Papież zlekceważony


Andrzej Grajewski


GN 46/2014 |

dodane 13.11.2014 00:15

Niesłusznie zapomniany papież Benedykt XV odegrał ważną rolę w czasie I wojny światowej. Przedstawił realistyczny plan jej zakończenia, zorganizował pomoc humanitarną dla jeńców i ludności cywilnej oraz próbował zapobiec zagładzie Ormian. To jedna z najważniejszych, choć tragicznie samotnych i zlekceważonych postaci tamtej epoki.


Papież zlekceważony
 Antonio Maria Fabrés; reprodukcja east news

Watykan, 31 sierpnia 1914 roku. Kardynałowie zbierają się, aby wybrać następcę Piusa X, który zmarł, dręcząc się, że nie zdołał zapobiec katastrofie. W trudnej sytuacji międzynarodowej naturalnym kandydatem na kolejnego następcę św. Piotra była osoba posiadająca doświadczenie dyplomatyczne. Faworytem okazał się pochodzący z arystokratycznej rodziny kard. Giacomo della Chiesa, pracujący w Sekretariacie Stanu. Kiedy 3 września 1914 roku nad Kaplicą Sykstyńską unosił się biały dym, zwiastujący Kościołowi i światu wybór nowego papieża, który przyjął imię Benedykta XV, Europa stała już w ogniu. Wiedziano już, że nie będzie to „wojna błyskawiczna”, a żołnierze nie wrócą przed zimą do domów. 


Masońska opozycja 


Niewielkiego wzrostu papież, którego nazywano „maluchem”, przywrócenie pokoju uznał za najważniejszy cel swojego pontyfikatu. Sytuację Benedykta XV komplikowała nie tylko wojna, ale także uwarunkowania włoskie. Od 1870 r., kiedy wojska Królestwa Włoch zajęły papieski Rzym, status papiestwa nie był uregulowany. Państwo włoskie dawało papieżowi jedynie jednostronne gwarancje, ale nie uznawało Watykanu jako niezależnego i suwerennego państwa. Benedykt XV oceniał to jako „anormalny stan”, który szkodzi głowie Kościoła i jest źródłem dyskryminacji katolików na świecie. W praktyce Watykan w zewnętrznych poczynaniach był skazany na decyzje państwa włoskiego. Skutkowało to m.in. tym, że sfera publicznych działań Stolicy Apostolskiej była kontrolowana przez władze włoskie, które np. cenzurowały watykańską łączność oraz czasopisma kolportowane we Włoszech. Dla papieża szczególnie ważną sprawą było zachowanie neutralności Włoch, które w sierpniu 1914 roku nie przystąpiły jeszcze do wojny. Formalnie były sojusznikiem Austro-Węgier oraz Niemiec (Trójprzymierze), ale miały konflikty terytorialne z Wiedniem. Domagały się zwrotu Trydentu, Triestu i Dalmacji, co miało zakończyć jednoczenie ziem włoskich pod berłem dynastii sabaudzkiej. Dla kształtu włoskiej polityki wielkie znaczenie miał także fakt wielkich wpływów masonerii na elity polityczne, finansowe oraz intelektualne Włoch. Politycy w Rzymie obawiali się, że aktywność Stolicy Apostolskiej na arenie międzynarodowej spowoduje konieczność podjęcia później rokowań o statusie Watykanu. Antykatolickie fobie były tak silne, że negocjując swój udział w wojnie po stronie Ententy (Trójporozumienia – Anglia, Francja, Rosja) rząd włoski zażądał gwarancji, że Stolica Apostolska oraz przedstawiciele papieża nie będą dopuszczeni do przyszłej konferencji pokojowej. Stosowny zapis znalazł się w podpisanym w kwietniu 1915 roku traktacie londyńskim, co oczywiście radykalnie zawężało możliwości papieskiej dyplomacji. Gdy jesienią 1917 r. pod Caporetto alpejski front w ciągu 4 dni rozpruł się jak dziurawy worek, a do niewoli dostało się ponad ćwierć miliona żołnierzy, włoskie media odpowiedzialnością za klęskę próbowały obarczyć Benedykta XV. Twierdzono, że papieskie inicjatywy pokojowe zdemoralizowały żołnierzy, którzy masowo uciekali bądź poddawali się do niewoli. W październiku 1917 roku z inicjatywy włoskich masonów odbył się wielki wiec na placu św. Piotra. Pomimo wojny przyjechali na niego wolnomularze z całej Europy, aby pod flagami Lucyfera protestować przeciwko Benedyktowi XV. 


Pokojowe inicjatywy


Już na początku pontyfikatu, 8 września 1914 roku, Benedykt XV w liście apostolskim „Ubi primum” apelował o zakończenie wojny i natychmiastowe złożenie broni. Przestrzegał, że dalsza wojna będzie katastrofą dla wszystkich. W tym czasie w Europie panowała jeszcze euforia. Tłumy ochotników zgłaszały się na front, sztabowcy liczyli na szybki sukces, a politycy na zdobycze i umocnienie własnych wpływów. Benedykt XV dostrzega w wojnie więcej aniżeli tylko polityczny konflikt. W encyklice „Ad bea-
tissimi Apostolorum principis”, opublikowanej 1 listopada 1914 roku, zwraca uwagę, że wojna jest efektem postępującej barbaryzacji kultury oraz dominacji w myśleniu darwinowskiej koncepcji, że silniejszy może więcej, gdyż taka jest natura ludzka. Papież przedstawia się jako pasterz wszystkich ludów, bez różnicy narodowościowej, i próbuje na gruncie przestrzegania podstawowych zasad chrześcijańskich namówić polityków do przerwania wojny. Później wzywa do zaprzestania walk, przynajmniej w okresie świąt Bożego Narodzenia. Jednak poza kilkoma przypadkami, gdy żołnierze obu stron wychodzą z okopów, apel nie odnosi skutków. Podobnie zlekceważony został jego apel o świąteczny rozejm w 1917 roku. Przez cały czas zachęca wiernych do wielkiej modlitwy o zakończenie wojny. Do Litanii Loretańskiej w 1917 r. dodaje wezwanie: „Królowo pokoju, módl się za nami”. 


Pomoc najsłabszym 


W tej sytuacji papieżowi pozostało organizowanie pomocy humanitarnej, czego podejmuje się powołane z papieskiej inicjatywy Dzieło Jeńców. Pośredniczy w dostarczaniu paczek żywnościowych jeńcom i głodującej ludności, a także dziesiątków tysięcy listów. Przy udziale duchowieństwa z krajów ogarniętych wojną tworzone są listy jeńców oraz osób zaginionych, co dawało setkom tysięcy rodzin na całym kontynencie szansę otrzymania informacji o swych najbliższych. Ważnym elementem akcji humanitarnych Benedykta XV były próby ratunku Ormian, od 1915 r. masowo mordowanych na terenie Imperium Osmańskiego (zwłaszcza w Anatolii). Decydującą rolę w tym odegrał delegat apostolski w Konstantynopolu mons. Luigi Dolci. Na podstawie jego raportów we wrześniu 1915 roku papież skierował do sułtana Mehmeda V list, w którym prosił go, aby nie stosował wobec Ormian zasady odpowiedzialności zbiorowej i ocalił niewinną ludność cywilną. Jednak i w tej sprawie nie otrzymał należytego międzynarodowego wsparcia. 


Po co się miesza?



Szanse na powodzenie papieskich inicjatyw pokojowych wzrosły, gdy w końcu grudnia 1916 roku w Wiedniu zaczął rządzić Karol I Habsburg, ostatni przedstawiciel tej dynastii na cesarskim tronie. Nie tylko był zdeklarowanym przeciwnikiem wojny, ale rozpoczął także poufne negocjacje z Berlinem, aby przekonać Niemców do jej zakończenia. Wszystkie strony były już wyczerpane ogromnymi stratami. Coraz trudniejsza była sytuacja na tyłach. Ludności cywilnej zaczął doskwierać głód, a nastroje stawały się coraz bardziej rewolucyjne. Benedykt XV zdawał sobie sprawę z tego, że Europa z każdym kolejnym miesiącem wojny coraz bardziej staje się beczką prochu wypełnioną problemami socjalnymi, ekonomicznymi i politycznymi, pod którą wystarczy podłożyć ogień rewolucyjnej agitacji, aby wszystko wybuchło, niszcząc dotychczasowy porządek społeczny. Dlatego 1 sierpnia 1917 roku opublikował „Orędzie pokojowe”, którego współautorem był abp Eugenio Pacelli, wówczas nuncjusz apostolski w Monachium. Papieski plan zakończenia wojny zakładał m.in. wycofanie się Niemiec z zajętych obszarów Francji, przywrócenie pełnej suwerenności Belgii i oddanie niemieckich kolonii zajętych przez Anglię. Wszystkie strony miały zrezygnować z odszkodowań wojennych oraz ustanowić międzynarodowy arbitraż dla rozstrzygania spornych kwestii terytorialnych. W drodze negocjacji miały zostać rozstrzygnięte spory dotyczące m.in. przynależności Alzacji i Lotaryngii czy pogranicza włosko-austriackiego. W dokumencie jest także mowa o aspiracjach państwowych Polaków. Był to pierwszy całościowy i głęboko przemyślany plan pokojowy, który z pewnymi modyfikacjami został w styczniu 1918 roku wykorzystany przez prezydenta USA Wilsona i zaprezentowany w jego 14 punktach. Gdyby papieska propozycja została przyjęta, historia świata potoczyłaby się inaczej. Jednak latem 1917 roku rządzący mieli nadzieję, że siłą oręża zdołają rozstrzygnąć losy wojny na swoją korzyść. Papieską inicjatywę wszyscy walczący zgodnie odrzucili. Prezydent Wilson, choć wyraźnie był nią inspirowany, nie udzielił Benedyktowi XV wsparcia. Orędzie miał skwitować pytaniem: „Po co on się miesza?”.
Benedykt XV był postacią tragiczną. Od początku pontyfikatu jasno dostrzegał wszystkie straszliwe zagrożenia, przed którymi u progu Wielkiej Wojny stanęła cała chrześcijańska cywilizacja. Ostrzegał, apelował, próbował inicjować rozmowy pokojowe, pomagał ofiarom wojny. Umierał w 1922 r. w przekonaniu, że ład wersalski, jaki zakończył I wojnę światową, został zbudowany na odmiennych od jego propozycji zasadach i nie przetrwa próby czasu. Niestety i w tym wypadku się nie pomylił.

•
Korzystałem m.in. z książki Andrei Gianellego, Andrei Torniellego „Papieże a wojna. Od pierwszego światowego konfliktu do ataku na Irak” (Kraków 2006).

Tagi: