Muzyka musi żyć

O niezwykłej muzyce Indian z boliwijskiej dżungli i jej wykonawcach z o. Piotrem Nawrotem, werbistą, rozmawia Beata Zajączkowska.

Reklama

Beata Zajączkowska: Uratował Ojciec muzykę Indian od zapomnienia, odzyskał to, co przez wieki wydawało się bezpowrotnie utracone…

O. Piotr Nawrot SVD: – Praca misyjna może prowadzić różnymi drogami. Mnie przypadło odkrywać bezcenne manuskrypty, studiować je i przekazywać.

Skąd wzięła się ta intuicja?

– W mojej rodzinie zawsze było dużo muzykowania. Skończyłem podstawową i średnią szkołę muzyczną. Gdy w 1974 r. wstąpiłem do werbistów, również tam zajmowałem się studiami nad muzyką. Potem poprosiłem o wysłanie na misje na Daleki Wschód, a wylądowałem w… Paragwaju. Zacząłem poznawać ten kraj, jego historię i kulturę. Tam po raz pierwszy spotkałem się z tym, co nazywamy redukcjami jezuickimi, czyli wioskami misyjnymi zakładanymi przez ten zakon w XVII i XVIII w.

Na każdym kroku napotykałem wspaniałe świadectwa tego, czym były redukcje: ruiny wielkich kościołów, wspaniałą architekturę, cudowne obrazy, które przetrwały wieki, unikatowe rzeźby. Pytałem: a co z muzyką? Bo przecież nie mogło tak być, że istniały piękne kościoły, na których budowę przeznaczono wielkie finanse, i były one puste. Coś w głębi duszy mówiło mi, że jeśli napotykam cudowne dzieła sztuki, to i muzyka tworzona w tym czasie musiała im dorównywać. Na terenie Paragwaju nie pozostało nic. W niektórych wioskach ludzie pamiętali jedną czy drugą prostą melodię z okresu baroku, ale nie było dokumentacji muzycznej. W Argentynie, Urugwaju, na południu Brazylii też nie znaleziono żadnej dokumentacji. Na pierwsze takie skarby natrafiłem dopiero w dżungli boliwijskiej.

Indianie przez wieki przechowywali swe manuskrypty, nie oddając ich nikomu. Jezuitów wyrzucono z redukcji w 1767 r. i od tego czasu misjonarze prawie nie pojawiali się w tych wioskach. Dlaczego oddali swe skarby właśnie Ojcu?

– To jest sprawa zaufania. Czasem te manuskrypty to dosłownie kilkucentymetrowe strzępy tego, co było całą stroną partytury. Przechowywali to bardzo świadomie, że zachowują pewien skarb. Skarb wiary, skarb swojej historii sakralnej. Gdy po raz pierwszy przyjechałem na leżącą w buszu misję Indian Moxa i poprosiłem o kontakty z manuskryptami, kacyk wraz ze swoją radą najpierw zrobili mi wielki egzamin. Byłem po studiach na najważniejszych uczelniach USA, ileś lat księdzem, a oni pytali mnie o moją wiarę, o znajomość ich kultury i tradycji. Ten egzamin trwał ze trzy godziny.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • DP
    21.12.2012 10:52
    Świetna rozmowa i niezwykle wartościowa praca! Z Panem Bogiem.
  • ditoLoco
    21.12.2012 14:19
    Ciekawy artykul choc autor na koniec chyba troche z rola muzyki przesadza; jakby muzyka rzeczywiscie wiecej mowila niz kazania to by Jezus nic innego nie robil tylko muzyke gral i komponowal.
  • Marcin
    04.05.2014 23:00
    dobry organista w kościele i dobrze grająca schola + jakieś skrzypce czy bębenek, to naprawdę wielkie ubogacenie dla Mszy św. Nie ma nic lepszego niż śpiewać o miłości, dla Boga i z Nim. Aniołowie w niebie pewnie też śpiewają.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama