Tendencyjnie i wybiórczo

W książce Marcina Gutowskiego oskarżającej Jana Pawła II o bezczynność wobec przypadków pedofilii w Kościele najbardziej uderza pomijanie przez autora faktów świadczących o tym, że było inaczej.

Książka „Bielmo. Co wiedział Jan Paweł II” powstała na kanwie sześciu reportaży zrealizowanych przez TVN i reklamowanych jako przełomowy głos na temat rzekomego ukrywania przez Jana Pawła II przestępców pedofilskich w szeregach Kościoła. Reportaże, choć zrobione topornie i z tezą, dało się oglądać. Książka, powielając ich konstrukcję, przy uważnej lekturze obnaża wszystkie słabości, mielizny i manipulacje tego projektu. W sensie poznawczym nie wnosi nic nowego. Nie ma w niej ani jednej kwestii, która nie byłaby opisana i przeanalizowana w licznych biografiach św. Jana Pawła II. Jednym z ulubionych chwytów autora, zarówno w reportażach, jak i w książce, jest powtarzana insynuacja, że osoby, które unikały spotkania z nim, mają coś do ukrycia. Gutowski nie przyjmuje do wiadomości, że prawdopodobnie nie chcieli oni uwiarygodniać tez autora, całkowicie sprzecznych z ich intencjami, wypowiadając się w jego książce.

Nic nowego

Najsłabszy w książce Gutowskiego jest rozdział dotyczący Polski. Opisując okoliczności dymisji abp. Juliusza Paetza czy zarzuty stawiane kard. Henrykowi Gulbinowiczowi oraz sposób funkcjonowania nuncjusza abp. Józefa Kowalczyka, ogranicza się do relacjonowania tego, co wcześniej opisali i udokumentowali inni autorzy. Rozdział o przypadkach pedofilii wśród duchowieństwa diecezji Buffalo koncentruje się na dramacie skrzywdzonych osób, ale niczego nie wyjaśnia w kwestii reakcji Jana Pawła II na takie zachowania. Twierdzenie, że papież jest szczegółowo informowany o najbardziej nawet dramatycznych wydarzeniach w każdej diecezji świata, świadczy o kompletnym nierozumieniu mechanizmów watykańskich. Nawet w przypadku nominacji biskupich papież nie podejmuje decyzji sam, lecz opiera się na materiale otrzymanym od nuncjuszy oraz ocenach odpowiednich kongregacji. Gutowski nie weryfikuje także opinii jawnie kłamliwych, np. twierdzenia dominikanina Thomasa Doyla, że przed śmiercią Jan Paweł II nakazał zamknąć sprawę ks. Marciala Maciela Degollado. W rzeczywistości Ojciec Święty polecił jej dalsze prowadzenie, co było początkiem końca kościelnej kariery tego moralnego potwora. Pytanie, dlaczego mogła ona trwać tak długo, pozostaje nadal bez odpowiedzi.

Ciekawszy jest rozdział pt. „Strony”, zawierający opinie zebrane w Rzymie, m.in. ważną wypowiedź o. Michała Palucha, rektora Papieskiego Uniwersytetu św. Tomasza z Akwinu. Godna zapamiętania jest jego uwaga, że kiedy w Kościół uderzyło tsunami wywołane pedofilią, wiekowy i bardzo już schorowany papież otrzymywał informacje przefiltrowane przez watykańskie urzędy i musiał się konfrontować z dwiema niespójnymi narracjami, co uniemożliwiało często dotarcie do prawdy obiektywnej. Tylko rozdział ostatni, zbierający wypowiedzi z kręgu polskich uczniów Jana Pawła II, osób dobrze go znających czy nawet cieszących się jego przyjaźnią, nie zawiera nachalnej antypapieskiej propagandy, obecnej w innych częściach książki. Zebrane w tym rozdziale głosy zasługują na uwagę i rozwinięcie.

Na wielu poziomach

Manipulacja dokonuje się w tej książce na wielu poziomach: doboru rozmówców, przede wszystkim krytyków tego pontyfikatu, prezentowaniu plotek, a czasem zwykłych oszczerstw, powtarzanych bezkrytycznie i bez ich weryfikacji. Największą manipulacją jest brak jakiejkolwiek próby przeanalizowania skuteczności działań podejmowanych przez Jana Pawła II, aby przeciwdziałać dramatycznemu problemowi wykorzystywania seksualnego dzieci przez niektórych duchownych. Rozważania Gutowskiego także dlatego mają niewielką wartość poznawczą, że stawiają pytania o problemy w całkowitym oderwaniu od epoki, w której miały miejsce. Tymczasem rak pedofilii został w społeczeństwach Zachodu w całym swym destrukcyjnym wymiarze odkryty dopiero w latach 90. ubiegłego wieku. Wcześniej furorę robiły dzieła literackie opiewające wręcz relacje seksualne z nieletnimi, a psychologowie doradzali biskupom, aby księży pedofili nie eliminować, ale ich leczyć i dać im nową szansę. To musiało wpływać na reakcje biskupów w Stanach Zjednoczonych i Irlandii, gdzie tuszowanie skandali pedofilskich z udziałem duchownych przybrało największe rozmiary.

Rozwiązania systemowe

W książce nieobecne jest nauczanie Jana Pawła II na temat przypadków pedofilii w Kościele. Mimo że istnieje obszerny zbiór papieskich tekstów świadczących o tym, że nigdy nie lekceważył tego zjawiska. Najpierw biskupom amerykańskim, później irlandzkim, gdzie skala tego zjawiska była największa, stale powtarzał: zero tolerancji dla pedofilii w Kościele. Jednocześnie dodawał, że duchowni, którzy dopuścili się takich przestępstw, powinni być usunięci ze stanu kapłańskiego. Gutowski nie wspomina, że pod wpływem napływających do Watykanu informacji o skali zjawiska pedofilii w wielu Kościołach lokalnych papież zdecydował się na zasadniczą reformę prawa kościelnego. 30 kwietnia 2001 r. wydany został dokument pt. „Sacramentorum sanctitatis tutela” zawierający normy postępowania w przypadku ciężkich przestępstw, których osądzanie i rozstrzyganie zostało zarezerwowane dla Kongregacji Nauki Wiary. Oznacza to centralizację procesu zwalczania pedofilii w Kościele. Do tej Kongregacji, decyzją papieża, jako odpowiedzialny za systemowe zwalczania zjawiska pedofilii w Kościele został powołany ks. prałat Charles Scicluna. Nowe regulacje prawne nałożyły na każdego biskupa, który otrzyma wiadomość, przynajmniej prawdopodobną, o popełnieniu przestępstwa pedofilii, obowiązek powiadomienia o tym Kongregacji Nauki Wiary, która miała wskazać dalszy sposób postępowania. Było to rozwiązanie przełomowe, gdyż wcześniej biskupi nie mieli obowiązku zgłaszania takich przypadków do Watykanu. W efekcie papież i Kuria Rzymska nie mieli pełnego rozeznania co do skali tego zjawiska. Dzięki tym rozwiązaniom Jan Paweł II zaczął zmieniać świadomość biskupów, którzy nieraz ukrywali zjawisko pedofilii w podległych sobie decyzjach, a sprawców tych podłych czynów przenosili na inne parafie, zamiast surowo ukarać. Zapewne nie zawsze postępowali w złej wierze, ale w przekonaniu, że upublicznienie zła spowoduje zgorszenie, szkodzące wizerunkowi Kościoła. Nie troszczono się także o ofiary tych przestępstw. Jan Paweł II dążył do zmiany tej mentalności.

Święty, ale nie nieomylny

Święty Jan Paweł II był wielkim prorokiem naszych czasów, który swą postawą, nauczaniem, a przede wszystkim żywą wiarą pociągał za sobą miliony ludzi na całym świecie. Wpłynął na bieg historii, przyczyniając się do obalenia komunizmu i wyzwolenia duchowego znacznej części ludzkości. Z równą niezłomnością piętnował postępującą degrengoladę cywilizacji zachodniej, z jej permisywizmem, rozpasaniem seksualnym, utratą wrażliwości na wartości moralne. Umacniał ludzi w wierze, dając przykład osobistego świadectwa, jak można żyć Bogiem. To jednak nie oznacza, że był człowiekiem nieomylnym, niepopełniającym błędów, także przy podejmowaniu decyzji personalnych bądź zaniechaniu koniecznych reform Kurii Rzymskiej. Był duchowym dzieckiem swoich czasów, wyrosłym w epoce PRL, kiedy prowokacje, szkalowanie dobrych księży oraz ułatwianie przez bezpiekę i aparat wyznaniowy karier duchownym na to nie zasługującym było na porządku dziennym. Tamto doświadczenie nakazywało mu ostrożność przy podejmowaniu decyzji w sprawach, w których nie było twardych dowodów, liczyło się słowo przeciwko słowu i nie było wiarygodnego źródła informacji.

Gutowski deklaruje, że jego celem nie jest dekompozycja kultu św. Jana Pawła II, ale postawienie pytań, które pozwolą wyjaśnić trudne kwestie związane z pełnieniem przez niego urzędu papieża. Nie zmienia to faktu, że jego sposób mówienia o pontyfikacie Jana Pawła II tworzy zwłaszcza wśród ludzi młodych krytyczny dystans i chłód emocjonalny wobec jego postaci i nauczania. Poniekąd to zrozumiałe. Jak można się identyfikować z osobą, która „kryła” pedofilię, a w każdym razie nie dość skutecznie temu przestępstwu się przeciwstawiała… Młodzi, którzy w swoim otoczeniu nie słyszą pozytywnej opowieści o wielkości tego pontyfikatu, a żyją w świecie podejrzliwym wobec wszystkich trwałych wartości i autorytetów, nie będą uznawać autorytetu św. Jana Pawła II.

Fakty zaś są takie, że papież funkcjonował w ogromnej, wielorako złożonej machinie, działającej według mentalności i zasad wypracowanych na przestrzeni wieków. Nie był władcą absolutnym, gdyż musiał się zdawać na opinie i decyzje podległych mu gremiów. Każda informacja o przestępczym zachowaniu księdza powodowała jego ból i cierpienie, gdyż oznaczało ono zdradę powołania kapłańskiego, o którego świętości był głęboko przekonany. Nie oznacza to jednak, że nie starał się temu przeciwdziałać. Przede wszystkim stanowczym nauczaniem oraz zmianą prawa kościelnego, co umożliwiło jego następcom podjęcie dalszych działań. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama