Wobec niemożliwego

Może ostatecznie chodzi właśnie o to: by zaufać mocy zaczynu. I nie dać sobie wmówić, że dobro jest niemożliwe. To kłamstwo. Wystarczy spróbować.

Reklama

Pierwsze papieskie przemówienia w Kolumbii są aż gęste od treści. Można w nich znaleźć wiele wątków, można je wręcz czytać jak skierowane do Polaków, tu i teraz... Chciałam wybrać jeden z wątków, poruszony w przemówieniu do młodych zgromadzonych na placu przed katedrą w Bogocie. Do młodych i wszystkich, którzy przyszli...

Nie, papież nie jest ślepy. Doskonale widzi i trudności i rany, i śmierć, którą czasem młodzi ludzie są aż oszołomieni, znieczuleni. Może się też zdarzyć, że urodziliście się w środowisku, w którym śmierć, ból, podziały przeniknęły tak głęboko, że pozostawiły was niemal oszołomionymi, jakby znieczulonymi. Niech wami wstrząsną i zmobilizują cierpienia waszych kolumbijskich braci! - mówi papież. - Pomagajcie też nam, starszym, abyśmy nie przyzwyczajali się do bólu i opuszczenia.

Tak, można się znieczulić na ból. Można się znieczulić na cierpienie. Można przestać je widzieć, reagować, buntować się i próbować cokolwiek zmienić. Można...

Ale przywilejem młodych jest wrażliwość. Przywilejem młodych jest ostre dostrzeganie krzywd i zaangażowanie. I dobrze, że tak jest. Ktoś musi być gorący, wobec tylu letnich lub zimnych. Ktoś musi budzić śpiących.

Ale nie tylko o krzyk chodzi. Krzyk niczego nie zmieni, jeśli nie podejmie się działań. I tu można spotkać się ze stwierdzeniem: to niemożliwe. To nie wypali. Tak się nie da. Oni na pewno nie podejmą... A próbowałeś? Nie, skąd, nie ma sensu!

Właśnie dlatego podejmijcie ogromne wyzwanie, by nam pomóc w uzdrowieniu naszych serc, zarażeniu ich młodzieńczą nadzieją, która zawsze gotowa jest dawać innym drugą szansę. Atmosfera przygnębienia i niedowierzania zakaża duszę, atmosfera, w której nie ma wyjścia dla problemów i bojkotuje się tych, którzy starają się je znaleźć, szkodzą nadziei, której potrzebuje każda wspólnota, aby iść naprzód - mówił papież.

Niedowierzanie. Brak nadziei. Opór wśród tych, od których oczekiwalibyśmy pomocy. Opór, który czasem jest wręcz blokadą. Sprawia, że opadają ręce. Nie, nie wśród tych „innych”, którzy mieliby się opierać. Wśród „swoich”. Do innych jeszcze przecież nie zdążyliśmy dojść, żeby zapytać... Ale po co pytać? Przecież nic z tego nie będzie... Nigdy nie było, sto lat temu ktoś próbował...

Jeszcze może paść „mocniejszy” argument. Argument zastarzałych urazów. Z „nimi” to nic robić nie będę. A jak spróbujesz, znajdziesz się dla mnie po „ich” stronie. Wybieraj!

Tak, błędy są błędami, zło jest złem. Jeśli się stało trzeba je nazwać. Ale trzeba też spojrzeć w przyszłość – wspólną przyszłość – bez obciążenia nienawiścią. Na uznanie zasługuje widok tego, jak nie dajecie się wplątać w stare historie, jak spoglądacie ze zdziwieniem, gdy my, dorośli, powtarzamy wydarzenia dzielące nas po prostu dlatego, że jesteśmy przywiązani do urazów - mówił papież do młodych. Tak, do urazów można się przywiązać.

Nie, nie chodzi o to, by dalej pozwalać się krzywdzić. Chodzi o to, by przekroczyć przeszłość.

Do urazów można się nie tylko przywiązać. Można na nich budować. Krzywda jako fundament potrafi przynosić niezłe profity. Doraźne i długoterminowe. Pytanie, czy warto? I czy na nienawiści można zbudować cokolwiek trwałego? Czy da się zbudować jakiekolwiek dobro? W życiu prywatnym, publicznym...?

Zwracam się teraz do wszystkich – dzieci, młodzieży, dorosłych, starców, jako ten, który chce być nosicielem nadziei. Niech nie przygniatają was trudności, niech nie zniszczy was przemoc, niech nie zwycięży was zło. Wierzymy, że Jezus swoją miłością i miłosierdziem, które trwają wiecznie, zwyciężył zło, grzech i śmierć. Wystarczy tylko wyjść Mu na spotkanie – przypominał Franciszek.

Gmach zbudowany na nienawiści upadnie. Jak wszystko, czego fundamentem nie jest Bóg. Niestety, nie obędzie się to bez ofiar. Bez serc pokaleczonych nienawiścią, bez kolejnych krzywd niewinnych...

Tak, zabrzmiało beznadziejnie. Nic się nie da zrobić? Nieprawda. Jeśli zasiewamy pojednanie i pokój, z nami jest Chrystus. Choćby cały świat usiłował nam wmówić co innego. Dla Niego żaden mur nie jest wieczny, żaden lęk nie jest niezniszczalny, żadna rana nie jest nieuleczalna (to cytat z przemówienia do biskupów, podobnie jak kolejny).

Jego czas jest długi, ponieważ jego spojrzenie miłości nie ma miary. Kiedy jest niewiele miłości, serce staje się niecierpliwe. niepokojąc się zatroskaniem o czynienie rzeczy, pożerane strachem przed niepowodzeniem. Zaufajcie ukrytej mocy Jego zaczynu.

I może ostatecznie chodzi właśnie o to: by zaufać mocy zaczynu. I nie dać sobie wmówić, że dobro jest niemożliwe. To kłamstwo.

Wystarczy spróbować. Na swoją miarę. I coraz dalej...

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama