"Przybyłem, by prosić Pana o nowe zesłanie Ducha Świętego na Kościół w tym kraju"

Nasz specjalny wysłannik - ks. Tomasz Jaklewicz

publikacja 18.04.2008 09:07

Czwartek był ostatnim dniem, który papież Benedykt XVI spędził w stolicy Stanów Zjednoczonych. To dzień trzech wydarzeń: dużego spotkania z wiernymi na Mszy świętej i dwóch kameralnych, ale bardzo ważnych spotkań: z przedstawicielami uczelni katolickich w USA i reprezentantami innych religii.

Waszyngtońskie metro zaraz po otwarciu o godz. 5.00 rano wypełniło się wiernymi spieszącymi na Mszę świętą na baseballowym Stadionie Nationals. Udało mi się w ostatniej chwili otrzymać wejściówkę do koncelebry. W tłumie kapłanów bardzo szybko odnalazłem kilku księży z Polski. Do godz. 9.30 stadion wypełnił się szczelnie wiernymi. To blisko 50 tys. szczęśliwców, którzy dostali w parafiach wejściówkę, najczęściej drogą losowania. W polskiej Parafii św. Matki Bożej Królowej Polski i Maksymiliana Kolbego proboszcz Jan Fiedurek odbierał jeszcze wczoraj telefony z pytaniem, czy nie ma jakiś dodatkowych biletów na spotkanie z papieżem.

Kiedy na stadionie pojawił się papieski samochód, ludzie zareagowali z entuzjazmem. Eucharystia zaczęła się piękną pieśnią: „We Are One In The Spirit” (jesteśmy jedno w Duchu) – która oddawała znakomicie oddawała atmosferę tego wielkiego zgromadzenia i trafiała w sedno papieskiego orędzia. Papieża powitał abp Waszyngtonu Donald Wuerl, który przypomniał, że niedaleko od Waszyngtonu w stanie Maryland (Ziemia Marii) pojawiała się pierwsza katolicka wspólnota w Ameryce. W 1634 roku odprawiono tam pierwszą katolicką Eucharystię. Kościół nieprzerwanie trwa, rozwija się i ma nadzieje na duchowe odnowienie, dzięki spotkaniu z Papieżem – mówił arcybiskup. Jego słowa kilka razy przerywano brawami.

W homilii Papież mówił o potrzebie odnowy Kościoła dzięki działaniu Ducha Świętego: „Przybyłem, by prosić Pana o nowe zesłanie Ducha Świętego na Kościół w tym kraju”. Zachęcał Amerykanów do bardziej czytelnego świadectwa wiary. „Kto zaprzeczy, że chwila obecna stanowi przełom nie tylko dla Kościoła w Ameryce, ale także dla społeczeństwa jako takiego?” Obok wielu pozytywnych znaków czasu jest także wiele powodów do niepokoju. „Widzimy oczywiste oznaki niepokojącego kruszenia się samych fundamentów społeczeństwa: oznaki alienacji, wściekłości i konfrontacji; wzrost przemocy, osłabienie poczucia moralności, wulgaryzację w stosunkach społecznych i rosnące zapominanie o Bogu.

Niestety także „wielu ochrzczonych, zamiast postępować jak zaczyn duchowy świata, skłonnych jest przyjmować postawy sprzeczne z prawdą Ewangelii”. Papież po raz kolejny nawiązał do bolesnych doświadczeń Kościoła w Ameryce, czyli wykorzystywania nieletnich przez niektórych księży. „Żadnym słowem nie mógłbym opisać cierpienia i szkody, jaką wyrządziły te nadużycia. Ważne jest, aby tym, którzy cierpieli, okazana została pełna miłości pasterska troska. Nie jestem w stanie w odpowiedni sposób opisać szkód, jakie dokonały się w łonie wspólnoty Kościoła. Uczyniono już wielki wysiłek dla podjęcia w sposób uczciwy i sprawiedliwy tej tragicznej sytuacji i dla zapewnienia, by dzieci – które Pan nasz tak głęboko umiłował (por. Mk 10,14) i które są naszym największym skarbem – mogły rosnąć w bezpiecznym środowisku. Ta troska o ochronę dzieci musi być kontynuowana. (…) Oprócz tego proszę was, byście miłowali waszych kapłanów i utwierdzali w doskonałej pracy, która wykonują”. – mówił papież.

Eucharystię koncelebrowało ok. 250 biskupów i ponad 1200 księży. Piękna, różnorodna, wielojęzyczna była muzyka podczas Mszy świętej. Śpiewało kilka chórów, pojawili się też wybitni soliści: mezzosopranistka Denyce Grave oraz tenor Placido Domingo. Na zakończenie Mszy papież pobłogosławił kamień węgielny pod budowę liceum im. Jana Pawła Wielkiego w Arlington pod Waszyngtonem. Przekazał też tabernakulum dla kaplicy, która będzie się tam mieścić. Stojąc w gigantycznej kolejce do stacji metra podpytywałem ludzi o wrażenia. Powtarzały się te same słowa: „cudowne”, „niezwykłe”, „jesteśmy szczęśliwi”. To nie było udawane, widać było autentyczne wzruszenie tych ludzi. Tuż przy wejściu do metra grupka dość agresywnych protestanckich „nawracaczy” krzyczała przez głośniki, że papież to oszust i trzeba się nawrócić do Jezusa. Nad głowami katolików wracających z papieskiej mszy wznosili transparenty: „Katolicyzm nie jest biblijną religią”, „Księża kłamią”, „Strzeżcie się fałszywych nauczycieli”. Katolicy mijali ich całkiem spokojnie, uśmiechając się, niektórzy intonowali maryjne pieśni. Nieopodal grupa latynoskiej młodzieży z neokatechumentu z gitarami śpiewała pieśni uwielbienia i tańczyła.

Wieczorem papież udał się po raz kolejny do „amerykańskiego Watykanu”. Na Katolickim Uniwersytecie Ameryki położonym w cieniu Bazyliki Narodowego Sanktuarium spotkał się z rektorami katolickich uczelni, których w USA jest ponad 200. Najstarsza z nich to waszyngtoński Georgetown University prowadzony przez jezuitów. Katolicka tożsamość niektórych z tych uczelni pozostawia niestety wiele do życzenia. Zgodnie z oczekiwaniami papież odniósł się do tej kwestii. Już na początku swojego obszernego wystąpienia powiedział, że „każda katolicka instytucja edukacyjna jest przede wszystkim miejscem spotkania żywego Boga, który w Jezusie Chrystusie objawia swoją przemieniającą miłość i prawdę”. Benedykt XVI wielokrotnie akcentował słowo „prawda”. Zadaniem Kościoła, a więc i uczelni katolickich jest diakonia prawdy, czyli posługa głoszenia ostatecznej prawdy o ludzkim życiu i celu historii. Ojciec święty nawiązywał do wielkich tradycji katolickiej edukacji w USA. To wielkie dzieło powinno być kontynuowane i umacniane, ale z zachowaniem jasnej katolickiej tożsamości. Istotą tożsamości chrześcijańskiej jest przejście od „ja” do „my”, poczucie przynależności do wspólnoty.

Ważne jest pytanie: „Do kogo należę?”. W tych przestrzeniach trzeba szukać etosu katolickich instytucji. Katolickość to nie tyle kwestia ilości studentów - katolików, to kwestia podstawowych przekonań. „Czy naprawdę wierzymy, że tylko w misterium wcielonego Słowa odsłania się prawdziwie także misterium człowieka? Czy jesteśmy gotowi powierzyć całego siebie – intelekt, wolę, umysł i serca - Bogu? Czy akceptujemy prawdę, którą objawił Chrystus? Czy wiara jest czymś widzialnym w naszych uniwersytetach i szkołach?” – pytał papież. Współczesny kryzys prawdy ma swoje korzenie w kryzysie wiary. Papież akcentował, że zadaniem katolickich szkół jest otwieranie młodych ludzi poddanych presji zsekularyzowanej kultury na prawdę. Od nauczycieli katolickich oczekuje się postawy, którą papież określił jako „intelektualna dobroczynność”. Prowadzenie młodych ku prawdzie jest wobec nich aktem miłości. Papież podkreślił, że wolność badań naukowych jest cenną wartością, ale nie może ona usprawiedliwiać przesłaniania czy nawet zdrady katolickiej tożsamości i misji. Edukacja katolicka wymaga apostolatu i świadectwa – podkreślił Ojciec święty.

Ostatnim punktem papieskiego dnia było spotkanie z przedstawicielami innych religii w centrum kultury im. Jana Pawła II. Benedykt XVI nawiązał po raz kolejny do specyfiki Ameryki, gdzie różne tradycje religijne współpracują dla wspólnego dobra. Symbolem tej wspólnoty jest amerykańskie święto dziękczynienia, w którym biorą czynny udział ludzie różnych religii. Papież zaprosił reprezentantów innych religii, by wnosili wartości etyczne i duchowe w świat, który coraz rzadziej pyta o najważniejsze prawdy. Benedykt XVI przytoczył słowa prezydenta Roosvelta: „Nic większego nie może dzisiaj spotkać naszej ojczyzny, jak ożywienie ducha wiary”. Podkreślił, że szerszym celem dialogu międzyreligjnego jest prawda. W spotkaniu z papieżem uczestniczyło ok. 150 przedstawicieli pięciu religii świata: judaizmu, islamu, buddyzmu, hinduizmu i dżinizmu. Rzecznik prasowy Watykanu podał, że papież spotkał się prywatnie z 6 kobietami i mężczyznami, które padły ofiarą wykorzystywania seksualnego przez księży w archidiecezji bostońskiej.

W piątek rano Benedykt XVI przylatuje do Nowego Jorku. Najważniejszym punktem dnia będzie przesłanie skierowane na forum ONZ- tu w związku z 60-tą rocznicą Deklaracji Praw Człowieka. Ja też kończę te słowa w srebrnym autobusie pędzącym do Nowego Jorku. Jest już noc, kiedy dojeżdżamy do „miasta, które nigdy śpi”. W oddali majaczą światła Manhattanu. Jak to wielkie miasto przyjmie papieża?