski, umierali, jak przystoi bohaterom” – pisał w monografii Piusa IX św. Józef Pelczar. Dalej czytamy: „Wtem przybiega oficer i przynosi od gen. Kanzlera rozkaz zaprzestania ognia; żuawi ze smutkiem spuszczają karabiny, a porucznik Maudit zatyka na wyłomie białą chorągiew”.

Było po godzinie dziesiątej. W tej chwili zakończyła się ponadtysiącletnia historia Państwa Kościelnego.

Obszar kościelny

Wojsko papieża, papieski minister wojny, regularne starcia zbrojne w obronie papieża – to wszystko dziwnie brzmi w uszach ludzi współczesnych. Przyzwyczailiśmy się, że papież sprawuje władzę duchową i tylko taką. Wyjątkiem jest malutkie Państwo Watykańskie – ono jednak nie dysponuje żadną siłą militarną, nie jest też równorzędnym graczem w świecie wielkiej polityki. Nie tak było jednak przez z górą jedenaście wieków. Przez ten czas Kościół dysponował własnym państwem, zajmującym teren obecnych środkowych Włoch, z Rzymem jako stolicą. Początki tego państwa sięgają VIII wieku. Wówczas na gruzach Cesarstwa Rzymskiego ścierały się napierające zewsząd ludy i tylko Kościół stanowił jasny i trwały punkt odniesienia. Wobec słabości Bizancjum papieże nieraz stawali się ostatnimi autorytetami i obrońcami ludu rzymskiego, i chcąc nie chcąc musieli zajmować się sprawami nie tylko duchowymi.

Przełom nastąpił za pontyfikatu papieża Stefana II, który zawarł sojusz z katolickim władcą Franków Pepinem Krótkim. Ten, pokonawszy w 756 roku wrogich Rzymowi Longobardów, wsparł ideę stworzenia Patrimonium Sancti Petri – państwa, w którym kolejni papieże będą władcami. Z kolei Pepin i jego następcy z dynastii Karolingów zajęli miejsce cesarzy bizantyjskich jako opiekunowie Kościoła i wiary chrześcijańskiej. W panującym w średniowieczu ustroju feudalnym, opartym na własności ziemskiej i systemie senior–wasal, widziano w tym jedyną drogę do utrzymania przez papiestwo i Kościół katolicki niezależności od możnych tego świata. Tak zaczął się długi etap życia Kościoła, pełen jasnych i ciemnych momentów, w których główną rolę grali papieże. Od ich osobistej gorliwości o dom Boży w dużej mierze zależała kondycja Państwa Kościelnego, a pośrednio całego Kościoła. Są tam ludzie zatroskani o Kościół, jak Grzegorz VII, który wywalczył (choć na krótko) dominację władzy papieskiej w całym świecie katolickim. Są papieże w rodzaju Innocentego III – potężni monarchowie, są i tacy jak Aleksander VI, ludzie zdemoralizowani, dla których stolica Piotrowa stanowiła wyłącznie źródło władzy i zysków.

Władza podobna do tej, jaką mieli przywódcy innych państw, była dla wielu magnesem i okazją do podniesienia swojego prestiżu, stąd obok mistyków na tronie Piotrowym pojawiali się gorszący lud Boży karierowicze. Korupcja, kumoterstwo i kupczenie świętościami – wszystkie te choroby wielokrotnie toczyły władzę Państwa Kościelnego. Kościół jednak stopniowo tworzył i poprawiał mechanizmy wyboru nowych papieży, tak aby wybór ten był zależny przede wszystkim od Ducha Świętego.

W państwie bez zmian

Państwo papieskie prowadziło politykę wewnętrzną z reguły na poprawnym poziomie. Zakładano szpitale, przytułki, dbano o wspieranie biednych. Papieże bywali wielkimi mecenasami sztuki i kultury, łożyli na rozwój nauk. Samo państwo jednak musiało angażować się w sprawy czysto polityczne i musiało posiadać świeckie mechanizmy funkcjonowania, takie jak armia, policja czy aparat sprawiedliwości. To pociągało za sobą choćby takie konsekwencje jak zapełnianie lochów więźniami nie tylko kryminalnymi, lecz i politycznymi. Koniecznością było angażowanie się w zbrojne konflikty, a co za tym idzie, utrzymywanie sił zbrojnych. Nie zawsze to pomagało. Państwo Kościelne i sam Rzym nieraz padały ofiarą niszczycielskich ataków.

Świat się jednak zmieniał i Państwo Kościelne stawało się coraz bardziej anachroniczne ze swoim systemem władzy absolutnej. Wiele społeczeństw wymuszało na swoich władcach zmiany demokratyczne, a w Rzymie niewiele się pod tym względem zmieniało. Przykładem był klerykalizm – na czele niemal wszystkich ważnych urzędów stali duchowni, a świeccy ubiegający się o stanowiska musieli przedstawić zaświadczenia od właściwych księży o ich postawie moralnej i religijnej.

W takich warunkach przyszło rządzić Kościołem – i państwem – Piusowi IX. W trakcie jego długiego pontyfikatu doszło do kryzysu wywołanego dążeniami zjednoczeniowymi społeczeństwa Italii. Papież świadom potrzeb społecznych, zdecydował się na reformy. Przeprowadził reorganizację administracji, dopuścił do centralnego rządu ludzi z prowincji, a wreszcie ogłosił konstytucję. Były to jednak półśrodki, nie wystarczyły na długo. Niezadowolenie Włochów, oczekujących scalenia państwa, rosło. W 1848 roku Pius IX wyjechał potajemnie z miasta, a pod jego nieobecność Rzym ogłosił się republiką i pozbawił papieża jego świeckiej władzy. To było nie do wyobrażenia dla ludzi Kościoła. Także dla Piusa, który wezwał Francję, Austrię, Hiszpanię i Neapol do zbrojnej interwencji. Bagnety interwentów przywróciły stare porządki.

Nieuniknione

Utrzymanie tego stanu na stałe nie było już możliwe. Koniec się zbliżał, lecz dla papieża i wielu katolików utrata państwa nie wchodziła w grę. Pius IX łudził się, że to tylko jeden z kryzysów, jakich było już wiele. Dlatego trwał przy swoim, gdy w 1860 r. wojsko Zjednoczonego Królestwa Włoskiego zajęło większość terytorium Państwa Kościelnego. Nie zgodził się na propozycję rezygnacji z państwa za cenę suwerenności Rzymu. Był przekonany, że to przyniesie szkodę dla Kościoła, dlatego uznał za swój obowiązek sprzeciwianie się temu.

Trudno jednak w nieskończoność utrzymywać spokój za sprawą obcych wojsk. Nadchodził rok 1870, a z nim wojna francusko-pruska. Gdy francuski garnizon opuścił Rzym, losy państwa były przesądzone. W przeddzień wkroczenia wojsk włoskich do Rzymu, Pius IX tak błagał Boga o litość nad Kościołem: „Przepuść ludowi mojemu, który jest także ludem Twoim, a jeżeli potrzeba ofiary, o mój Boże, przyjmij jako ofiarę niegodnego sługę Twego, przyjmij niegodnego Twego Namiestnika! Czyż nie żyłem już dosyć długo? Litości, mój Boże, litości! Błagam Cię o to” . Ostatnie zdanie tej modlitwy w relacji Pelczara brzmiało: „Lecz cokolwiek wypadnie, niech się dzieje święta wola Twoja”.

Uwolnienie

Stała się wola Boża: Państwo Kościelne przestało istnieć. Pius IX żył jeszcze niecałe osiem lat. Spędził je Watykanie, na znak protestu ogłaszając się jego więźniem i nigdy go nie opuszczając. Ten tytuł przejęli kolejni papieże aż do 1929 roku, gdy Benito Mussolini podpisał z Piusem XI traktaty laterańskie, potwierdzając w imieniu Włoch suwerenność państwa Watykan.

Pius IX umierał z poczuciem klęski. Nie wiedział, że upadek Państwa Kościelnego uwolnił papiestwo od brzemienia władzy świeckiej, która ciążyła Kościołowi coraz mocniej. Okaże się, że papież nie potrzebuje ani jednej dywizji. Potrzebuje natomiast coraz większego upodobnienia się do Chrystusa, który mówi: „Królestwo moje nie jest z tego świata”.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg