Jak góral z góralem

O wędrówkach po górach z Janem Pawłem II i o jego świętości z Lino Zanim, alpejskim przewodnikiem papieża,

Mariusz Majewski: Instruktora trudno na początku zapytać o coś innego niż o to, jakim narciarzem był papież?

Lino Zani: To był narciarz, który całe życie był pod specjalną opieką. Dlatego dobrze jeździł i praktycznie się nie wywracał. (śmiech) Mówiąc poważniej, Jan Paweł II rzeczywiście był dobrym narciarzem. Trzeba jednak pamiętać, że jego styl oraz technikę jazdy ukształtowały czasy, kiedy przeważał tzw. telemark. Dobry styl, ale do sprzętu, którego praktycznie już nie ma. I nie było go już w 1984 r., kiedy zaczęliśmy razem jeździć.

Łatwo przestawił się na nowszy sprzęt i nową technikę?

Próbowaliśmy go namawiać do nowego stylu, ale on dobrze czuł się, jeżdżąc „po staremu”. I odpuściliśmy, bo radził sobie bardzo dobrze. Z nowego sprzętu był za to zadowolony. Widziałem to, gdy zakładał nowe narty. Często dawałem mu też w prezencie buty narciarskie. Starałem się wybierać zawsze najnowszy, dostępny na rynku model.

We Włoszech nie brakuje pięknych górskich miejsc. Dlaczego ks. Stanisław Dziwisz wybrał na wypoczynek dla Jana Pawła II akurat Adamello i schronisko należące do Pana rodziny?

Na początku tej historii jest list, który do Watykanu napisał jeden z moich kolegów, instruktorów narciarskich z Adamello. Chwali w nim to miejsce i opisuje jego piękno. W czerwcu 1984 r., czyli przed pierwszym odpoczynkiem Jana Pawła II, do schroniska zawitało dwóch mężczyzn. Byli to księża Stanisław Dziwisz i Tadeusz Styczeń. Na początku byli incognito. Ujawnili się dopiero w drugim dniu pobytu, gdy już trochę z nami poszusowali. Wtedy przedstawili się i zapytali, czy rzeczywiście jesteśmy gotowi przygotować odpoczynek dla papieża. Zgodziliśmy się i tak doszło do pierwszego spotkania.

Jak często później wyjeżdżaliście w góry?

Po tym pobycie u nas odwiedziłem papieża we wrześniu. Dostałem od niego krzyż z prośbą, abym zaniósł go wysoko w góry podczas swoich wspinaczek. W Wigilię Bożego Narodzenia w 1984 r. byłem u ojca świętego razem ze swoją rodziną. Wtedy zapytał mnie, czy byłbym gotów towarzyszyć mu podczas jego dyskretnych, tajnych wypraw w góry. Oczywiście zgodziłem się. Od 1985 do 1994 r. przynajmniej sześć razy w roku wyprawialiśmy się na szlaki i stoki.

W jakie miejsca jeździliście?

Najczęściej do Abruzji, do Pescasseroli albo Ovindoli. Na miejscu od razu zakładaliśmy narty na nogi i jeździliśmy wiele godzin. Zazwyczaj nieliczne osoby, które spotykaliśmy, nie rozpoznawały papieża ubranego na sportowo. Oprócz tego Jan Paweł II postanowił, że dwa tygodnie każdego lata będzie spędzał w górach. Albo w Dolinie Aosty, albo w północno-wschodnich Włoszech. Wtedy również mu towarzyszyłem. W roku 1994 zdobywałem Mount Everest. Kiedy wróciłem, miał już za sobą wypadek w łazience, który, jak wiemy, kosztował go trochę sprawności fizycznej. Okazało się, że nie będzie w stanie jeździć na nartach. Od tej pory przez kolejne 10 lat wybieraliśmy się w góry, ale nie po to, żeby szusować, ale żeby spacerować i przechadzać się po szlakach.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.