Emerytura po 67 roku życia - brak alternatywy?

Premier Donald Tusk powiedział, że rząd decydując się na podniesienie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn do 67 lat, odpowiada na brutalne wyzwanie demograficzne. Zadeklarował, iż konsultacje w sprawie projektu rozwieją obawy Polaków co do reformy emerytalnej.

W opinii premiera, państwo nie może być gwarantem pracy, natomiast rządzący muszą zadbać o taką kondycję gospodarczą i finansową państwa, "żeby mieć pracy podstawowej jak najwięcej". "Ale nie możemy rzucać słów na wiatr, że podnosząc wiek emerytalny równocześnie państwo zagwarantuje wszystkim pracę. Nie, to jest niemożliwe" - zaznaczył.

Tusk oświadczył też, że będzie rzecznikiem - i jego ministrowie również - działań, które sprawią, że przepisy gwarantujące kobietom równą z mężczyznami płacę za taką samą pracę staną się praktyką. "To mogę zagwarantować, znaczy intencje, że zrobimy wszystko by równość płac i równość praw kobiet była prawdziwa, a nie fikcyjna" - podkreślił.

Zadeklarował też, że rząd jest otwarty na to, by "uzawodowić" pracę polegającą na pomocy lub opiece nad dziećmi, osobami starszymi, niepełnosprawnymi wtedy, kiedy uniemożliwia to podjęcie innej pracy zawodowej. Jednak, jak dodał z obawy o stan finansów publicznych "w roku 2012-13 możemy mówić wyłącznie o większym wsparciu dla najbardziej potrzebujących, czyli dla rodziców dzieci niepełnosprawnych".

Tusk przekonywał, że ratunkiem przed bezrobociem jest powstawanie nowych miejsc pracy, a nie budowanie nowych przywilejów dla grup wiekowych. "Byłoby źle, gdybyśmy uwierzyli, że istnieje jakiś szacher macher, że minister Kosiniak-Kamysz, albo minister Rostowski zrobi jakiś algorytm, uprzywilejuje jakąś grupę i dzięki temu zniknie problem bezrobocia" - podkreślił. Dodał, że nie należy szukać "przesadnie sztucznych narzędzi, bo państwo z reguły najgorzej wydaje pieniądze na miejsca pracy".

"W ustawie +67+ każemy podnieść wiek emerytalny dotychczas uprzywilejowanym - sędziom, prokuratorom i rolnikom" - przekonywał Tusk. Jak dodał, rząd przygotowuje zmiany, które będą polegały na odebraniu przywilejów górniczych tym, którzy nie pracują jako górnicy. "To samo dotyczy systemu wsparcia państwowego dla emerytur księżowskich" - zaznaczył.

Szef rządu zaznaczył, że system przywilejów emerytalnych powinien zniknąć lub zostać zredukowany do niezbędnego minimum. Przekonywał również, że propozycja rządowa - w sprawie systemu emerytalnego - jest "przemyślana i ma całościowy charakter".

Tusk poinformował też, że rząd przygotowuje wzrost o 50 proc. świadczeń rodzinnych dla rodzin, z trójką lub więcej dzieci. "Robimy to od zaraz, mimo, że skutki emerytury są za kilkanaście lat i mimo kryzysu" - podkreślił premier.

Zapowiedział ponadto, że rząd będzie pracować nad rodzajem subwencji lub dotacji dla przedszkoli, która spowoduje, że opieka przedszkolna - z punktu widzenia rodziców - będzie wyraźnie tańsza niż obecnie. "Już w tym roku chcemy znaleźć formułę dotowania lub subwencjonowania przedszkoli" - powiedział szef rządu.

Zadeklarował też otwartość na rozwiązania, które uwzględniłyby trud, jaki matki wkładają w wychowywanie dzieci.

Eksperci, którzy uczestniczyli w spotkaniu podkreślali, że zmiany demograficzne, polegające na starzeniu się społeczeństwa są tak głębokie, iż nie da się ich uniknąć; trzeba się na nie odpowiednio przygotować. Jak mówiła prof. Irena Kotowska z Instytutu Statystyki i Demografii SGH, nadchodzi trwała zmiana jakościowa populacji, związana z jej starzeniem się, więc konieczne są zmiany, w tym i systemu emerytalnego.

Prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Prewencyjnej i Przeciwstarzeniowej prof. Stefan Zgliczyński przekonywał z kolei, że żyjemy dużo dłużej, chorujemy dużo dłużej, więc możemy pracować trochę dłużej. "Praca sprzyja długowieczności, zachowaniu zdrowia i jakości życia" - podkreślał.

B. wiceminister pracy Agnieszka Chłoń-Domińczak przekonywała, że zmiana wieku emerytalnego wpłynie korzystnie na wysokość przyszłych emerytur kobiet. "Gdyby utrzymać dzisiejszą relację emerytury minimalnej do przeciętnego wynagrodzenia i to jak długo dzisiaj kobiety pracują i jakie mają zarobki, to te, które dzisiaj rozpoczynają pracę przechodząc na emeryturę w wieku 60 lat, można oczekiwać, że około 45 proc. z nich nie wypracowałoby sobie emerytury powyżej minimalnej. Zmiana wieku emerytalnego do 67 lat także wpływa na te proporcje" - mówiła Chłoń-Domińczak.

Kończąc konferencję marszałek Sejmu Ewa Kopacz powiedziała, iż wierzy "w wielką mądrość polskich kobiet". "Wierzę, że to my będziemy tymi, które pozwolą te trudne, ale konieczne reformy dla naszych dzieci i wnuków wprowadzić" - powiedziała Kopacz.

Podkreśliła też, że podniesienie wieku emerytalnego jest wprowadzane w krajach, do których chętnie porównujemy Polskę. "Jeśli robi się to w Europie, do której tak chętnie się odwołujemy, to dlaczego dziwi nas to, że robimy to u nas w Polsce?" - pytała marszałek. (PAP)

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

Reklama