Taki jest świat

O islamistach z Al Szabab mordujących chrześcijan, handlu ludźmi i błogosławionej Nyina wa tha z arcybiskupem Mombasy Martinem Kivuvą Musonde

Reklama

Krzysztof Błażyca: Mombasa to najstarsze, popularne wśród turystów miasto Kenii. Od czasu ataków terrorystycznych sytuacja jednak stała się napięta.

Abp Martin Kivuva Musode: Od 25 lutego tego roku jestem arcybiskupem Mombasy, która była moim pierwszym domem jako księdza. To kosmopolityczne miasto, z historią sięgającą XVII wieku. Przybywali tu Persowie, Arabowie, Hindusi, Portugalczycy, Brytyjczycy. Kiedyś część miasta należała do sułtana Zanzibaru. Obecnie większość mieszkańców Mombasy to muzułmanie. Cieszę się, że jestem tu z powrotem, choć dziś miasto jest dużym wyzwaniem. Zwłaszcza w zakresie bezpieczeństwa. Ale problem bezpieczeństwa dotyka nie tylko wybrzeża, lecz wielu rejonów Kenii. Na północy od lat trwa konflikt pomiędzy ludami Pokot i Turkana. To walki o bydło, w których giną ludzie. A ostatnio mierzymy się z nowym problemem wskutek działań grup radykalnych, określających siebie jako Al Szabab. To trudny czas dla Kenii.

Wciąż świeża jest pamięć o masakrze, do której doszło w kwietniu w kampusie uniwersyteckim w Garissie, na północy kraju...

To wielka tragedia. Ataki Al Szabab narastają od czasu zamachu na centrum handlowe Westgate w Nairobi 21 września 2013 roku. Wtedy zginęło 67 osób, a ponad 200 zostało rannych. Ból tamtego dnia trwa w ludziach do dziś. W Garissie ludzie Al Szabab zamordowali 147 studentów, którzy zebrali się 2 kwietnia, w Wielki Czwartek, na porannych modlitwach. Zamachów było w Kenii znacznie więcej, na wybrzeżu – w Malindi, w miejscowości Mandera. Celem są nie tylko katolicy, również protestanci. Dochodziło do zabójstw pastorów. Dziś ludzie żyją w strachu. Rodzice boją się puszczać dzieci same do szkoły w obawie przed porwaniami ich przez członków grup radykalnych. Sytuacja zagrożenia odbija się na codziennym życiu ludzi i pracy. Widoczne to jest zwłaszcza w sektorze turystycznym.

Czy w Kenii mamy do czynienia z konfliktem religijnym?

Ani w Kenii, ani w Mombasie nie mamy konfliktu religijnego pomiędzy muzułmanami a chrześcijanami. Zarówno to miasto, jak i kraj mają długą tradycję koegzystencji obu religii. W wielkie święta, jak zakończenie ramadanu, muzułmanie zapraszają swoich sąsiadów chrześcijan, by dzielić z nimi posiłek, a ci z kolei zapraszają ich na Boże Narodzenie. I ludzie życzą sobie dobrze. Przez wiele lat nie było też żadnych napięć. Oczywiście w historii Mombasy pojawiały się momenty, gdy muzułmanie i chrześcijanie zabijali się nawzajem, a Fort Jesus jest świadkiem tych wydarzeń.

Jednak dziś problemem nie jest religia, ale radykalizm. I gdy rozmawiamy ze wspólnotą muzułmańską, to oni zwracają uwagę – i ja też to muszę podkreślić – aby czynić rozróżnienie między „umiarkowanymi” muzułmanami, którzy dopasowują się do społeczeństwa, a grupami ekstremistów, działającymi w większości na islamskich terenach. W rejonie Makuba było np. kilka meczetów, gdzie radykalni imamowie głosili kazania. I niestety są grupy młodych, którzy zostają oderwani od własnych meczetów i są werbowani przez dżihadystów.

Al Szabab zabija wyłącznie chrześcijan. To nie problem religijny?

To problem radykalizmu, który w dzisiejszym świecie ma wymiar globalny. Weźmy ISIS (Państwo Islamskie), popatrzmy na Irak, Syrię, Libię, Afrykę Północną, Bractwo Muzułmańskie. Jest wiele ugrupowań legitymujących się religią. Ale trzeba postawić pytanie, czy to rzeczywiście jest religia, czy to są religijne wartości – zabijać innych, niszczyć czyjąś własność, poniżać i zarzynać ludzi jak kozły? Radykalizm to globalne wyzwanie, ciężar. To nie tylko problem Kenii. To problem Nigerii, Afryki Zachodniej. Świat Zachodu też się boi.

Pamiętamy ataki Al Kaidy – wrzesień 2011 r., zamach na ambasadę USA w Nairobi w 1998 roku. To się zaczęło dużo wcześniej. Wtedy myśleliśmy, że zagrożenie to tylko Husajn, Bin Laden. A teraz Husajna nie ma, Bin Ladena nie ma, a jest jeszcze gorzej. Więc o co tu chodzi? Dziś ta wojna toczy się na wielu poziomach. Mamy jeden świat, powiązany przez media społecznościowe, dziś ekstremiści werbują młodych przez internet. To jest nasz real world (rzeczywisty świat). A my gdzie jesteśmy? Nawet w Europie mamy dziś ludzi wstępujących do ISIS. A przecież to nie są biedne kraje.

Jakie były reakcje ludzi po masakrze w Garissie?

Samoobrona jest w ludzkiej naturze. Ludzie nawoływali, aby chwycić za broń, maczety i walczyć o życie. Były takie głosy. Oczywiście, choć nie można pozwolić, by zło dominowało, Kościół nigdy nie może opowiadać się za takimi środkami. Kościół angażuje się w przywracanie pokoju między ludźmi, głosząc potrzebę wzajemnego szacunku i miłości. Ale trzeba mobilizować odpowiednie służby, policję. Po wydarzeniach w Garissie było wielkie przebudzenie świadomości o konieczności działania razem.

Powstała tzw. karawana pokoju. Były marsze ludzi różnych religii, z różnych plemion. I wezwania do bycia razem, zgodnej koegzystencji. W Kenii mamy zgromadzenie duchownych różnych religii, jednoczące katolików, protestantów, muzułmanów i przedstawicieli religii tradycyjnych. Po Garissie opublikowaliśmy stanowisko, jak młodzi powinni reagować na takie wydarzenia. Że mają promować pokój, nie chwytać za broń. Podoba mi się to, co powiedział Gandhi: że nóż przeciw nożowi uczyni cały świat ślepym, a ząb za ząb – uczyni nas bezzębnymi. A Churchill mówił: „To jaw-jaw is always better than to war-war” (lepiej rozmawiać niż walczyć). Dialog potrzebny jest na wszystkich poziomach. I to on może zmieniać mentalność.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama