Kościół wielkich szans

ks. Tomasz Jaklewicz

GN 07/2014 |

publikacja 13.02.2014 00:15

Papież Franciszek nie groził palcem polskim biskupom. Zwrócił uwagę, że Kościół w Polsce ma ogromny potencjał wiary. Słowo „potencjał” sugeruje możliwości, które pozostają niewykorzystane; siłę, która wymaga uwolnienia.

Kościół wielkich szans L'osservatore romano 7.02.2014. Spotkanie Franciszka z wszystkimi polskimi biskupami. Od lewej: bp Andrzej Dziuba, bp Antoni Dydycz, bp Marian Kruszyłowicz, abp Wiktor Skworc, abp Marek Jędraszewski

Już od prawie roku lewicowi publicyści okładają Kościół w Polsce jak kijem bejsbolowym wybiórczymi cytatami z nauczania papieża. Budowanie opozycji między „postępowym” papieżem a „zacofanym” polskim Kościołem stało się medialną strategią. Bądź to zamierzoną, bądź tylko będącą bezmyślnym powtarzaniem tego samego schematu. Wizyta polskich biskupów ad limina apostolorum, trwająca od 1 do 8 lutego, pokazała, że tego typu oceny mają się nijak do rzeczywistości. „Przed przyjazdem do Rzymu prasa pisała, że biskupi jadą do Rzymu, gdzie papież im pogrozi palcem, a my przybyliśmy do papieża Franciszka jak do ojca” – stwierdził abp Sławoj Leszek Głódź w kazaniu podczas Mszy św. celebrowanej przez wszystkich polskich biskupów 7 lutego w bazylice św. Pawła za Murami. Na jej zakończenie biskupi złożyli wyznanie wiary przy grobie Apostoła Narodów. Można powiedzieć, że papież uczył się Kościoła w Polsce, a biskupi uczyli się „stylu Franciszka”. Przesłanie ojca świętego przekazane biskupom zwraca uwagę na wielki potencjał polskiego Kościoła i akcentuje kilka priorytetów w duszpasterstwie: ofensywne misyjne nastawienie, większą wrażliwość na ubogich, szukanie skutecznych form ochrony małżeństw i rodzin przed kryzysem oraz dawanie nadziei tym, którym coś się posypało.

Doświadczenie Kościoła powszechnego

Przypomnijmy, że wizyta ad limina apostolorum (do progów apostolskich) to przewidziana przez prawo wizyta biskupów w Rzymie odbywana co kilka lat. Jej celem są modlitwa przy grobach apostołów, odwiedzenie Kongregacji Kurii Rzymskiej, gdzie wcześniej zostały wysłane sprawozdania z sytuacji w diecezjach, oraz spotkanie z ojcem świętym. Poprzednia wizyta polskich biskupów ad limina miała miejsce pod koniec 2005 roku, w pierwszym roku pontyfikatu Benedykta XVI. Biskupi pojechali wtedy do Rzymu w trzech grupach i przez kolejne trzy tygodnie odbywali spotkania. Była możliwość indywidualnej rozmowy z papieżem. Do każdej z trzech grup Benedykt skierował przemówienie. Te trzy teksty stworzyły całkiem pokaźny dokument zawierający sugestie dotyczące duszpasterstwa Kościoła w Polsce. Teraz było nieco inaczej. Wszyscy biskupi pojechali w jednej grupie na swego rodzaju tygodniowe rekolekcje nad Tybrem. Papież spotykał się pięciokrotnie z grupami około 20 biskupów. Po indywidualnym powitaniu zasiadał z nimi w półokręgu i następowała rozmowa. – Jestem pod wielkim wrażeniem absolutnie fantastycznego spotkania z papieżem i myślę, że podobne odczucia ma każdy z nas – podkreśla bp Grzegorz Ryś. – Byliśmy u niego półtorej godziny, z tego przez godzinę i 15 minut to ojciec święty odpowiadał na nasze pytania. I dopiero ostatni kwadrans to były jego pytania pod naszym adresem o sprawy, które bardzo leżały mu na sercu. To fascynujące spotkać papieża, który jest człowiekiem głęboko wierzącym. To tylko pozornie jest banał – bo niby jaki papież ma być? – ale tu chodzi o to, że on wyprowadza swe odpowiedzi z osobistego doświadczenia wiary, nie tylko z refleksji, ale właśnie chodzi o osobiste przeżywanie i doświadczanie wiary, w Kościele, w otwarciu na cały Kościół – dodaje bp Ryś. – Doświadczyliśmy niezwykłej bliskości papieża. Ten człowiek jest wręcz zbudowany z miłości – podkreśla bp Edward Dajczak. – Ujmuje niezwykłe ciepło papieża, jego pokora, jakaś wręcz duchowa nieśmiałość. Rozmawiał z nami jak dobry katecheta z uczniami, słuchał bardzo uważnie. A jego podsumowania trafiały w sedno problemu – mówi GN kard. Kazimierz Nycz, dla którego była to już piąta wizyta ad limina. – Dla mnie obecna wizyta, zresztą tak jak i poprzednie, to przede wszystkim bardzo silne doświadczenie, także emocjonalne, Kościoła powszechnego. To takie mocne poczucie więzi z Kościołem. Odczuwalne na przykład w chwili, kiedy 90 biskupów składa razem wyznanie wiary przy grobach apostołów. To jest taki moment, który pozwala na chwilę stanąć jakby ponad naszymi lokalnymi problemami. Można je, że tak powiem, przyłożyć wszystkie do serca Kościoła. Wsłuchać się w to serce i zobaczyć z innej, bardziej powszechnej, szerokiej perspektywy – dodaje metropolita warszawski. W wypowiedziach innych hierarchów powtarzają się słowa o serdecznej, normalnej, braterskiej atmosferze spotkań. Biskup Wiesław Mering z diecezji włocławskiej wyznał, że poruszyły go pierwsze słowa papieża: „Macie szczególną łaskę pracować w tym narodzie o głębokiej wierze, być pasterzami takiego ludu, takiego narodu”. W piątek odbyła się wspólna audiencja dla wszystkich biskupów, na której papież skierował orędzie do pasterzy, będące podsumowaniem całej wizyty i zawierające sugestie na przyszłość.

Wielki potencjał, nowe wyzwania

Franciszek skierował do biskupów, ale w jakimś sensie także do wszystkich katolików nad Wisłą, orędzie, w którym powiedział: „Podczas naszych spotkań otrzymałem potwierdzenie, że Kościół w Polsce ma ogromny potencjał wiary, modlitwy, miłosierdzia i praktyki chrześcijańskiej”.

To chyba najważniejsze zdanie tego tekstu. Słowo „potencjał” wskazuje na ukrytą i niewykorzystaną w pełni duchową energię polskiego katolicyzmu. Przyznam, że nie mogę już czytać nieustających narzekań publicystów użalających się, jaki to beznadziejnie zacofany jest Kościół w Polsce. A wszystko przez to, że nie wprowadziliśmy jeszcze „ducha” ostatniego soboru, że cierpimy na syndrom oblężonej twierdzy, że mamy w Polsce straszny klerykalizm. Nawet jeśli w tych hasłach jest nieco racji, to przecież nie jest to w żadnym wypadku rzetelny obraz polskiego katolicyzmu. Polska jest krajem, w którym każda sensowa inicjatywa duszpasterska spotyka się z potężnym odzewem. Głód duchowy jest naprawdę spory i katolicy wciąż chcą w Kościele go zaspokajać. W Polsce możliwe jest napełnianie stadionów ludźmi spragnionymi ewangelicznego słowa i dobrze poprowadzonej wspólnej modlitwy. Domy rekolekcyjne z dobrym programem są wypełnione po brzegi. Organizowane są nowe inicjatywy ewangelizacyjne. Tam, gdzie pojawiają się konkretna oferta duszpasterska oraz gorliwy i kompetentny duszpasterz czy grupa zaangażowanych świeckich, tam dzieją się rzeczy wielkie. To tylko niektóre przejawy owego potencjału, o którym mówi Franciszek. Tkwi on w sile tradycyjnej pobożności, której nie wolno lekceważyć. Ale ujawnia się także w ruchach Odnowy, czego najświeższym przykładem są rozwijające się dynamicznie Kursy Alfa lub wzrastająca ilość spotkań z modlitwą uwielbieniową (np. w Tychach). Oczywiście że tego typu inicjatyw jest za mało, że mogłoby być ich więcej, kilka razy więcej. Nie chcę szerzyć propagandy sukcesu, ale w pełni utożsamiam się ze stwierdzeniem papieża: możliwości Kościoła w Polsce są wciąż ogromne, mimo silnego naporu propagandy upadku konsekwentnie prowadzonej przez mainstreamowe media. Słowo „potencjał” wskazuje na niewykorzystane szanse. Na siłę, która wymaga uwolnienia. Czytam tutaj delikatną sugestię, żebyśmy nie przespali tego momentu historii, w którym być może rozstrzygają się losy Kościoła w Polsce. Oczywiście papież nie przemilczał słabości. Uczynił to bardzo taktownie. Nie podpisał się bynajmniej pod standardową listą zarzutów pod adresem duchowieństwa, które słyszymy w mediach od rana do nocy. Raczej zasugerował pewne miejsca, w których konieczne jest odważne przejście od potencji do działania. Zaraz na początku swojego wystąpienia zaapelował do biskupów: „Jedność pasterzy w wierze, w miłości, w nauczaniu i trosce o dobro wspólne wiernych jest punktem odniesienia dla całej wspólnoty kościelnej i dla każdego, kto szuka pewnej orientacji w codziennym podążaniu drogami Pana. Niech nikt i nic nie wprowadza podziałów między wami, drodzy bracia! Jesteście wezwani, aby budować jedność i pokój zakorzenione w miłości braterskiej i by wszystkim dać tego podnoszący na duchu przykład. Z pewnością postawa taka będzie owocna i da waszemu wiernemu ludowi moc nadziei”. Te stwierdzenia dają do myślenia. Czy osłabieniem Kościoła na forum ogólnopolskim nie jest nadmierny diecezjalny partykularyzm? W wielu kwestiach działania biskupów mogłyby być lepiej skoordynowane, np. spójne, klarowne stanowisko w kwestiach poruszanych w debacie publicznej, wspólne reagowanie na sytuacje kryzysowe itd. Papież zwraca uwagę, że konieczne jest zwłaszcza dobre wspólne rozeznanie przez pasterzy nowych wyzwań, ich przyczyn i sposobów zmierzenia się z nimi. Przykłady nowych zagrożeń dla wiary podane przez papieża są bardzo interesujące: „idea niczym nieskrępowanej wolności”, „tolerancja wroga lub nieufna względem prawdy”, „niezadowolenie ze sprzeciwu Kościoła wobec panującego relatywizmu”. Przejawy tych zagrożeń widoczne są i słyszalne aż nadto w mediach dominującego nurtu. Podczas jednej z audiencji pojawił się temat stosunku Kościoła do mediów. Jak relacjonował abp Marek Jędraszewski z Łodzi, Franciszek zwrócił uwagę na trzy największe grzechy mediów. Po pierwsze mówią tylko połowę prawdy, a więc wprowadzają dezinformację, po drugie rzucają na ludzi kalumnie i po trzecie atakują tych, którzy zasługują na szacunek, po to, aby odebrać im autorytet.

Małżeństwo, młodzież, powołania

Sporo uwagi poświęcił Franciszek sprawie rodziny. To nie dziwi, zwłaszcza w kontekście tegorocznego synodu, który ma podjąć tę tematykę. Papież nie postawił jakiejś szczegółowej diagnozy, zwrócił jedynie uwagę na coraz bardziej „płynne” traktowanie samej instytucji małżeństwa, co sprzyja kryzysom. Zaapelował do biskupów i duszpasterzy, aby częściej pytali siebie: „jak pomóc?”. To pytanie odnosi się zarówno do osób przygotowujących się do małżeństwa, małżonków w związku oraz do tych, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji rodzinnej. W przypadku tych ostatnich chodzi o to, „aby nie czuli się wykluczeni z Bożego miłosierdzia, z braterskiej miłości innych chrześcijan i z troski Kościoła o ich zbawienie”. To duszpasterskie podejście charakterystyczne dla papieża. Obrona doktryny to za mało. Trzeba zawsze widzieć ludzi, którym ma służyć ta doktryna i którym trzeba pomóc ją zrozumieć. To oczywiste, że papież nie wzywa do zmiany nauczania Kościoła, ale wskazuje na konieczność pomagania wiernym, by przyjmowali je jako dobrą, a nie złą nowinę. Kolejny wielki temat: młodzież. Ważny w kontekście nadchodzących Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w 2016 r. Franciszek kładzie akcent na relacje. Zarówno te międzyludzkie, jak i na wiarę „przeżywaną jako relacja, w której doświadcza się radości bycia kochanym i zdolnym do kochania”. Stąd zachęta do zaangażowania młodzieży w ruchy i stowarzyszenia. Pod adresem duchowieństwa padają słowa, które papież powtarza jak refren od początku swojego pontyfikatu: więcej nastawienia misyjnego, wychodzenie na peryferie, więcej skromności, prostoty, bliżej ludzi, zwłaszcza ludzi ubogich. Napomina nas, księży, słowami bł. Jana Pawła II: „Od nas wszystkich, kapłanów Jezusa Chrystusa, oczekuje się, abyśmy byli wierni wobec wzoru, jaki nam zostawił. Abyśmy więc byli dla drugich. A jeżeli mamy, żebyśmy także mieli dla drugich. Tym bardziej że jeśli mamy – to mamy od drugich. Stylem życia bliscy przeciętnej, owszem, raczej uboższej rodziny”. Papież przypomniał także o konieczności stałej modlitwy o powołania. Nasuwa się pytanie, czy nie zaniedbaliśmy w niektórych parafiach pięknej tradycji pierwszych czwartków miesiąca. Ciekawy jest fakt zwrócenia uwagi na konieczność większej troski o Polaków na emigracji. Ten temat wymaga może nowych rozwiązań organizacyjnych. Czy jeden z biskupów nie mógłby być na stałe oddelegowany do pracy w tej najliczniejszej polskiej „diecezji”, jaką jest emigracja? Pogodzenie posługi biskupa ds. emigracji z zadaniami biskupa pomocniczego jest praktycznie niemożliwe. Papież zwrócił też uwagę na spadek powołań do życia zakonnego wśród kobiet.

Zarażeni stylem Franciszka

Wizyta biskupów ad limina nie jest ani kontrolą, ani odbieraniem od papieża gotowych rozwiązań. W „Evangelii gaudium” sam Franciszek napisał: „Nie uważam, że należy oczekiwać od papieskiego nauczania definitywnego lub wyczerpującego słowa na temat wszystkich spraw dotyczących Kościoła i świata. Nie jest rzeczą stosowną, żeby papież zastępował lokalne episkopaty w rozeznaniu wszystkich problemów wyłaniających się na ich terytoriach. W tym sensie dostrzegam potrzebę przyjęcia zbawiennej decentralizacji” (nr 16). Zadaniem papieża jest przede wszystkim wspieranie biskupów, pomaganie w odczytywaniu znaków czasu, inspirowanie.

Wizyta ad limina umacnia jedność między biskupami, następcami apostołów, a biskupem Rzymu, następcą św. Piotra. Daje doświadczenie kolegialnej (wspólnotowej) odpowiedzialności za Kościół powszechny. Co przywieźli ze sobą biskupi z Rzymu? Jakie myśli, natchnienia? – Dla mnie ważne jest to, że linia Episkopatu Polski jest akceptowana przez Stolicę Apostolską – mówi GN abp Józef Michalik. – Mam nadzieję, że po wizycie u papieża nasze działania będą jeszcze bardziej twórcze. Zostałem umocniony w poczuciu, jak piękna jest służba Kościoła. Dzisiaj trzeba w pewnym sensie bronić człowieka przed samym człowiekiem. Jesteśmy świadkami wielu fałszywych antropologii (wizji człowieka). To nie jest tylko polska sprawa. Ta fala różnych ideologii przewala się przez cały świat. Dominującą siłą napędową ludzkiego rozwoju nie może być egoizm. Obowiązkiem Kościoła jest ukazywanie celu nadprzyrodzonego człowieka. – Wszyscy biskupi mówili po spotkaniach z papieżem, że poczuliśmy braterstwo w wierze i w posłudze pasterskiej – podkreśla abp Wiktor Skworc. – Ważne przesłanie dla Kościoła w Polsce to wezwanie do wewnątrzkościelnego dialogu, budowanie jedności serc. Jednoczyć nas powinno dążenie do ewangelizacji. Nie powinniśmy rozpraszać sił na nic innego, ale jednym duchem i jednym głosem koncentrować się na głoszeniu Ewangelii. – Wniosek najważniejszy: idźcie do ludzi, bądźcie blisko nich. To jest właśnie to pastoralne nawrócenie. Trzeba już w seminariach formować do takiego stylu duszpasterstwa. Nie wolno czekać – mówi GN bp Dajczak. – Papież nie upominał, ale prosił, żebyśmy byli blisko kapłanów i blisko wiernych – zauważa bp Ignacy Dec ze Świdnicy. – Ojciec święty przywołał anegdotkę z życia bł. Jana XXIII. Po wygłoszeniu jakiegoś kazania kard. Ottaviani, ówczesny szef Kongregacji Doktryny Wiary, kręcił nosem. Powstało napięcie między nim a papieżem. Ale doszło do wspólnej celebry. Jan XXIII przed wyjściem do ołtarza powiedział do niego: „Księże kardynale, nasze opinie są odmienne, ale serca są otwarte, wierzymy w tego samego Boga, jesteśmy apostołami Jezusa Chrystusa”. Mamy naśladować taką postawę. Papież przypomniał nam także, że postawa wobec ubogich jest papierkiem lakmusowym wiarygodności naszego przesłania. Akcentował, że Jan Paweł II kojarzy mu się przede wszystkim z przypomnieniem światu o Miłosierdziu Bożym. O miłosierdziu mówi przecież jego hasło biskupie i teraz papieskie. Kardynał Nycz zwraca uwagę, że te priorytety papieża Franciszka (ewangelizacja, troska o rodzinę, ubogich) były wyczuwalne także podczas spotkań w kongregacjach. – Jak refem słyszeliśmy: Kościół musi wyjść na ulice. Papieskie słowa o potencjale Kościoła polskiego, które znalazły się w tekście orędzia, nie są przypadkowe. Kiedy biskupi mówili o życiu Kościoła, nawet podając pewne dane statystyczne, papież autentycznie otwierał oczy ze zdumienia. Oczywiście chodzi o to, by tego potencjału nie zmarnować, ale go rozwijać. Można mieć nadzieję, że styl papieża Franciszka, jego zapał, radość, bezpośredniość, prostota, umiejętność słuchania, świadectwo żywej wiary (cechy, które podkreślali sami biskupi), będzie dla naszych pasterzy inspiracją w ich posłudze. Papież wzmacniając biskupów, umocnił cały Kościół w Polsce. Wielkie możliwości powinny zamieniać się w wielkie dzieła. Jak dodawał często w swoich notatkach bł. Jan Paweł II: AMDG.