Wyznajemy wiarę przyjmując ubogich

O prawdziwej wierze, która realizuje się w dostrzeganiu i przyjmowaniu znajdujących się obok nas ubogich, mówił Franciszek w homilii podczas czwartkowej Mszy w kaplicy Domu św. Marty.

Papież nawiązał do słów Ewangelii, w której Jezus opowiada zebranym przypowieść o bogaczu i biedaku.

Tekst św. Łukasza mówi o pewnym bogatym człowieku, który „ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień ucztował wystawnie” (Łk 16, 19). Nie zauważył, że u bramy jego pałacu leżał żebrak pokryty wrzodami, imieniem Łazarz. Ta scena prowokuje Franciszka do postawienia pytania: „Czy jestem chrześcijaninem żyjącym na drodze kłamstwa, czy też jestem chrześcijaninem idącym drogą życia, to znaczy czynów i działania?”. Ojciec Święty zauważa, że ten bogacz „znał przykazania, z pewnością wszystkie, a w każdą sobotę chodził do synagogi i raz w roku do świątyni”. Był zatem człowiekiem religijnym. Co więc sprawiło, że nie widział otaczającej go rzeczywistości?

„Był człowiekiem zamkniętym, skupionym na swoim małym świecie, świecie bankietów, strojów, próżności, przyjaciół. Był człowiekiem zamkniętym jak w bańce pełnej próżności. Nie umiał spojrzeć dalej, widział tylko swój własny świat. I ten człowiek nie dostrzegał, co działo się poza jego zamkniętym światem. Nie myślał na przykład o potrzebach tak wielu ludzi czy o konieczności towarzyszenia chorym. Myślał tylko o sobie, o swoich bogactwach, o tym, by sobie dobrze żyć. Oddawał się dobremu życiu” – powiedział Franciszek.

Był zatem człowiekiem na pozór religijnym, lecz nie znał żadnych peryferii, skupiał się całkowicie na sobie samym. Nie wiedział nawet, co dzieje się przy bramie jego domu. Jak powiedział Papież, szedł on drogą fałszu, gdyż „ufał tylko sobie i swoim rzeczom, a nie zaufał Bogu”. Franciszek zauważa, że bardzo ciekawe jest również to, iż utracił on swoje imię. Ewangelia nie mówi nam bowiem jak się nazywał. Stwierdza jedynie, że był to człowiek bogaty. Jeśli zatem jedyną rzeczą, która określa człowieka, jest przymiotnik, to znaczy, że utracił on swoją istotę i siłę.

„Ten jest bogaty, ten jest silny, ten może zrobić wszystko, ten jest księdzem robiącym karierę, ten jest biskupem robiącym karierę... Jak często przychodzi nam określać ludzi przymiotnikami, a nie po imieniu, bo nie mają w sobie treści. Ale zadaję sobie pytanie: Czyż Bóg, który jest Ojcem, nie okazał miłosierdzia temu człowiekowi? Czyż nie pukał do jego serca, aby je poruszyć? Ależ tak, tam były drzwi, tam była brama w osobie Łazarza, który miał imię. I ten Łazarz ze swoimi potrzebami i w swojej niedoli, ze swoimi chorobami, był samym Panem, który pukał do drzwi, aby ten człowiek otwarł serce i pozwolił tam wejść miłosierdziu. Ale nie, on tego nie widział, był zamknięty. Dla niego za bramą nic nie było” – powiedział Papież.

Franciszek przypomniał, że przeżywamy obecnie Wielki Post. Jest to zatem znakomita okazja, by zadać sobie pytanie o drogę, którą idziemy.

„Jestem na drodze życia czy też na drodze kłamstwa? Jak bardzo jest jeszcze zamknięte moje serce? Gdzie jest moja radość: w tym, co robię, czy w tym, co mówię? Czy przekraczam samego siebie, aby dotrzeć do innych, aby im pomóc? Dzieła miłosierdzia, nieprawdaż? Albo też moja radość polega na tym, że mam wszystko uporządkowane, jestem zamknięty w sobie samym? Prośmy Pana, gdy będziemy rozważać te rzeczy w naszym życiu, o łaskę dostrzeżenia zawsze Łazarzy, którzy leżą u naszych drzwi, Łazarzy, którzy pukają do serca; o łaskę wyjścia poza siebie samych z wielkodusznością, w postawie miłosierdzia, aby miłosierdzie Boga mogło wejść do naszych serc!” – mówił Ojciec Święty.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama