Palestyńczycy oczekują od papieża pomocy w rozwiązaniu konfliktu z Izraelem

Prof. Selim Chazbijewicz opowiedział w rozmowie z KAI o krajobrazie Ziemi Świętej przed wizytą Benedykta XVI.

Zdaniem imama gminy w Gdańsku, w latach 1998-2008 współprzewodniczącego Rady Wspólnej Katolików i Muzułmanów, tworzy się obecnie nowy izraelski naród, a fundamentalizm islamski wśród Palestyńczyków jest zjawiskiem nowym. Obie strony pragną zaś pokoju.

Za KAI przytaczamy tekst rozmowy:

Do jakiego Izraela i Autonomii Palestyńskiej przyjeżdża Benedykt XVI?

- Do walczącego Izraela i walczącej Palestyny. Izrael gotuje się także do wojny z Iranem. Taka informacja została nadana, choć być może jest to takie pokerowe zagranie. Natomiast konflikt między Izraelem i Palestyńczykami będzie się toczył do czasu, kiedy nie zostanie uregulowany terytorialny status Palestyny.

Walka na trwałe wpisała się w ten region. Właściwie od 1936, pierwszego powstania Arabów przeciwko Brytyjczykom, konflikt trwa tam stale – z mniejszymi lub większymi przerwami. Papież jedzie więc do Ziemi Świętej, która walczy.

Jakie są szanse rozwiązania tego konfliktu, czy one w ogóle istnieją?


- Szanse istnieją. Pokój przyniosłoby powstanie niepodległej Palestyny. Oczywiście, nie jest to możliwe w granicach rezolucji z 1947 r. Izrael nie odstąpi terenów zajętych w 1948 r. Byłoby to natomiast możliwe w granicach z 1967 r. Pozostaje jednak do ustalenia status Jerozolimy. Najlepiej byłoby, gdyby została ona wolnym miastem, swojego rodzaju świętym terytorium dla wszystkich wyznawców monoteizmu. Jest to niestety niewykonalne. Uważam natomiast za możliwe nadanie Jerozolimie statusu autonomii w ramach Izraela. Nie po to prowadzi się wojnę, by oddawać terytoria, które się zdobyło. Dzieje się tak od początku świata. Możliwe są jednak autonomie. W takiej autonomicznej Jerozolimie głos doradczy w zarządzie miastem mogliby mieć zarówno Palestyńczycy jak i przedstawiciele Watykanu. To byłoby rozsądne.

Myśli Pan Profesor, że sami Palestyńczycy poszliby na takie rozwiązanie?


- Trudno powiedzieć. Wśród Palestyńczyków działają różne siły polityczne, to nie jest jednolita masa. Palestyńczycy – jak wszyscy ludzie – są indywidualnościami, zarówno pod względem politycznym, jak każdym innym. Palestyna nie istnieje poza tym w próżni: różne światowe i regionalne mocarstwa próbują realizować tam swoje wpływy polityczne, np. Rosja, Iran, USA i Arabia Saudyjska. Ideologicznym wpływem Arabii Saudyjskiej jest chociażby cały ruch Hamasu. Ten tzw. w Europie fundamentalistyczny islam jest niczym innym jak konsekwencją wahabizmu, doktryny dominującej w Arabii Saudyjskiej. Doktryna ta odpowiada nie wszystkim muzułmanom, ale poniekąd jest narzucona.

Na tę skomplikowaną sytuację nakłada się jeszcze historyczny konflikt między Arabami i Persami…


- Historycznym konfliktem jest też konflikt Turków i Persów oraz Turków i Arabów. Proszę nie zapominać, że Turcja i Persja toczyły ze sobą wojny przynajmniej od XIV w. Historycznym jest także konflikt w stosunkowo niedalekim regionie między Turkami i Ormianami. Mało tego, mamy też konflikt – nie polityczny, ale religijny – między ormiańskim obrządkiem z dawnej Cylicji, tzw. Małej Armenii, a obrządkiem z Armenii właściwej. Jest także problem Assyryjczyków, Kurdów, Druzów, Jezydów oraz wielu innych mniejszości etnicznych i religijnych. W tym całym labiryncie dyplomacja Watykanu musi się odnaleźć i prowadzić politykę względnej równowagi.

Czy wizyta Benedykta XVI nie będzie takim stąpaniem po polu minowym?


- Niewątpliwie będzie. Taka jest jednak rola papieża. Głowa Kościoła rzymsko-katolickiego – będącego globalną siłą nie tylko religijną, ale również polityczną – taką rolę musi grać. Benedykt XVI oprócz tego, że dla chrześcijan jest wikariuszem Chrystusa, jest także przywódcą globalnym.

Tymczasem w Izraelu władzę objął nowy rząd, prawicowy i dążący raczej do siłowego rozwiązania konfliktu.


- Izrael nie podejmie próby siłowego rozwiązania konfliktu bez przyzwolenia Stanów Zjednoczonych. A ze strony USA nie widać na razie takich tendencji. Próba siłowego rozwiązania ma krótkie nogi. Do społeczeństwa izraelskiego, bez względu na opcję polityczną władzy, zaczyna powoli docierać, że innego wyjścia jak pokój nie ma. Ułożenie stosunków z Arabami stanowi dla nich konieczność. Trudno żyć ciągle w świadomości oblężonego obozu.

Nie należy zapominać, że na terenie Izraela na dobrą sprawę wykształcił się nowy naród – Izraelczyków. Żydzi z diaspory postrzegają często rzeczywistość polityczną zupełnie inaczej niż obywatele państwa żydowskiego. O ile wcześniej Izrael był taką ekspozyturą Żydów z diaspory, to obecnie powstaje nowy izraelski naród, który swoją obecność w regionie widzi inaczej. To można już zauważyć w literaturze i w kinematografii, a sztuka zawsze jest przejawem świadomości zbiorowej. Mimo wszystko Żydzi woleliby raczej dialog niż wojnę.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

Reklama