Papież wzywa niewierzących do podjęcia dialogu

Z wielką serdecznością, chociaż tylko w bardzo ogólnym zarysie, chciałbym tym listem próbować odpowiedzieć na Pański, jaki zechciał Pan do mnie skierować z łam dziennika "La Repubblica" 7 lipca wraz z serią swoich osobistych refleksji, wzbogaconych następnie na łamach tegoż dziennika 7 sierpnia.a.

Pyta mnie Pan też, na zakończenie swego pierwszego artykułu, co powiedzieć naszym żydowskim braciom o obietnicy złożonej im przez Boga: czy straciła już swoją aktualność? Jest to - proszę mi wierzyć - pytanie, które nam jako chrześcijanom zapada głęboko do serca, ponieważ z Bożą pomocą, a zwłaszcza od czasu Soboru Watykańskiego II odkryliśmy na nowo, że naród żydowski nadal jest dla nas świętym korzeniem, z którego zrodził się Jezus. Również ja w przyjaźni, którą podtrzymywałem przez wszystkie lata z żydowskimi braćmi w Argentynie, wiele razy pytałem Boga w modlitwie, zwłaszcza wtedy, gdy na myśl przychodziło wspomnienie straszliwego doświadczenia Szoah. Mogę Panu powiedzieć, wraz z apostołem Pawłem, że nigdy nie osłabła wierność Boga wobec bliskiego przymierza zawartego z Izraelem i że przez okrutne doświadczenia tych stuleci Żydzi zachowali swoją wiarę w Boga. I za to nigdy nie będziemy im dość wdzięczni jako Kościół, ale także jako ludzkość. Ponadto, trwając właśnie w wierze Boga przymierza przypominają oni wszystkim, także nam, chrześcijanom, o tym, że wszyscy oczekujemy, jak pielgrzymi na powrót Pana, a zatem zawsze musimy być otwarci na Niego i nigdy nie okopywać się w tym, co już osiągnęliśmy.


W ten sposób doszedłem do trzech pytań, które stawia mi Pan w artykule z 7 sierpnia.

Wydaje mi się, że w pierwszych dwóch leży Panu na sercu zrozumienie postawy Kościoła wobec tych, którzy nie podzielają wiary w Jezusa. Przede wszystkim pyta mnie Pan, czy Bóg chrześcijan przebacza tym, którzy nie wierzą i nie poszukują wiary. Biorąc pod uwagę, że - i jest to sprawą kluczową - miłosierdzie Boga nie ma granic, jeśli zwrócimy się do Niego z sercem szczerym i skruszonym, kwestią dla tych, którzy nie wierzą w Boga, jest słuchanie swojego sumienia. Grzech, nawet dla tych, którzy nie wierzą, jest wtedy, gdy działa się wbrew sumieniu. Słuchanie i posłuszeństwo jemu oznacza bowiem podejmowanie decyzji w obliczu tego, co jest postrzegane jako dobro lub zło. I to w tej decyzji rozgrywa się dobro bądź zło naszego działania.

Po drugie, pyta mnie Pan, czy myśl, wedle której nie ma żadnego absolutu, a więc również absolutnej prawdy, lecz tylko seria prawd względnych i subiektywnych, jest błędem lub grzechem. Na początek nie będę mówił, nawet dla tych, którzy wierzą, o prawdzie "absolutnej" w tym sensie, że absolutne jest to, co nie jest związane, co pozbawione jest wszelkiej więzi. Otóż zgodnie z wiarą chrześcijańską prawdą jest miłość Boga do nas w Jezusie Chrystusie. A zatem prawda jest relacją! Ale jest też prawdziwe stwierdzenie, że każdy z nas pojmuje i wyraża prawdę, wychodząc od siebie: od swojej historii i kultury, od sytuacji, w której żyje itp. Nie znaczy to jednak w żadnym wypadku, jakoby prawda była subiektywna i zmienna. Oznacza natomiast, że otrzymujemy ją zawsze i wyłącznie jako drogę i życie. Czyż sam Jezus nie powiedział: "Ja jestem drogą, prawdą i życiem"? Innymi słowy, prawda będąc ostatecznie czymś jednym z miłością, wymaga pokory i otwartości, aby jej szukać, przyjąć i wyrazić. Dlatego też trzeba się dobrze rozeznawać w terminach, i być może aby wyjść z trudności stanowisk przeciwstawnych... absolutnej, podjąć to zagadnienie zupełnie na nowo. Myślę, że jest to dziś bezwzględnie konieczne, aby rozpocząć ów spokojny i konstruktywny dialog, którego podjęcia życzyłem na początku tej mojej wypowiedzi.

W ostatnim pytaniu zastanawia się Pan, czy wraz ze zniknięciem człowieka na ziemi, zniknie też myśl zdolna do myślenia o Bogu. Oczywiście wielkość człowieka polega na możliwości myślenia o Bogu. I to mogąc przeżywać z Nim relację świadomą i odpowiedzialną. Jednakże jest to związek między dwoma bytami. Myślę i takie jest moje doświadczenie, a dzieliło je i dzieli wielu ludzi wczoraj i dziś, że Bóg nie jest jakąś ideą, choćby najwznioślejszą, owocem myśli ludzkiej. Bóg jest rzeczywistością przez duże "R". Objawia to Jezus - i żyje relacją z Nim - jako z Ojcem nieskończonej dobroci i miłosierdzia. Bóg nie zależy zatem od naszej myśli. Zresztą nawet gdy skończy się ludzkie życie na ziemi - w każdym razie dla wiary chrześcijańskiej ten świat, taki, jakim go znamy, jest skazany na to, że się skończy - człowiek nie przestanie istnieć i w sposób, którego nie znamy, także stworzony wraz z nim wszechświat. Pismo Święte mówi o "nowym niebie i nowej ziemi" i stwierdza, że w końcu, gdzie i kiedy, które jest poza nami, ale do którego w wierze zmierzamy, pragnąc i oczekując tego, Bóg będzie "wszystkim we wszystkich".

Szanowny Doktorze Scalfari, tak oto kończę swe rozważania, wywołane przez to, co zechciał mi Pan przekazać i zapytać. Proszę je przyjąć jako odpowiedź wstępną i tymczasową, ale szczerą i ufną, na zaproszenie, jakie dostrzegłem, by przebyć wspólnie część drogi. Proszę mi wierzyć, że Kościół, pomimo wszystkich zaniedbań, niewierności, błędów i grzechów, jakie mógł popełnić i nadal może popełniać w tych, którzy go tworzą, nie ma innego sensu i celu jak żyć i świadczyć o Jezusie: Tym, którego posłał Abbà, by "ubogim przyniósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; uciśnionych odsyłał wolnymi, aby obwoływał rok łaski od Pana" (Łk 4, 18-19).

Z braterską więzią

Franciszek

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| PAPIEŻ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg