Apostoł Bożego Miłosierdzia

ks. Tomasz Jaklewicz

GN 17/2014 |

publikacja 24.04.2014 00:15

„Orędzie Miłosierdzia Bożego zawsze było mi bliskie i drogie… Nieustannie proszę Boga o »miłosierdzie dla nas i całego świata«” – wyznał Jan Paweł II w Łagiewnikach. Czym jest miłosierdzie Boże? Czego nauczał o nim papież?

W 2002 r. Jan Paweł II  poświęcił sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach. Było to zwieńczenie  jego troski  o przekazanie światu  orędzia  św. Faustyny  o Bożym Miłosierdziu Jan SkarzyŃski /REPORTER/east news W 2002 r. Jan Paweł II poświęcił sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach. Było to zwieńczenie jego troski o przekazanie światu orędzia św. Faustyny o Bożym Miłosierdziu

Najogólniej rzecz ujmując, miłosierdzie to miłość okazywana komuś mniejszemu ode mnie. Dobroczynne pochylenie się silniejszego nad słabszym. W relacjach międzyludzkich miłosierdzie kojarzy się nam słusznie z działalnością charytatywną, pomaganiem ubogim, poszkodowanym, chorym, ofiarom przemocy itd. Objawienia św. siostry Faustyny zwróciły uwagę świata na miłosierdzie samego Boga. Chodzi o Bożą aktywność względem nas. A konkretniej o Jego miłosierną miłość, która objęła nas poprzez Jezusa Chrystusa. Jan Paweł II nie tylko doprowadził do przekazania światu orędzia Miłosierdzia, które usłyszała siostra Faustyna, ale wyniósł ją na ołtarze i ustanowił Święto Miłosierdzia. On sam był apostołem Bożego Miłosierdzia. Drugą swoją encyklikę, ogłoszoną 30 października 1980 r., poświęcił w całości Bogu „bogatemu w miłosierdzie”. Zawarł w niej nauczanie, które było inspirowane „Dzienniczkiem”, ale było także owocem jego przemyśleń dotyczących ojcostwa Boga i ojcostwa w ogóle. Encyklika „Dives in misericordia” być może najbardziej ze wszystkich ukazała jego duszę duszpasterza. Warto przypomnieć jej główne przesłanie. Potrzebujemy nie tylko kultu Miłosierdzia Bożego, ale i katechezy na jego temat. Z głębszego zrozumienia miłosierdzia płyną wdzięczność i pragnienie wielbienia Boga za ten dar.

Jezus – wcielone miłosierdzie Boga

W pierwszej encyklice „Redemptor hominis” Jan Paweł II pisał, że człowiek jest drogą Kościoła. Akcentował w niej to, że Jezus Chrystus objawił nam najgłębszą prawdę o człowieku, o jego godności, wielkości i ostatecznym powołaniu. W drugiej encyklice papież przypomniał, że Jezus objawił nam oblicze Boga Ojca. Pierwszy tekst był antropocentryczny, drugi teocentryczny. Papież podkreśla, że tych dwóch aspektów nie powinno się przeciwstawiać. Przeciwnie, Kościół, patrząc na Chrystusa, szuka zawsze jedności tego, co ludzkie, i tego, co boskie. „Kto Mnie widzi, widzi i Ojca” (J 14,9) – te słowa Pana przypominają, że Bóg stał się widzialny przez Chrystusa i w Chrystusie, przez Jego czyny i słowa, a najbardziej przez krzyż i zmartwychwstanie. Jakie oblicze Boga zobaczyliśmy w Chrystusie? Jan Paweł II odpowiada: to twarz Boga miłosiernego. Chrystus nie tylko mówi o miłosierdziu Bożym, „tłumaczy je przez porównania i przypowieści, ale nade wszystko sam je wciela i uosabia. Poniekąd On sam jest miłosierdziem”. Jan Paweł II wskazuje, że miłosierdzie to nic innego jak najbardziej szlachetna forma miłości. „Jezus całą swoją działalnością objawiał, że w świecie, w którym żyjemy, obecna jest miłość.

Jest to miłość czynna, miłość, która zwraca się do człowieka, ogarnia wszystko, co składa się na jego człowieczeństwo. Miłość ta w sposób szczególny daje o sobie znać w zetknięciu z cierpieniem, krzywdą, ubóstwem, w zetknięciu z całą historyczną »ludzką kondycją«, która na różne sposoby ujawnia ograniczoność i słabość człowieka, zarówno fizyczną, jak i moralną. Właśnie ten sposób i zakres przejawiania się miłości nazywa się w języku biblijnym »miłosierdziem«”. W sercu mesjańskiej misji Jezusa było ukazanie miłosierdzia Boga i zarazem wezwanie ludzi do miłosierdzia. Bo miłosierni dostępują miłosierdzia. Oczywiście miłosierdzie Boga było widoczne już przed Chrystusem, właściwie od momentu stworzenia, w całej historii Starego Testamentu.

Miłosierdzie podnosi ze zła

Jeden rozdział encykliki poświęcony jest refleksji nad przypowieścią o synu marnotrawnym. Jan Paweł II zauważa, że choć nie pada w niej słowo „miłosierdzie”, to jednak „sama istota miłosierdzia Bożego wypowiedziana zostaje w sposób szczególnie przejrzysty”. Papież akcentuje, że działanie miłosierdzia nigdy nie poniża tego, który je przyjmuje, ale utwierdza go w godności. Co więcej, pomaga mu zobaczyć prawdę o sobie, jest warunkiem nawrócenia. O tym przekonał się syn marnotrawny w ramionach ojca. „Miłosierdzie objawia się jako dowartościowywanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w człowieku”. Podnoszenie człowieka ze zła przez miłosierdzie Boże stało się najpełniejsze w tajemnicy krzyża i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, czyli w misterium paschalnym. Co mówi człowiekowi krzyż Chrystusa? „Mówi i nie przestaje mówić o Bogu Ojcu, który jest bezwzględnie wierny swojej odwiecznej miłości do człowieka. O Bogu, który tak umiłował świat – a więc człowieka w świecie – »że Syna swojego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne« (J 3,16).

Uwierzyć w Syna ukrzyżowanego to znaczy »zobaczyć Ojca«, to znaczy uwierzyć, że w świecie jest obecna miłość i że ta miłość jest potężniejsza od jakiegokolwiek zła, w które uwikłany jest człowiek, ludzkość, świat. Uwierzyć zaś w taką miłość to znaczy uwierzyć w miłosierdzie. Miłosierdzie jest bowiem nieodzownym wymiarem miłości, jest jakby drugim jej imieniem, a zarazem właściwym sposobem jej objawiania się i realizacji wobec rzeczywistości zła, które jest w świecie, które dotyka i osacza człowieka, które wdziera się również do jego serca i może go »zatracić w piekle« (Mt 10,28)”. Można więc powiedzieć, że miłosierdzie to Boża odpowiedź na zło. Wybrzmiała ona najpełniej na krzyżu. Dlatego powtarzamy w koronce: „dla Jego bolesnej męki”, czyli ze względu na Jego mękę „miej miłosierdzie dla nas i całego świata”.

Jan Paweł II podkreśla fakt, że na krzyżu doszło do konfrontacji Bożej miłości ze złem. Miłość Boga wyszła „na spotkanie tego, co stanowi sam korzeń zła w dziejach człowieka: na spotkanie grzechu i śmierci”. „Krzyż stanowi jakby dotknięcie odwieczną miłością najboleśniejszych ran ziemskiej egzystencji człowieka”. Miłość Boża zwyciężyła, ale na ostateczne owoce tej wygranej trzeba poczekać do końca historii. Póki co owoce paschy Chrystusa są przechowywane, rozdzielane i dojrzewają w Kościele. Dzieje człowieka pozostają, niestety, historią grzechu i śmierci, ale krzyż i zmartwychwstanie Pana objawiły potęgę miłości silniejszej niż śmierć i grzech. Chrystus paschalny jest nie tylko „definitywnym wcieleniem miłosierdzia”, ale zarazem „niewyczerpalnym źródłem miłosierdzia”. To źródło bije w Kościele, zwłaszcza w sakramentach.

Głosić, czynić, modlić się

W trzech ostatnich rozdziałach encykliki Jan Paweł II wskazuje na konsekwencje odkrywania miłosierdzia Bożego w życiu indywidualnym, zbiorowym, w życiu społeczeństw i Kościoła. Papież dostrzega zło, które nadal jest silne i wywołuje sporo niepokoju u współczesnych ludzi. Wspomina o zagrożeniu światowym konfliktem atomowym, o przemocy, torturach, nierównym podziale dóbr na świecie, o wielkich obszarach ludzkiej nędzy, głodu, niedorozwoju, o zaniku kultury moralnej, co wyraża się na przykład w braku poszanowania życia od poczęcia czy osłabianiu rodziny.

„W parze z tym idzie kryzys prawdy w stosunkach międzyludzkich, brak odpowiedzialności za słowo, czysto utylitarny stosunek do człowieka, zatrata poczucia prawdziwego dobra wspólnego. Wreszcie desakralizacja, która często przeradza się w »dehumanizację«. Człowiek i społeczeństwo, dla którego nic już nie jest święte – wbrew wszelkim pozorom – ulega moralnej dekadencji”.

Ta diagnoza sprzed ponad 30 lat jest wciąż aktualna. Do tej listy można dopisać wiele nowych zagrożeń. Lekarstwem na bolączki świata nie może być sama sprawiedliwość, podkreśla Jan Paweł II. „Doświadczenie przeszłości i współczesności wskazuje na to, że sprawiedliwość sama nie wystarcza, że – co więcej – może doprowadzić do zaprzeczenia i zniweczenia siebie samej, jeśli nie dopuści się do kształtowania życia ludzkiego w różnych jego wymiarach owej głębszej mocy, jaką jest miłość”.

W tym kontekście zadanie Kościoła jest potrójne: głosić miłosierdzie Boga, czynić miłosierdzie, naśladując Chrystusa, oraz modlić się do miłosiernego Boga. Jan Paweł powtarza opinię, że miłosierdzie to największy z przymiotów Boga. Nie chodzi o doskonałość Boga w sobie samym, ale o Boga w relacji do człowieka. Odpowiedzią na wszelkie zło, które nas trapi, jest powrót do miłosiernego Ojca, odnalezienie się na nowo w Jego bezpiecznych, przebaczających, czułych i mocnych ramionach. „Nawrócenie do Boga zawsze polega na odnalezieniu miłosierdzia”. To miłosierdzie jest nieskończone, ma nieskończoną gotowość i moc przebaczania. Tę prawdę Kościół musi głosić z nową mocą. Jeśli chodzi o czynienie miłosierdzia, ważne jest nieustanne wpatrywanie się w Chrystusa na krzyżu. „W oparciu o ten wzór musimy też stale oczyszczać wszelkie nasze działania i wszelkie intencje działań, w których miłosierdzie bywa rozumiane i praktykowane w sposób jednostronny: jako dobro czynione drugim”.

Papież mówi tu rzecz niezwykłej wagi. Aby jakiś czyn był naprawdę aktem miłości miłosiernej, musimy mieć głębokie poczucie, że dajemy coś innym, ale również od nich wiele zyskujemy. „Jeśli tej dwustronności, tej wzajemności, brak, wówczas czyny nasze nie są jeszcze prawdziwymi aktami miłosierdzia”. Jednym z konkretnych przejawów miłosierdzia jest przebaczenie. Przy czym nie oznacza ono nigdy pobłażliwości wobec zła, zgorszenia czy krzywdy. Miłosierdzie przekracza sprawiedliwość, ale jej nie unieważnia. Papież Jan Paweł II wzywa na koniec do modlitwy. „Im bardziej świadomość ludzka, ulegając sekularyzacji, traci poczucie sensu samego słowa »miłosierdzie« – im bardziej, oddalając się od Boga, oddala się od tajemnicy miłosierdzia – tym bardziej Kościół ma prawo i obowiązek odwoływać się do Boga miłosierdzia »wołaniem wielkim«”. To wołanie powinno być tym żarliwsze, im bardziej próbuje się je zagłuszać, im silniej atakuje nas i innych zło.

Ostatnie słowa dokumentu dodają nadziei: „Im większy może być opór dziejów ludzkich, im większa obcość ziemskich cywilizacji, im większa miara negacji Boga w ludzkim świecie, tym większa w gruncie rzeczy bliskość tej tajemnicy, która – ukryta w Bogu przed wiekami – w czasie stała się udziałem człowieka w Jezusie Chrystusie”. Nie przestawajmy wołać: „Jezu, ufam Tobie".