Piękna Pani Libanu

Harissa to ostra pasta paprykowa, mozaika ulubionych przypraw Libańczyków. Taką nazwę nadano też wzgórzu, skąd na kraj cedrów spogląda Maryja. Sanktuarium na Harissie to symboliczny punkt spotkania do niedawna ostrej tu mieszanki... chrześcijan z muzułmanami.

Centrum Bejrutu. Salon urody Lyali. Śniada brunetka pochyla się nad zakochanym w niej mężczyzną, by go ogolić. W salonie ruch, klienci, w tle sączy się arabska muzyka. W pewnej chwili drzwi otwierają się i wchodzi grupa ubranych w liturgiczne szaty chłopaków z księdzem. Niosą figurę Matki Bożej na kobiercu kwiatów. Zapach lakieru do włosów i golidła szybko ginie w woni kadzideł. Milknie muzyka, pracownice i klienci odmawiają „Pod Twoją obronę”. Procesja wychodzi, by przejść kolejną uliczką stolicy Libanu. Ta scena z czarującego komediodramatu pt. „Karmel” w reżyserii Nadine Labaki znakomicie odzwierciedla libańską rzeczywistość, w której religia miesza się z codziennym życiem, a Matka Boża jest adorowana zarówno przez muzułmanów, jak i chrześcijan jako Piękna Pani. W Libanie, gdzie bogactwo styka się z nędzą, a nowoczesne drapacze ze zbombardowanymi kamienicami z czasów niedawnej wojny domowej, po raz pierwszy widzieliśmy wyznawców Mahometa razem z wyznawcami Chrystusa w katolickim sanktuarium. – Tu, na Harissie, łączy nas nasza Piękna Pani – Maryja. To jest nasze światło – przekonywali.

Wieża Babel

Wspinamy się samochodem na 600 metrów nad poziom morza. Wzgórze Harissa z oddali przypomina wiszącą potężną skałę, a zbudowane na nim sanktuarium – jak żartują Libańczycy – skocznię narciarską (zresztą do wyciągów narciarskich stąd już tylko pół godziny drogi). Jest oddalone o 25 km od Bejrutu, wznosi się nad zatoką jednego z większych chrześcijańskich miast Libanu – Jounieh. Można tu wjechać też kolejką linową prosto z plaży. Mniej więcej w połowie Harissy rezyduje patriarcha najliczniejszego tu wśród chrześcijan wyznania – katolickich maronitów. Niedaleko mieszka też nuncjusz apostolski w Libanie i przedstawiciele Kościoła syriackiego (w tym kraju Bliskiego Wschodu jest najbarwniejsza mozaika odłamów chrześcijaństwa). Na szczycie wznosi się też, do złudzenia przypominająca swoimi kopułami cerkiew, katolicka bazylika św. Pawła. To tutaj w 1997 r. Jan Paweł II podpisał adhortację apostolską dla Libanu, a teraz Benedykt XVI dla całego Bliskiego Wschodu. Samo sanktuarium Pani Libanu to w zasadzie trzy kościoły. Pierwszy to ten dwupoziomowy na Eucharystie i spotkania, kongresy, festiwale młodych. Tu przychodzą raczej tylko katolicy. Drugi to tzw. dom przebaczenia – maleńki (klimatyzowany!) kościółek z dwoma szklanymi konfesjonałami. – Tutaj trwa całodobowa spowiedź i co godzinę jest odprawiana Msza św. – mówi ks. Youneh Obeid, jeden z dziewięciu kapłanów ze Zgromadzenia Misjonarzy Libanu, które opiekuje się sanktuarium na Harissie. – W ten sposób każdy, kto przychodzi tu oczyścić się, od razu może przystąpić do Komunii. Dla wzmocnienia. Taka podwójna dawka z nieba – śmieje się. Ks. Obeid jest wysoki, szczupły, błękitne oczy, serdeczny, co chwila z kimś się wita. Po arabsku, francusku czy angielsku. – A tu najważniejsze miejsce Libanu – wskazuje na trzeci z kościołów. Wchodzimy do kaplicy przywołującej skojarzenie z kamienną, zbudowaną z piaskowca wieżą Babel. We wnętrzu drewniana figurka Maryi, dyskretne światło lampionów, tabernakulum na kształt drzewa cedrowego (symbol Libanu). Na kamiennym ołtarzu krzyż i Pismo Święte. – Czemu to najważniejsze miejsce? – pytamy. Ks. Youneh reaguje żywo: – Proszę zobaczyć, kto tu wchodzi! Salam! Witajcie! – zwraca się do wchodzącej pary muzułmanów. Ona w zielonej islamskiej chuście, czarne uśmiechnięte oczy, wysokie koturny. On – typowe arabskie rysy – wita się z nami silnym uściskiem dłoni. – Salam! Tak, my jesteśmy muzułmanami! Przyjechaliśmy tu z południa Libanu pokłonić się naszej Pani. Niedługo bierzemy ślub, chcemy, żeby nas chroniła – mówi Abdul, przytulając swoją narzeczoną. – Jechaliśmy trzy godziny – uśmiecha się Annaja – ale to ważne. – Muzułmanów przyjmujemy tu z otwartymi ramionami. To miejsce spotkania muzułmanów i chrześcijan. Rocznie odwiedza nas do 2 mln osób. Dzieje się tu wiele cudów, uzdrowień, choć Kościół nie zatwierdził ich oficjalnie – tłumaczy nam misjonarz. – Wszyscy przychodzą tu, by modlić się lub usiąść przy Maryi. Matka Boża jest w Koranie jedyną wymienioną z imienia kobietą. Jest dla muzułmanów co prawda matką proroka Jezusa, ale jest ich Panią. Po wyjściu z kaplicy kierujemy się na kręte schody na zewnątrz tej przedziwnej budowli. Jak setki pielgrzymów wspinamy się do Matki Bożej. Na szczycie Jej prawie 9-metrowa biała figura. – Jest kopią Maryi, która objawiła się Katarzynie Labouré w 1830 r. na rue du Bac w Paryżu – wyjaśnia nasz przewodnik. Statua waży 15 ton. Przyjechała do Libanu w kawałkach z Francji w 1908 r., cztery lata po ustanowieniu tu sanktuarium. – Ale jak ją postawili, to się działo! Maryja miała być obrócona w stronę Bejrutu. W efekcie głowę kieruje na północ, a więc na chrześcijańską część Libanu. Muzułmanie na początku się oburzali – tłumaczy ks. Youneh. – Ale co mieliśmy zrobić. Zwaliliśmy na Francuzów! – śmieje się. Na końcu krętych schodów spotykamy Abdula z narzeczoną. Wkładają w kratki pod figurą czerwoną różę. Jak zresztą wszyscy wchodzący tu muzułmanie. – Dla Pięknej Pani! – uśmiecha się Abdul.

Matka Światła

Sanktuarium na Harissie wzniesiono w 1904 r. – wtedy zbudowano kamienną „wieżę Babel”. A dopiero 50 lat później obok zbudowano duży kościół. – To był jubileusz maryjny, potrzebne było miejsce na, uroczystości 50. rocznicy proklamacji dogmatu o niepokalanym poczęciu, ustanowionego 8 grudnia 1854 r. przez Piusa IX – wyjaśnia misjonarz. Bazylika stoi dziś na tyłach pierwszego kościoła. Jej nowoczesna fasada przypominać ma drzewo cedrowe, a jej tył fenicką łódź. W starożytności bowiem na terenie Libanu znajdowała się Fenicja. Potem dopiero państwo przechodziło kolejno pod panowanie Babilonii, Persji, Macedonii, by w 64 r. p.n.e. dostać się pod skrzydła rzymskiej prowincji Syrii. Dopiero w VII w. osiedli tu Arabowie. I to nie koniec zawiłej historii Libanu. Potrzebny byłby tutaj osobny tekst. Pierwotnie sanktuarium na Harissie miało tylko statuę Maryi wykonaną z drzewa cedrowego. Stoi dziś kaplicy z gigantycznym różańcem z cedru. Figura ta ruszyła w peregrynację przez 426 miast i wsi libańskich. Libańczycy, czy to nad morzem, czy w wysokich górach Świętej Doliny Kadisha, oddawali jej cześć z pochodniami i światłami w dłoniach przez cały 1954 rok. Ks. Youneh: – Ludzie nazywali ją spontanicznie Matką Światła, bo niosła nadzieję dla Libanu nękanego ciągłymi konfliktami na tle religijnym. Wielu modliło się do Niej o pojednanie muzułmanów i chrześcijan. I proszę, wymodlili. Wtedy nikt nie przypuszczałby, że dziś będą spotykać się tu na wspólnym czytaniu Biblii i Koranu. Kiedy zjeżdżamy w dół, obracamy się, by raz jeszcze spojrzeć na Panią Libanu. Zapada już zmrok, skalna Harissa pogrążona jest w ciemności. Ale figura Maryi świeci ostrym światłem. To Ona rozświetla tutejsze trudne karty historii, ona jest światłem, które niesie nadzieję. Ona z Harissy łączy dwa różne światy, jak te przyprawy w harissie paprykowej – wyczuwa się jej pojedyncze składniki, można się delektować ich oryginalnością, mimo że sos wygląda jak jedna masa. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg