Papież został z nami

O kulisach procesu kanonizacyjnego Jana Pawła II, a także o nieznanych 
dotąd cudach dzięki wstawiennictwu papieża Polaka z ks. Sławomirem Oderem 
rozmawia
 Jacek Dziedzina


Jacek Dziedzina: Benedykt XVI i Franciszek dzwonili często i pytali Księdza, jak idą „prace nad świętością” Jana Pawła II?


Ks. Sławomir Oder: (śmiech) Nie, takich telefonów nie miałem, natomiast otrzymywałem bardzo konkretne znaki zainteresowania tą sprawą, przede wszystkim ze stronypapieża Benedykta. Niemal przy każdej okazji w Kongregacji ds. Świętych pytał o stan zaawansowania tego procesu.


W swojej najnowszej książce wspomina Ksiądz, że na początku procesu właśnie od Benedykta XVI usłyszał polecenie: „Pracuj szybko, ale dobrze”. Jak pogodzić to wyjątkowe tempo i oczekiwanie całego świata na szybki efekt z dokładnością i starannością? Czy to nie groziło pójściem trochę na skróty?


Wiedziałem, że papież chce, żeby proces był przeprowadzony bardzo szczegółowo i dogłębnie. Benedykt sam odczuwał mocno presję, by wszystko przyspieszyć, bo okrzyk „Santo subito” kazał postawić pytanie, dlaczego właściwie od razu nie zrobić kanonizacji, po co w ogóle przeprowadzać jakiś proces. 


Benedykt XVI nie był zwolennikiem „przeskoczenia” etapu beatyfikacyjnego?


Papież konsultował się w tej kwestii z kardynałami. Sięgnął ponadto do archiwum podobnych spraw, bo także Jan Paweł II w przypadku Matki Teresy z Kalkuty myślał o tym, by od razu ogłosić ją świętą. On również rozmawiał na ten temat z kardynałami i wspólnie z nimi doszedł do wniosku, że nie należy tego etapu przeskakiwać. I papież Benedykt też tak zdecydował w przypadku Jana Pawła II. To było opatrznościowe.


Właściwie dlaczego? Dawniej ten okrzyk ludu „Santo subito” wystarczył do ogłoszenia kogoś świętym. Może to był sygnał, że warto wrócić do starej tradycji?


Dla ludzi, którzy żyli w czasie pontyfikatu Jana Pawła II, jego świętość jest czymś oczywistym, to prawda. Pamiętajmy jednak, że święty pozostaje w historii Kościoła. I proces został przeprowadzony po to, by tę opinię świętości zobiektywizować, aby w przyszłości nikt nie mógł powiedzieć, że to był moment jakiejś zbiorowej histerii i powszechnego zauroczenia.


Czy świadectwa wszystkich świadków w procesie – niezależnie od wiary, wyznania i funkcji – były tak samo ważne w procesie? Czy równie istotne było świadectwo znajomych Karola Wojtyły, jak na przykład dygnitarzy komunistycznych?


Świadek ma mówić o faktach, a ich interpretacja należy już do osób, które opracowują, dokonują oceny merytorycznej tego materiału. Świadek nie musi wiedzieć, że to, co mówi, jest na przykład dowodem na heroiczność cnoty ubóstwa czy miłości bliźniego. Opowiada o faktach. Kryterium była wiarygodność świadka, a nie jego przynależność religijna. 


Czy w procesie uczestniczył też tzw. adwokat diabła?


Tak, w procesie był ustanowiony z urzędu promotor sprawiedliwości.


Miał na celu dostarczyć świadectw osób kwestionujących świętość papieża? 


I postulator procesu, i promotor sprawiedliwości szukają prawdy. Promotor sprawiedliwości przedstawia pewne trudności, jakie mogą pojawić się na drodze do uznania kogoś za świętego. 


Kto i jakie wątpliwości zgłaszał pod adresem Jana Pawła II?


Było środowisko teologów, którzy ogłosili nawet swój manifest, postulując przejrzystość w procesie. Napisali list, w którym zgłaszali zastrzeżenia co do świętości. Mieli uwagi w kwestii kapłaństwa kobiet, teologii wyzwolenia, celibatu. Drugim środowiskiem byli tradycjonaliści związani z Bractwem św. Piusa X. Były więc ataki i z prawej, i lewej strony. 


W książce szczegółowo opisuje Ksiądz znane i nieznane dotąd przypadki cudów za wstawiennictwem Jana Pawła II. Co decydowało o tym, że jedne uzdrowienia były brane pod uwagę, a inne odrzucono w procesie? 


Wśród tysięcy świadectw, jakie do nas napłynęły, było wiele opisów uzdrowień, które można by w przyszłości uznać za cudowne, ale ja je odrzuciłem. Jednym z warunków zatwierdzenia cudu jest stwierdzenie całkowitego wyleczenia. Ponieważ zależało nam na szybkim zakończeniu procesu, wszystkie przypadki związane z cofnięciem się raka odpadały, bo potwierdzenie całkowitego wyleczenia z choroby nowotworowej przy dzisiejszym stanie nauki i wiedzy, przy dynamice tego rodzaju choroby mogłoby nastąpić dopiero po 8–10 latach. 


Jak weryfikowanie cudów wyglądało w praktyce? Ktoś przysyłał świadectwo uzdrowienia i Ksiądz od razu jechał na miejsce, żeby zbadać przypadek? 


Zwracałem uwagę szczególnie na sprawy, które wydawały się wyjątkowo interesujące. Po pierwsze wybierałem tylko przypadki dotyczące osób cierpiących na choroby nieuleczalne. Po drugie składający świadectwo musiał bardzo jednoznacznie stwierdzać, że za osobę chorą modlono się za wstawiennictwem Jana Pawła II i modlitwa ta została wysłuchana, czyli nie mogło być wątpliwości teologicznych. Po trzecie u chorego musiała nastąpić niewytłumaczalna z punktu widzenia nauki, natychmiastowa i nieodwracalna poprawa. Takich przypadków było kilka.


A jednak wybór padł na te z Francji i Kostaryki. Inne nie były tak pewne?


W niektórych przypadkach wątpliwości budziła diagnoza, na przykład przeprowadzona za pomocą nieadekwatnych środków technicznych. Pamiętam przypadek bardzo ciężkiej choroby, uchyłkowatości jelita. Można ją zaleczyć, ale nie można z niej wyleczyć. Pewna osoba, u której to stwierdzono, zakonnica z Nikaragui, miała bardzo skomplikowaną sytuację ogólną. Lekarz zadecydował o operacji Owa zakonnica modliła się żarliwie o wstawiennictwo Jana Pawła  II. Przed samą operacją jeszcze raz przeprowadzono badania, które wykazały, że uchyłki zniknęły. Bardzo ciekawy przypadek. 


To dlaczego nie został uznany za cud?


Okazało się, że rozpoznanie początkowe przeprowadzono za pomocą USG, a nie przez bezpośrednie badanie jelita, które dawałoby całkowicie jednoznaczną diagnozę. Pojawił się element wątpliwości diagnostycznej, co wyeliminowało ten przypadek jako ewentualny cud. Inny kazus dotyczył uzdrowienia dziewczynki z Włoch, która urodziła się z problemami serca, układu oddechowego. Do tego doszła sepsa, bo dziecko trafiło do szpitala, gdzie panowała epidemia. Troje dzieci z tego szpitala zmarło, tylko ta dziewczynka przeżyła, choć u wszytkich stosowano tę samą terapię. Rodzice modlili się intensywnie do Jana Pawła II, natomiast lekarze stwierdzili, że dziewczynki mają wyższy stopień przeżywalności, są bardziej odporne. Gdyby to chłopiec wyzdrowiał, można by myśleć o cudzie bez cienia wątpliwości, natomiast u dziewczynek takie przypadki się zdarzają, więc tu jakaś niepewność się pojawiła. Czasami były i takie przypadki, że brakowało dokumentów i nie można było odtworzyć całej historii choroby. Kilka bardzo ciekawych przypadków zostało wyeliminowanych właśnie dlatego, że brakowało jakiegoś elementu. 


Co potwierdza, że choć pracował Ksiądz szybko, to jednocześnie bardzo dokładnie.


Moje postępowanie w rozeznaniu ewentualnych cudów miało taką kolejność: po wstępnym zapoznaniu się z przypadkiem prosiłem o przysłanie całej dokumentacji lekarskiej. Następnie konsultowałem się z lekarzami, ekspertami w danej materii. Dopiero po pozytywnym zweryfikowaniu można było rozpatrywać ewentualność rozpoczęcia procesu.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Katarzyna
    08.04.2014 11:57
    Z brodą ten kapłan wyglądał lepiej.
  • andrebrayan3
    26.04.2014 13:33
    http://www.youtube.com/watch?v=bWnAhDjxenc Boże, Ojcze miłosierny,
    który objawiłeś swoją miłość
    w Twoim Synu Jezusie Chrystusie,
    i wylałeś ją na nas w Duchu Świętym, Pocieszycielu,
    Tobie zawierzamy dziś losy świata i każdego człowieka.
    Pochyl się nad nami grzesznymi,
    ulecz naszą słabość,
    przezwycięż wszelkie zło,
    pozwól wszystkim mieszkańcom ziemi
    doświadczyć Twojego miłosierdzia,
    aby w Tobie, trójjedyny Boże,
    zawsze odnajdywali źródło nadziei.
    Ojcze przedwieczny,
    dla bolesnej męki i zmartwychwstania Twojego Syna,
    miej miłosierdzie dla nas i całego świata!
    Amen.

    Jan Paweł II, Kraków-Łagiewniki, 17.08.2002 /Ulecz moją dusze..
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.