Wybierzcie obrzeża, rozbudzajcie procesy, rozpalajcie na nowo nadzieję

Rozmowa papieża z z kapłanami i osobami konsekrowanymi w katedrze mediolańskiej 25.03.2017.

Pytanie 3 – matka M. Paola Paganoni OSC

Ojcze Święty, dziękuję za Twoją obecność wśród nas i za Twoje świadectwo życia. Od czasów świętej Marceliny – siostry Ambrożego – życie konsekrowane zawsze było żywą i znaczącą obecnością w tym Kościele lokalnym aż do naszych czasów, w formach dawnych i nowych. Jak być znakami proroctwa i „strażnikami zdumienia” w społeczeństwie „płynnym”, aby świadczyć dzisiejszemu człowiekowi o życiu ubogim, dziewiczym, posłusznym i braterskim? Jakie peryferie egzystencjalne i jakie środowiska wybierać naszymi skromnymi siłami, mając świadomość bycia mniejszością w naszych czasach?

Chciałbym zacząć od ostatniego słowa Siostry: mniejszość. Normalnie, ale nie twierdzę, że tak jest w Siostry przypadku, jest to słowo, które towarzyszy pewnemu uczuciu: rezygnacji. Nie zdając sobie z tego sprawy, za każdym razem, gdy myślimy lub stwierdzamy, że jest nas mało lub często jesteśmy starzy, że doświadczamy brzemienia, bardziej kruchości niż wspaniałości, duch nasz zaczyna być nadgryzany przez rezygnację. A ta rezygnacja prowadzi do następnie do zgnuśnienia… Myślę, że to tu rodzi się pierwsze działanie, na które musimy zwracać uwagę: niewielu tak, w mniejszości tak, starzy tak, ale zrezygnowani nie! Jesteście dziećmi bardzo delikatnymi, które rozpoznają się tylko przed Panem, badając swoje wnętrze.

Gdy ulegamy rezygnacji, żyjemy obrazami chwalebnej przeszłości, która – wcale nie rozbudzając pierwotnego charyzmatu – wciąga nas coraz bardziej w spiralę ociężałości egzystencjalnej. Wszystko to staje się jeszcze cięższe i trudniejsze do uniesienia.

Dlatego warto, abyśmy wszyscy ponowne przeanalizowali początki, sięgnęli do pamięci, która chroni nas od wszelkich chwalebnych lecz nierzeczywistych wyobrażeń z przeszłości.

„Ponadto, spojrzenie wiary zdolne jest rozpoznać światło, które Duch Święty zawsze wnosi pośród mroków, nie zapominając, że «gdzie […] wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska» (Rz 5, 2). Nasza wiara wezwana jest, by dostrzec wino, w które może być przemieniona woda, i odkryć ziarno rosnące pośród kąkolu” (adh. „Evangelii gaudium”, 84).

Większość naszych ojców i matek założycieli nigdy nie myślała, że będą mnóstwem lub wielką większością. Nasi założyciele czuli się pobudzeni Duchem Świętym w konkretnej chwili historycznej, aby być radosną obecnością Ewangelii dla barci, oraz aby odnawiać i budować Kościół jako zaczyn w cieście, jako sól i światło świata.

Sądzę, że jeden z powodów, które nas powstrzymują lub pozbawiają nas radości, na tym właśnie polega. Nasze zgromadzenia zakonne narodziły się nie po to, aby tworzyć ciasto, ale aby być trochę solą i trochę zaczynem, które wniosłyby swój wkład, aby to ciasto wzrastało; aby lud Boży miał ową „przyprawę”, której mu brakowało. Przez wiele lat uważaliśmy i wzrastaliśmy z myślą, że rodziny zakonne winny bardziej zajmować miejsce niż wdrażać procesy; zważywszy na to, że było nas wielu, myśleliśmy, że konflikt mógłby przeważyć nad jednością; że idee (lub nasza niemożność zmiany) są ważniejsze niż rzeczywistość; albo że część (nasza mała część lub wizja świata) może być większa niż całość kościelna (por. tamże, 222-237).

Dziś rzeczywistość stawia nam wyzwanie, dziś rzeczywistość zachęca nas byśmy byli na nowo po trosze zaczynem i po trosze solą. Czy wyobrażacie sobie makaron z dużą ilością soli? Lub ciasto całkowicie zakwaszone? Nikt tego nie zje, nikt nie mógłby tego strawić. Dzisiejsza rzeczywistość – z wielu powodów, nad którymi nie możemy się teraz zatrzymywać, aby je analizować – wzywa nas bardziej do uruchamiania procesów niż do zajmowania miejsc, bardziej do walki o jedność niż przywiązywania się do minionych konfliktów, do wsłuchiwania się w rzeczywistość, do otwierania się na „ciasto”, na święty ludu Boży, na kościelną całość.

Błogosławiona mniejszość, która jest ponownie wezwana wzrastania, wzrastania zgodnie z tym, czym Duch Święty zainspirował serca waszych założycieli i serca was samych.

Nie odważyłbym się mówić wam, na jakie peryferie egzystencjalne winna kierować się misja, gdyż normalnie to Duch Święty inspirował charyzmaty dla peryferii, aby iść w różne miejsca, do zakątków zwykle opuszczonych. Nie myślę, że papież mógłby wam powiedzieć: zajmujcie się tym czy owym. Papież może wam powiedzieć tylko to: jest was niewielu i niewiele, takim, jakimi jesteście, idźcie na obrzeża, idźcie do zakątków, aby spotkać się z Panem, aby odnowić misję początków, do Galilei pierwszego spotkania. Wybierzcie obrzeża, rozbudzajcie procesy, rozpalajcie na nowo nadzieję zgaszoną i stłumioną przez społeczeństwo, które stało się niewrażliwe na ból innych. W swej kruchości jako zgromadzenia zakonne możemy stawać się bardziej wyczulonymi na tak wiele kruchości, które nas otaczają i przemieniać je w przestrzeń błogosławieństwa. Idźcie i nieście „namaszczenie” Chrystusa, idźcie.

Nie zapominajmy, że „Kiedy umieszcza się Jezusa pośród swego ludu, odnajduje On radość. Tak, tylko to może nam przywrócić radość i nadzieję, tylko to nas ocali od życia w postawie przetrwania [i rezygnacji]. Tylko to uczyni nasze życie owocnym i utrzyma nasze serce przy życiu. Umieszczenie Jezusa tam, gdzie powinien przebywać: pośród swego ludu” (Homilia podczas Mszy św. w uroczystość Ofiarowania Pańskiego; XXI Światowy Dzień Życia Konsekrowanego – 2 lutego 2017).

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

Reklama