Oczekujemy wsparcia od Kościoła w Polsce

"Stukamy do drzwi Kościoła polskiego z prośbą o współpracę i o wsparcie dla naszego Kościoła. Chodzi zwłaszcza o pomoc w postaci duchowieństwa, życia zakonnego – męskiego i żeńskiego, oraz o współpracę na płaszczyźnie duszpasterskiej" - powiedział bp Marcelo Arturo González, ordynariusz kubańskiej diecezji Santa Clara.

Reklama

Kuba należy do nielicznych krajów, które odwiedzili trzej kolejni papieże: Jan Paweł II, Benedykt XVI i niedawno Franciszek. Ten ostatni nawet dwukrotnie w krótkim odstępie czasu. Co dały te podróże papieskie Kościołowi, narodowi i całemu krajowi?

Bp Marcelo Arturo González: Wszystkie te odwiedziny były okazją do przebudzenia wiary i rozbudzenia nadziei w narodzie kubańskim, do odnowy wspólnoty kościelnej. Były to wielkie bodźce od Ducha Świętego do dochowania wierności Jezusowi Chrystusowi, do troski o nową ewangelizację i dotarcie z nią do wszystkich, najbardziej nawet oddalonych zakątków kraju.

Wizyta św. Jana Pawła II była szczególnym czasem dla Kościoła kubańskiego, który dzięki niej mógł się trochę otworzyć na świat zewnętrzny, wyjść ze swego rodzaju izolacji i zamknięcia, na jakie był skazany przez całe dziesięciolecia. Jakie jest obecnie jego oblicze, jego obecność w środkach przekazu, służbie zdrowia i w ogóle w życiu publicznym?

– Zanim odpowiem na to pytanie, muszę odwołać się do roku 1959, gdy na Kubie zwyciężyła rewolucja komunistyczna, co oznaczało m.in. wielkie zmiany dla Kościoła. Był to czas „wielkiego przycinania” [gran poda], bo tak, jak przycina się gałęzie drzew lub krzewy, tak samo Kościół stracił wiele swych „gałęzi”: różne instytucje, świątynie, ale przede wszystkim swe dzieła pomocowe – w oświacie, służbie zdrowia... Jego funkcje zostały sprowadzone do kultu, do życia sakramentalnego w murach świątyń. Wierni albo wyemigrowali, albo powoli zaprzestawali praktyk religijnych, nawet jeśli w ich sercach pozostały nasiona wiary. Marksistowsko-leninowski entuzjazm rewolucyjny doprowadził naród kubański, a przynajmniej jego większość, do porzucenia praktyk religijnych. Wspólnoty chrześcijańskie zostały sprowadzone do niewielkich 40- czy 60-osobowych grup, i to głównie w niektórych ośrodkach wiejskich. W miastach było ich mniej i były znacznie mniejsze, np. 5-6-osobowe. Ale to dzięki nim wiara w Jezusa Chrystusa i w Jego Kościół przetrwała w sposób nienaruszony. Są tam prawdziwi świadkowie, których imiona historia musi zachować.

W lutym 1986 r. odbyło się Kubańskie Narodowe Spotkanie Kościelne (ENEC) – po raz pierwszy po prawie 30 latach Kościoła „zamkniętego”. Zwołano je w kilka lat po historycznym zgromadzeniu episkopatu Ameryki Łacińskiej w Puebli (Meksyk) w 1979 r., gdyż uczestniczący w nim nasi biskupi stwierdzili, że uchwalone tam dokumenty nie mają żadnego związku z Kubą, która pozostawała całkowicie poza tym kontekstem. I wówczas zrodziła się myśl zorganizowania naszego własnego spotkania. Rozpoczęła się 5-letnia Kubańska Refleksja Kościelna, której uczestnicy – wspólnoty chrześcijańskie – spotykali się regularnie, aby się modlić, rozważać różne sprawy i zastanawiać się nad tym, czego Pan oczekuje od nich i od całego Kościoła kubańskiego. Po zgromadzeniach parafialnych i diecezjalnych w dniach 17-23 lutego 1986 r. odbyło się wspomniane spotkanie ogólnokrajowe, na którym Jana Pawła II reprezentował jako jego osobisty wysłannik argentyński kardynał kurialny Eduardo F. Pironio [1920-98; w owym czasie był on przewodniczącym Papieskiej Rady ds. Świeckich – KAI].

Na ENEC Kościół określił się potrójnie: jako Kościół modlący się, a więc słuchający, co Pan ma mu do powiedzenia; Kościół wcielony, który żyje teraz i tam, gdzie „zasiał” go Pan i gdzie ma on wzrastać, bo nie możemy oczekiwać, że czas i miejsce się zmienią, i właśnie tutaj mamy być nowym zaczynem; oraz jako Kościół misyjny. Trzeba podkreślić, że wyrażona wówczas troska o misję Kościoła jest nadal żywa i do dzisiaj biskupi, księża i zaangażowani świeccy kierują się tym, wzywają do dawania świadectwa, bo to jest jedyna możliwość bycia wiarygodnymi członkami Kościoła. Mamy świadczyć o wierze swoim życiem bez zarzutu, nieskazitelnym, uczciwym w swym otoczeniu, starać się być pierwszymi w pracy, nauce, być przykładem dla wszystkich. Wielce pomocne są dla nas książki o męczennikach pierwszych wieków i późniejszych. Po tym spotkaniu ogólnokrajowym Kościół poczuł się mocniejszy, chociaż jednocześnie rządzący marksizm jeszcze bardziej się umocnił, wywierał coraz większy nacisk na cały naród.

I do takiego Kościoła przybył Jan Paweł II...

– Jeszcze w przededniu jego wizyty w styczniu 1998 r. Kościół zaczyna robić coś, co świadczy o jego żywotności – tworzy tzw. domy misyjne, a więc swego rodzaju kościoły domowe w mieszkaniach, gdzie czyta się i rozważa Pismo Święte, gdzie czasami sprawowana jest też Msza św. i udzielane są sakramenty. W chwili przybycia na wyspę Ojca Świętego Kościół nie jest już zamknięty w murach świątyń, ale wyszedł na zewnątrz i stał się widoczny w społeczeństwie. Kierował swe przesłanie nie tylko do wiernych, ale do całego narodu. A papież ze swej strony skierował do tego Kościoła słowa zachęty, dodając odwagi rodzinie jako wspólnocie ludzkiej, ale też jako wspólnocie ewangelizującej i wspólnocie wiary. Zachęcał młodych i cały Kościół do mężnego głoszenia Jezusa Chrystusa, powtarzał: „Otwórzcie się na Chrystusa, nie lękajcie się Chrystusa. On jest bogactwem życia społeczeństwa”. Te jego słowa odbiły się głośnym echem i sądzę, że poruszały wszystkich – zarówno chrześcijan, jak i marksistów. I wydaje mi się, że wielkim wkładem Jana Pawła II był ten mocny bodziec misyjny dla Kościoła kubańskiego. Ale rola Kościoła nie ogranicza się tylko do głoszenia Ewangelii i do nauczania, bo musi on być z narodem i żyć jego sprawami. Na początku lat 90. ubiegłego stulecia Kuba przeżywała wielki kryzys spowodowany m.in. upadkiem komunizmu w Europie i rozpadem ZSRR, który najwięcej pomagał naszemu krajowi. Wyspę nawiedziła paraliżująca bieda i wtedy zaczęła się tworzyć Caritas Kuba ze swymi projektami pomocy potrzebującym. 

Można powiedzieć, że to jest to, co pozostawił nam Jan Paweł II. Pamiętamy jego wołania: „Kubo, troszcz się o rodzinę, aby zachować swe zdrowe serce”, „Dbaj o rodzinę, która jest największym skarbem tego społeczeństwa i która jest w stanie iść naprzód”. „Szkody, jakie ponosi społeczeństwo, można uzdrowić tylko dzięki zdrowej rodzinie”. I to słynne papieskie zdanie życzenie: aby Kuba otworzyła się na świat i aby świat otworzył się na Kubę. A gdy ludzie przyjmowali go entuzjastycznie, wiwatując, krzycząc, mówił żartem: „Klaszczcie, wołajcie, ja w tym czasie mogę trochę odpocząć”. Krótko mówiąc, była to niezwykła, pięciodniowa wizyta. Widzieliśmy papieża – człowieka zmęczonego, słabego, pochylonego przez wiek i chorobę, ale który mężnie wznosił rękę, aby pozdrowić ludzi, nawet gdy nic nie mówił. Posługiwał się swoim językiem; wspólnoty, braterstwa, całkowitego braku przemocy, budząc radość wśród słuchaczy, i to nie tylko ludzi Kościoła. To było wspaniałe, gdy mówił o wolności, o prawdzie, gdy odwiedził chorych – udał się do leprozorium pod Hawaną na spotkanie ze światem cierpienia i bólu. Ale spotkał się też z intelektualistami, ze światem kultury i nauki na uniwersytecie hawańskim, gdzie spoczywają doczesne szczątki Sługi Bożego ks. Felixa Vareliego. Były spotkania z różnymi wyznaniami i ze wspólnotą żydowską, z młodzieżą przed nuncjaturą apostolską, z biskupami, z osobami konsekrowanymi. Pozostawił nam przesłanie, aby Kościół na Kubie aktualizował swą działalność duszpasterską. Tamta wizyta zjednoczyła serca Kubańczyków na wyspie i poza nią. Jego przesłaniem żyjemy jeszcze dzisiaj.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama