Monopol na zbawienie

Stawką tej gry ma być zbawienie. Szymon Hołownia wysoko mierzy, oddając do rąk czytelnika najnowszą książkę „Monopol na zbawienie”.

Zwycięzcy IX etapu „Klasówki z Jana Pawła II” pewnie cieszą się już lekturą książki i połączonej z nią grą planszową. Każde jej pole ma zbliżyć do nieba. W jaki sposób?

„(…)W Kaplicy klęczało kilka pobożnych kobiet, był też człowiek w garniturze, z dobrym zegarkiem, „zrobiony”, z gatunku tych, których rzadko oglądamy w kościołach. Klęczał w ławce, w jednym ręku trzymał komórkę, na której co chwila pisał esemesa. Czekając odpowiedzi, próbował chyba się modlić, ciągle sięgał po chusteczkę, tłumił szloch. Rozstanie? Kryzys w pracy? Było coś wzruszającego w tym, że przyciśnięty życiem, instynktownie uciekł tam, gdzie poczuł się bezpieczny. Wszyscy w tej kaplicy modlili się wtedy za tego faceta. Ale nie ona. Jedna ze świętych pań miała na niego oko od początku. Po mniej więcej pół godzinie wstała, aby głośno go upomnieć, że tu jest kościół, żeby poszedł sobie pisać esemesy gdzie indziej. Facet popatrzył na nią pustym wzrokiem i wyszedł bez słowa. (…)”

Ten fragment rozdziału na temat wieczystej adoracji wyjaśnia, o co chodzi w tej książce. Szymon Hołownia pokazuje, jak można wykoślawić dziś pojęcie Kościoła. Rozprawia się z faryzejskim sposobem jego postrzegania. Krytykuje ludzi deklarujących swoją przynależność do Kościoła, a jednocześnie żyjących tak, jakby nie mieli z Nim nic wspólnego.

Publicysta Newsweeka nie boi się mówić o trudnych epizodach z historii Kościoła. W pierwszej części książki – „Przestrogi Boskie” – ostro potępia poczynania Hiszpańskiej Inkwizycji, pisze o trudnym charakterze świętych takich jak św. Jan Maria Vianney, św. Augustyn czy św. Maksymilian Maria Kolbe. Dzięki temu pomaga uwierzyć, że zbawienie i świętość nie są celem nie do osiągnięcia. Wystarczy tylko poważnie potraktować przesłanie, jakie zostawił Jezus. Nie sprowadzać chrześcijaństwa tylko do bezmyślnego ślęczenia przed ołtarzem, odklepywania formułek i niejedzenia mięsa w piątki.

Książka Hołowni nie jest drwiną z Kościoła. Jest próbą cywilizowania Jego członków. Zachętą do poważnego potraktowania swojego chrześcijaństwa. Opisuje Kościół, w którym, jak czytamy we wstępie, „jest trochę brudu i głupoty, ale też cała masa świętości”. Autor zapewnia, że w Kościele jest wszystko, czego potrzeba nam do zbawienia, ale pytanie, czy Kościół ma „monopol” na zbawienie, także – jak się zdaje – pozostawia otwarte.
 

Nagrody ufundował wydawca książki Społeczny Instytut Wydawniczy "Znak"

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Autopromocja