Niezamknięta kolumnada

Parafia nie jest instytucją przestarzałą, ale wciąż musi szukać nowych form przekazu – mówi abp Jan Pawłowski, delegat ds. nuncjatur w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej.

Ks. Adam Pawlaszczyk: „Potrzeba, aby Chrystus wzrastał”. To zawołanie biskupie pochodzi z Ewangelii św. Jana i wypowiada je Jan Chrzciciel. I dodaje: „a ja się umniejszał”. Trzeba było dużo pokory, żeby w tylu kręgach kulturowych odciąć się od swoich korzeni i przestawić na zupełnie inne fale?

Abp Jan Pawłowski: Czy ja wiem? Oczywiście potrzeba pokory i umiejętności zaadaptowania się. Ale ja w każdym kraju, w którym pracowałem, czułem się jak w domu. To jest chyba jedna z najlepszych cech Kościoła – gdziekolwiek byś nie pojechał, będziesz u siebie. Tam jest Kościół, więc idąc w świat, człowiek nigdy nie odcina się od korzeni, bo to są zawsze te same korzenie.

A czy w Rzymie jeszcze oddycha się Kościołem, jak powiedział św. Jan Paweł II?

Z mojego doświadczenia wynika, że naprawdę oddycha się tam Kościołem, jego obecnością, we wszystkich wymiarach, również tych trudnych. Kolumnada Berniniego jest jakby nieskończona, otwarta na zewnątrz. Niektórzy mówią, że to jest symbol Kościoła, który chce „zagarniać” do siebie, na plac św. Piotra wszystkich, którzy przyjdą. Inni mówią, że to jest jak z tym Franciszkowym wychodzeniem ku... wszystkim ludziom, całemu światu.

Trudne wymiary? Jakie to?

Ostatnio dużo mówimy o stawaniu w prawdzie. Wielu myśli o tym jedynie w kontekście nadużyć duchownych wobec małoletnich, a przecież tych trudnych wymiarów jest o wiele więcej. Życie ludzkie jest jak ramiona wiatraka w młynie. Raz jedno ramię, a raz drugie jest u góry. Tak być musi. Ale przecież najważniejsze jest, że to ziarno się tam w środku miele. I tak też trzeba patrzeć na historię naszego Kościoła...

Kongo, Gabon, Republika Środkowoafrykańska, Czad, Tajlandia, Brazylia, Francja... Cztery kontynenty, miliony ludzi i... zupełnie inna pewnie praktyka duszpasterska. Czym się różniły?

To różne środowiska i różne duszpasterstwa. Kościół we Francji jest nam bardzo bliski, wiemy, że Francję nazywa się pierwszą córą Kościoła, o czym być może trochę zapomniał. Tyle że jeśli ktoś mówi o kryzysie Kościoła we Francji, to musi pamiętać o bardzo licznych małych wspólnotach, które tam powstały i działają bardzo żywotnie. A gdybyśmy chcieli wziąć przykład Tajlandii, to trzeba pamiętać, że katolicy to 0,5 proc. społeczeństwa, w większości buddyjskiego. Kościół jest tam obecny na przykład w szkolnictwie, w służbie zdrowia, a zatem w posługach bezpośrednio odnoszących się do drugiego człowieka. Oczywiście istnieją też struktury parafialne, funkcjonujące w inny niż w Europie sposób. Trudno jest porównywać Kościół w krajach, gdzie dominują chrześcijanie, z tym w państwach, gdzie są oni mniejszością. Albo w krajach, gdzie ma pełną wolność, z tym, w miejscach, w których jest prześladowany. Najważniejsze są obecność i ten ferment, którym Kościół jest we współczesnym świecie. Niektórzy wieszczą, że epoka Kościoła się skończyła. Nie wierzę w to. Gdy się robi ciasto, to drożdży w nim nie widać, a jednak rośnie.

W kontekście prześladowań niektórzy mówią, że Kościół w Chinach został mocno zaniedbany przez Rzym.

Trzeba bardzo uważać na to, by niewiedzy nie mieszać z podejrzeniami. To jest sytuacja podobna do tej, jaką w Polsce mieliśmy w czasach komunizmu. Kardynała Wyszyńskiego niektórzy również traktowali podejrzliwie, mówili, że kolaboruje ze wstrętnymi komunistami. Franciszek twierdzi, że trzeba umieć wyjść naprzeciw i rozmawiać, bo jeśli nie będzie rozmowy, to nie będzie niczego. Jeżeli nie będziemy próbowali się spotkać, to samo się nic nie zrobi. Czasem trzeba może nawet popełnić błędy, by drzwi dialogu były otwarte. Trzeba też pamiętać, że to nie jest tak, że Franciszek wstał któregoś pięknego dnia i powiedział: teraz będziemy się układali z Chinami. Dialog z Chinami rozpoczął się od Jana Pawła II. Trwa już 40 lat!

Odpowiada Ksiądz Arcybiskup za nuncjatury na całym świecie... Z różnych krajów płyną pewnie rozmaite głosy. Coś je łączy?

Na pewno można powiedzieć, że głośne jest wołanie o to, by nie pozwolić w Kościele na szerzenie się relatywizmu. Chodzi o różne dziedziny życia Kościoła: i o nauczanie o moralności, i o przejrzystość w sprawach finansowych, i o nauczanie doktryny... Rozumiem to – rozmycie i relatywizm są groźne i to byłoby najgorsze, co mogłoby się nam przydarzyć.

W najnowszej instrukcji o duszpasterstwie parafialnym przypomniano słowa papieża: „Mam nadzieję, że zamiast lęku przed pomyleniem się, będziemy się kierować lękiem przed zamknięciem się w strukturach dostarczających nam fałszywej ochrony”. Faktycznie istnieje niebezpieczeństwo obwarowania się w strukturach? Chodzi o nas, duszpasterzy europejskich, mniej żywiołowych i spontanicznych niż gdzie indziej? A może nadchodzi koniec modelu europejskiego?

Trudno to tak ujmować, bo w historii Kościoła my w jakiś sposób te struktury wyeksportowaliśmy do Kościoła w innych częściach świata. One mają korzenie w Europie. Owszem, sytuacja Kościoła w Europie może sprawiać, że odbierzemy te słowa jako skierowane szczególnie do nas. Wstrząśnięcie jednak sumieniem Kościoła europejskiego, czy szerzej – Europą, nie jest po to, by niszczyć. Ma pokazać, że na pięknych strukturach jest wiele naleciałości, kurzu, rys, pęknięć, które zasłaniają to piękno. A przecież mamy wiele do podarowania całemu Kościołowi. Ewangelia, która jest wciąż młoda, nie chce być „ładna”. Ona chce przemieniać, być znakiem sprzeciwu. Franciszek jest prorokiem naszych czasów. Odczytamy to pewnie za wiele lat. Jego dzieło polega na tym, że on „wstrząsa”. Wstrząsanie zawsze prowadzi do tego, że wszystko, co niepotrzebne – rozmaite pudry i ozdoby – odpada. Kościół jest piękny, bo jest Oblubienicą Chrystusa. Chrystus nie kochałby przecież brzydkiej Oblubienicy. Wszystkie pudry, ozdoby ukrywają to, co najbardziej istotne. I Franciszek nam o tym przypomina. Odnowa Kościoła to jest pójście do samego Chrystusa.

„Odnowiony dynamizm”, o którym napisano w instrukcji, to jakaś forma wprowadzania postępu, o którą dopominało się wielu, a której inni się obawiają?

Ja myślę, że odnowiony dynamizm w Kościele to jest to: nie możesz się zamknąć w biurze i na drzwiach napisać: „Od 16 do 18 tu siedzę”. Musisz szukać człowieka. To jest właśnie duszpasterskie nawrócenie, o którym napisano w instrukcji. Duszpasterstwo to nie może być praca biurowa. Biuro musi być, bo wierny musi wiedzieć, gdzie i kiedy załatwiać na przykład formalności pogrzebowe. Ale to nie na biurze należy się skupiać. Musimy szukać ludzi. Po doświadczeniu pandemii możemy im powiedzieć: słuchajcie, w internecie będzie transmisja Mszy św., możecie w domach ją zobaczyć, być bez maseczek. Ale to nie jest sedno, to nie jest rozwiązanie!

No właśnie – COVID. Zmienił już duszpasterstwo na świecie?

To się dopiero okaże. Na pewno pojawiło się wiele wspaniałych inicjatyw, i to zarówno ze strony księży, jak i świeckich. Potrafimy być twórczy. One by się nie zrodziły, gdyby nie nowe wyzwanie. Ale trzeba myśleć, co będzie dalej. Ja powtarzam często: żeby nas te maseczki nie zamknęły na siebie nawzajem, żebyśmy się za nimi nie schowali. Bo Kościół jest tam, „gdzie są dwaj albo trzej zgromadzeni w imię Moje”, jak powiedział Jezus, a nie: „gdzie są dwaj albo trzej zgromadzeni przez internetowe łącze”. Co nie oznacza, że jeśli w warunkach epidemii wierni się gromadzą w kościele, to nie powinni zachowywać zasad bezpieczeństwa.

„Różne członki, przez które wyraża się parafia, są wezwane do komunii i jedności”. Domyślam się, że nie wszędzie ta jedność i komunia są łatwe do zrealizowania... W jakich częściach świata jest z tym najtrudniej?

We wszystkich. To nie zależy od szerokości i długości geograficznej. Nawet w polskiej rzeczywistości mamy takie sytuacje. Na przykład – w parafii funkcjonuje neokatechumenat, dobrze się rozwija i gromadzi wielu. Zdrowo myślący duszpasterz będzie potrafił to wykorzystać z pożytkiem dla wszystkich parafian, zjednoczy członków tej wspólnoty z parafią, nie pozwoli, by koncentrowali się tylko na sobie. Poszczególne elementy powinny się przenikać, wspólnoty ze sobą współpracować. Na przykład dlaczego ktoś ze wspólnoty oazowej nie mógłby popilnować dzieci osób z neokatechumenatu, które właśnie uczestniczą we Mszy św.?

W Polsce już dawno pojawiły się zjawiska świadczące o tym, że ludzie jakby odchodzili od parafii, szukając „pasujących” im kaznodziejów, podobających się im kościołów. Czy instytucja parafii terytorialnej jest już przestarzała?

Na pewno nie. Nawet jeśli człowiek szuka wciąż czegoś nowego, to potrzebuje odniesienia do konkretnej rzeczywistości, swojej przeszłości, historii życia. Kościół parafialny na moim osiedlu coś mi mówi – tam chodzą lub chodzili moi rodzice. To jest związane z moją historią życia w Kościele. Instytucja parafii musi szukać nowych form przekazu, ale przestarzała nie jest.

W instrukcji napisano o przezwyciężeniu zarówno klerykalizacji duszpasterstwa, jak i tendencji, by to świeccy byli za wszystko odpowiedzialni. Są takie przestrzenie, w których decydowanie należałoby jednak oddać świeckim? Dużo się mówi w tym kontekście o finansach...

Lepiej jest, jeśli ksiądz potrafi podzielić się odpowiedzialnością. I na pewno konieczna jest przejrzystość, na przykład właśnie w sprawach finansowych. Bardzo dobre jest informowanie parafian o wydatkach. Jeśli wiedzą, na co są przeznaczone ich ofiary, to z pewnością, jeśli dowiedzą się, że nie wystarcza np. na zapłacenie rachunku za światło, zaangażują się odpowiedzialnie. Przekazanie funkcji, które nie są związane bezpośrednio z pełnieniem posługi kapłańskiej, m.in. gospodarczych czy finansowych, może nam tylko pomóc. To realizacja zasady współodpowiedzialności. Być może wierni też lepiej będą mówili o Kościele, o księdzu. To przykre, ale jak dziecko wciąż słyszy, że ksiądz przychodzi po kolędzie po to, żeby otrzymać kopertę z pieniędzmi, będzie tak myślało jako dorosła osoba. A przecież kapłan odwiedza parafian po to, żeby pobłogosławić dom, porozmawiać. Ksiądz jest przewodnikiem duchowym, a my wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za wspólnotę, której przewodniczy. Chciałbym zakończyć zachętą, abyśmy wszyscy – i duszpasterze, i wierni – dali się prowadzić Duchowi Świętemu. On najlepiej zna Kościół Jezusa Chrystusa i najlepiej ukaże nam drogi realizacji powołania naszego i powołania Kościoła we współczesnym świecie.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg