Przeciw anarchii

Andrzej Macura

Smucą protesty, jakie zaczyna wywoływać zapowiadana na początek czerwca wizyta Benedykta XVI na Cyprze. Nadzieję budzi postawa patriarchy Cypru, Chryzostoma II.

Przeciw anarchii

„Synod zadecydował, a jego postanowienia mają charakter zobowiązujący” - przypomniał patriarcha. „Osoby, które nie zgadzają się z decyzją Synodu, mogą pozostać w swoich domach” – stwierdził w wypowiedzi dla prasy. Krótko, jasno i celnie. 

Historia Cypru, także ta kościelna,  jest niezwykle burzliwa. Wiadomo z Dziejów Apostolskich, że wyspa była miejscem działalności misyjnej Pawła i Barnaby. Ten drugi, po rozstaniu z Pawłem, miał na stałe zająć się ewangelizacja wyspy. Wedle tradycji na Cyprze zamieszkiwał też wskrzeszony przez Jezusa Łazarz. Kościół na Cyprze dość wcześnie uzyskał niezależność od Konstantynopola i pretendującej do jurysdykcji nad wyspą Antiochii, w czym wielką rolę odegrało właśnie odnalezienie na wyspie grobu świętego Barnaby. W czasie wypraw krzyżowych dostał się pod panowanie chrześcijan zachodu: krzyżowców, a później Wenecjan. Jeszcze później zdobyli wyspę wyznający islam Turcy, którzy dopiero w XIX wieku ustąpili miejsca Anglikom.

Historia sprawiła, że Cypr przez wieki pełnił rolę pomostu między wschodem a zachodem. Widać to także w kościelnej sztuce, którą – wedle opowiadań przewodników – gorszą się co bardziej ortodoksyjni wyznawcy prawosławia. Nic dziwnego, że właśnie z Cypru, od Chryzostoma II, wypłynęła trzy lata temu propozycja pośredniczenia w ekumenicznych kontaktach między Rzymem a Moskwą. Zwłaszcza, że Cypryjczycy rzeczywiście mają dobre kontakty z Rosjanami. 

Obecna wizyta zwierzchnika Kościoła rzymskiego w tym zamieszkanym głównie przez prawosławnych kraju wpisuje się w rolę, jaką Kościół prawosławny na Cyprze  może odegrać. Na pewno mogłaby być kolejnym krokiem do zbliżenia katolików i prawosławnych. Stąd – jak się wydaje – tak stanowczy protest patriarchy przeciw tym, którzy proces pojednania torpedować chcą u samych podstaw.

Ekstremistów, sprzeciwiających się wszelkim kontaktom ekumenicznym i traktujących je jak zdradę świętej sprawy Jezusa, nie brakuje po jednej i po drugiej stronie. Ważne, by tym głosom nie ulegać. Zwłaszcza że torpedują one przyjęte zgodnie z kościelnymi zwyczajami zasady. Jeśli naprawdę chcemy stanąć kiedyś przed Chrystusem pojednani, musimy się spotykać. Bo odbudowy zrozumienia, zaufania – czyli tego co spowodowało ostatecznie rozłam – nie załatwi podpisanie nawet 100 deklaracji.