Pierwszy w historii

Kiedy kard. Jorge Mario Bergoglio wyjeżdżał z rodzinnego Buenos Aires na konklawe, modlił się, by wybrać jak najlepszego papieża. Nie sądził, że to on zostanie wybrany.

Reklama

Gdy kard. Jean-Louis Tauran lekko drżącym głosem ogłosił, że nowym następcą św. Piotra został kardynał metropolita Buenos Aires Jorge Mario Bergoglio, zaskoczenie było kompletne. Nie tylko na placu św. Piotra. – Nie mogłam uwierzyć. Kiedy usłyszałam „Jorge Mario”, złapałam się za głowę. Już do mnie nawet nie dotarło wypowiedziane przez kard. Taurana nasze nazwisko ani to, jakie imię wybrał brat. Byłam w szoku, zaczęłam płakać – opowiadała potem argentyńskiej telewizji C5N María Elena Bergoglio, siostra papieża, młodsza od niego o 12 lat. – Kiedy wyjeżdżał na konklawe, prosił mnie tylko, żebym modliła się o to, by Duch Święty go oświecił. Myślał o tym, by wybrać jak najlepiej, a nie by jego wybrano – ujawnia María Elena. Potem, kiedy nowy papież pojawił się na balkonie i szybko nawiązał kontakt ze zgromadzonym tłumem, nasunęły się skojarzenia z Janem Pawłem II. Zwłaszcza że podobnie jak Karol Wojtyła, który powiedział o sobie: papież „z dalekiego kraju”, Franciszek też zwrócił uwagę na to, że przybywa z daleka, wręcz „z końca świata”. Wybór Wojtyły uważano za przełomowy, bo wcześniej przez ponad 450 lat papieżami byli wyłącznie Włosi. Teraz jednak przełom wydaje się na pierwszy rzut oka znacznie większy. Komentatorzy od razu podkreślili wszystko, w czym Franciszek jest „pierwszy w historii”. Kiedy jednak dokładniej zanalizujemy biografię Franciszka, zaczniemy się zastanawiać, czy czasem w tym przełomie nie ma więcej… kontynuacji.

Włoski Argentyńczyk

Franciszek rzeczywiście urodził się „na końcu świata” – 17 grudnia 1936 r. w Buenos Aires – i czuje się Argentyńczykiem. Z pochodzenia jest jednak Włochem. Jego ojciec Mario był imigrantem z włoskiego Piemontu, a matka Regina Sívori córką również imigrantki z Piemontu i Argentyńczyka, którego rodzina pochodziła z Genui. Rodzina ojca przyjechała do Buenos Aires w styczniu 1929 r. Wcześniej mieszkała w małej miejscowości Portacomaro w okolicach Asti. Dziadkowie, Rosa i Giovanni Bergoglio, mieli tam cukiernię. Wyjechali, by połączyć się z rodziną. Trzej bracia dziadka prowadzili bowiem od 1922 r. w Argentynie dobrze prosperującą firmę produkującą bruk. W tej firmie ojciec papieża po przyjeździe do Argentyny został księgowym. Podczas kryzysu w 1932 r. firma zbankrutowała i Mario Bergoglio był księgowym już w innych, nierodzinnych przedsiębiorstwach. Rodzice papieża poznali się w 1934 r. w Buenos Aires i zamieszkali w dzielnicy Flores, w domu przy ulicy Membrillar 531. Papież miał czworo rodzeństwa. Alberto Horacio, Oscar Adrián i Marta Regina już nie żyją. María Elena mieszka w Ituzaingó, satelickim mieście Buenos Aires. Jeden z synów siostry Marty jest jezuitą, jak papież. Dziś Franciszek, z perspektywy wielu lat, ocenia, że najważniejszym człowiekiem w jego życiu była babcia Rosa. Do dziś w brewiarzu, który nosi zawsze ze sobą, trzyma listy, które do niego pisała w różnych okresach życia. Zawdzięcza jej nie tylko to, że posługuje się biegle językiem włoskim i dialektem piemonckim (rodzice rozmawiali z nim wyłącznie po hiszpańsku). To właśnie ona, tradycyjna i pobożna pani domu z północnych Włoch, w największym stopniu ukształtowała jego osobowość. Była jego powiernicą. To ona pierwsza dowiedziała się od niego o jego kapłańskim powołaniu. Do dziś z rozrzewnieniem wspomina rady, jakie mu dawała, i to, że zawsze go wspierała. Tak więc pobożność nowego papieża w dużej mierze ma europejskie, włoskie korzenie. Argentyna jest zresztą państwem „europejskim” pod względem etnicznym. Prawie nie ma tam Indian ani Murzynów, a na początku XX wieku kraj zalała ogromna fala emigracji z Europy. Na próżno byłoby więc szukać nurtów egzotycznych w myśli papieża Franciszka.

Franciszkański jezuita

A czy to, że Franciszek jest pierwszym w historii papieżem jezuitą, oznacza jakiś przełom? Chyba również nie, skoro wybierając papieskie imię, ojciec święty nawiązał do Biedaczyny z Asyżu, założyciela zakonu franciszkanów, a przecież jezuici także mieli wybitnych świętych. Wydaje się, że papieżowi spośród nich najbliżej do św. Franciszka Ksawerego, ewangelizatora Dalekiego Wschodu. Kardynał Bergoglio mówił o tym obszernie Francesce Ambrogetti i Sergio Rubinowi w wywiadzie rzece „Jezuita”, wydanym w 2010 roku. Zapytany, jak by się przedstawił osobie, która go nie zna, odpowiedział: – „Jestem Jorge Bergoglio, ksiądz”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama