Z nadzieją na dialog...

Nadzieję na pogłębianie dialogu intelektualistów chrześcijańskich i laickich wokół trwałych fundamentów kultury wyraża przesłanie zakończonego dziś w Lublinie IV Kongresu Kultury Chrześcijańskiej.

Jego zdaniem jeśli współcześni chrześcijanie chcą naśladować Chrystusa, powinni być solidarni ze współczesnymi ludźmi. To, co odróżnia współczesnych chrześcijan od tłumu wokół nich to nie krzyże na sztandarach, ale gotowość wzięcia no siebie postać sługi. Ta kenoza oznacza w świecie, nastawionym na materialny sukces, postawę nonkonformistyczną. Ci, którzy tak żyją, mogą być zarówno "solą ziemi", jak też niemożliwym do niezauważenia "światłem świata". "Jeśli 'nowa ewangelizacja" ma być rzeczywiście nowa, musi mieć odwagę tę prastarą, pierwotną, pokorną postać Ewangelii wziąć jako swoją" – zakończył swoje wystąpienie ks. prof. Halik.

S. Chmielewska: nie ma kultury chrześcijańskiej bez miłosierdzia

Nie może być kultury chrześcijańskiej bez ukazywania kultury miłości i miłosierdzia – wskazywała podczas Kongresu siostra Małgorzata Chmielewska. A zdaniem ks. Mieczysława Puzewicza, ci chrześcijanie, którzy nie świadczą innym miłosierdzia, mają małe szanse chociażby na czyściec, nie mówiąc już o niebie.

Przełożona polskiej Wspólnoty Chleb Życia zwróciła uwagę, że kultura miłosierdzia to kultura, w której tworzy się przestrzeń do życia dla słabszego, zagubionemu pomaga się odnaleźć sens życia, a dobra materialne są w służbie bliźniemu w potrzebie. "To kultura idąca pod prąd tego świata, bo głosząca zwycięstwo życia nad śmiercią i biednymi i bezdomnymi" – stwierdziła.

Zdaniem s. Chmielewskiej, w epoce współczesnej, choć państwo przejęło część ról zarezerwowanych dla chrześcijańskiego miłosierdzia, przynajmniej w wymiarze instytucjonalnym, towarzyszy temu tendencja do usuwania osób potrzebujących na margines, co sprzyja ich wykluczeniu. „Pokazujmy poprzez sztukę, literaturę, muzykę i dziennikarstwo – atrakcyjność takiej kultury życia, w której miłość i miłosierdzie w sposób twórczy przemieniają świat na lepszy” – apelowała siostra.

Z kolei ks. Jacek Stryczek, organizator „Świątecznej Paczki” przyznał, że kontestuje wiele form pomagania biednym, zakorzenionych także w Kościele i wielu wspólnotach parafialnych. Ocenił bowiem, że nie ma w nich miłosierdzia. Jeśli biednym dzieciom dajemy poszarpane zabawki, to kodujemy im w mózgu: „jesteś biedny, gorszy, tobie należą się najgorsze rzeczy” – opowiadał.

Ks. Mieczysław Puzewicz, twórca Centrum Wolontariatu w Lublinie, z bólem przyznał, że miłosierdzie traktowane jest – nawet w Kościele – jako nieszkodliwe hobby. Jego zdaniem prawda o nierozerwalnym związku postawy miłosierdzia z naśladowaniem Chrystusa i osiągnięciem zbawienia rzadko też bywa podnoszona w codziennym nauczaniu wiary. Dominuje natomiast postawa: wierz i módl się, a będziesz podobać się Bogu i będziesz zbawiony. „Tymczasem – kontynuował ks. Puzewicz – Jan Paweł II jednoznacznie przedstawiał miłosierdzie jako kryterium autentyczności Eucharystii i całego życia chrześcijańskiego".

S. Anna Bałchan, pracującą z prostytutkami na Śląsku przyznała, że jej główną motywacją jest dobrze pojęta inwestycja w jej własne życie wieczne. Bo skoro Chrystus otaczał się właśnie ludźmi wykluczonymi, prostytutkami i tymi, którzy mieli złamane życie, to jest to najpewniejszy drogowskaz dla nas wszystkich.

S. Anna w ostrych słowach skrytykowała postawę większości chrześcijan w naszym kraju, którzy koncentrują się wyłącznie na narzekaniu, że są prześladowani, nieustannych protestach itd. Nazwała ich „cieniasami” tłumacząc, że taka postawa nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem, które powołuje nas do świadectwa wiary wobec tych, którzy tego najbardziej potrzebują.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | » | »»

Reklama

Reklama