Przemówienie Benedykta XVI przed Kolumną Mariacką

Tłum. Teresa Sotowska/KAI

Wielce szanowna Pani Kanclerz,
Szanowny Panie Premierze,
Czcigodni Kardynałowie,
Drodzy Bracia w biskupstwie i kapłaństwie,
Szanowne Panie i Panowie,
Drogie Siostry i Bracia!

Z wielkim wzruszeniem staję ponownie na wspaniałym placu u stóp Kolumny Mariackiej - w miejscu, które już dwukrotnie było świadkiem decydujących punktów zwrotnych w moim życiu. Tu przed prawie trzydziestu laty z otwartymi sercami i radością przyjmowali mnie wierni jako swego nowego arcybiskupa: moją posługę rozpocząłem wówczas modlitwą do Matki Bożej. Tu żegnałem się z moją diecezją, gdy w pięć lat później papież Jan Paweł II powołał mnie do Rzymu i stąd raz jeszcze modliłem się do Patrona Bavariae, zawierzając Jej opiece "moje" miasto i moją ojczyznę. Dziś stoję tu po raz kolejny - tym razem jako następca świętego Piotra.

Dziękuję Panu Premierowi Edmundowi Stoiberowi za przyjazne słowa powitania, wypowiedziane pod moim adresem w imieniu rządu Bawarii. Dziękuję także mojemu drogiemu następcy w urzędzie pasterza archidiecezji Monachium i Fryzyngi, kardynałowi Friedrichowi Wetterowi za serdeczne słowa, w których wyraził uczucia całej Archidiecezji. Pozdrawiam Panią Kanclerz, dr Angelę Merkel i wszystkich przedstawicieli życia państwowego, publicznego i wojskowego, którzy uczestniczą w tym krótkim spotkaniu powitalnym i modlitwie.

Szczególne pozdrowienie pragnę skierować do księży, zwłaszcza tych, z którymi pracowałem jako kapłan i jako biskup w mojej rodzinnej diecezji Monachium i Fryzyndze. I wreszcie, z głębokim szacunkiem, pozdrawiam Was wszystkich, drodzy Rodacy i Przyjaciele, którzy zebraliście się nas tym placu, by okazać mi swoje przywiązanie! Dziękuję Wam za serdeczne przyjęcie, myśląc szczególnie o tych, którzy przyczynili się do przygotowania tego spotkania i całej mojej podróży.

Chyba powinienem przy tej okazji przypomnieć myśl, jaką sformułowałem w krótkich wspomnieniach w związku z nominacją na arcybiskupa Monachium i Fryzyngi. Zostałem wówczas następcą świętego Korbiniana. Od wczesnego dzieciństwa w legendzie o nim fascynowała mnie zwłaszcza opowieść mówiąca o tym, jak to niedźwiedź pożarł konia, na którym święty podróżował do Rzymu.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Autopromocja