publikacja 11.07.2013 00:15
„Kiedy gaśnie płomień wiary, wszystkie inne światła tracą w końcu swój blask”. Encyklika „Lumen fidei” (Światło wiary), dzieło dwóch papieży, jest niezwykłą katechezą o nieprzemijającym pięknie i aktualności chrześcijańskiej wiary. Akcentuje związek wiary z miłością i prawdą.
GABRIEL BOUYS /east news
Po raz pierwszy w historii Kościoła ogłoszona została encyklika napisana przez dwóch żyjących papieży
Papież Franciszek powiedział niedawno, że to „encyklika na cztery ręce” i „mocny dokument”, który otrzymał po poprzedniku i doprowadził do końca. Jak podpowiada już w samym dokumencie, należy ją „dołączyć do tego, co Benedykt XVI napisał w encyklikach o miłości i nadziei”. Mamy więc współczesny papieski tryptyk o trzech tzw. cnotach teologicznych. „Prawie skończył on [Benedykt] pracę nad pierwszym szkicem encykliki o wierze. Jestem mu za to głęboko wdzięczny i w duchu Chrystusowego braterstwa przejmuję jego cenne dzieło, dodając do tekstu kilka przemyśleń” – pisze Franciszek. Już sam fakt, że otrzymujemy encyklikę napisaną przez dwóch papieży i obaj autorzy żyją, jest czymś bez precedensu w historii Kościoła. Benedykt XVI i Franciszek dali nam w ten sposób przykład osobistej pokory. Oni sami pozostają w tle, na pierwszy plan wysuwa się posługa Piotra, która jest przede wszystkim „utwierdzaniem braci w wierze”. Nie ma wielkiego sensu dociekanie, które zdania od kogo pochodzą. Nie czuje się w tekście żadnej dysharmonii. To bardzo spójny dokument, choć bez wątpienia w tym „utworze na cztery ręce” wiodący głos należy do Benedykta XVI.
Wielkie światło
albo świecidełka?
Przedmiotem papieskiej refleksji są nie tyle treści wiary, ile raczej sam akt wiary. Co właściwie znaczy wierzyć? Czym jest wiara? Co daje ona człowiekowi i ludzkiej wspólnocie? Jak wierzyć dziś? Odpowiedzi na te pytania można szukać w encyklice. Jest to właściwie rozbudowana papieska katecheza, w której pojawiają się nawiązania do współczesnej sytuacji świata i Kościoła, a także do zarzutów, jakie napotyka dziś wiara. W dokumencie czuje się silną inspirację teologią św. Augustyna. To najczęściej cytowany autor. Imię tego wielkiego ojca Kościoła wymieniane jest kilkanaście razy. Augustyński styl wyraża się nie tylko w czerpaniu motywów z jego pism, lecz także w typowym dla niego duszpasterskim stylu. Jak św. Augustyn w swoich czasach, tak dzisiaj Franciszek i Benedykt chcą swoim nauczaniem pomóc nam wybrać wiarę. Wybrać ją nie tylko jako światopogląd, zestaw dogmatów, przykazań, obrzędów, ale bardziej jako sposób życia i myślenia, jako drogę prowadzącą do pełnego człowieczeństwa. Chcą ukazać piękno wiary w kontekście jej dzisiejszego kwestionowania czy pomniejszania. Nie ma tu żadnej nachalnej polemiki, jest raczej zapraszanie i przekonywanie. Wytrwałe powtarzanie, że ten, kto wierzy, ten widzi lepiej, bo widzi w świetle od Boga.
Tytuł „Światło wiary” wskazuje jeden z przewodnich motywów całego dokumentu. Wiara jako światło. „Kto wierzy, widzi”. Widzi dzięki światłu, które przyniósł na ziemię Chrystus, i które dociera do człowieka przez wiarę. Ta myśl była bardzo bliska św. Augustynowi, który wypracował własną filozofię światła. Biskup Hippony podkreślał, że człowiek dzięki łasce wiary otrzymuje dar iluminacji – wewnętrznego poznania. Choć nie ma mowy o tym wprost w tekście, ale słowo „światło” kojarzy się nam dziś bardziej z nazwą bliskiej nam epoki – z oświeceniem. Filozofowie i uczeni tej epoki stwierdzili, że rozum należy uwolnić od wiary uznanej raczej za ciemnotę niż światło. Ten stereotyp silnie zaciążył na współczesności. I o tym już wprost mówi papież. Wiarę zepchnięto w obszar „ślepego uczucia”, uznano za rodzaj kapitulacji rozumu wobec trudności, ucieczki w subiektywne wierzenia, które mogą „dostarczyć prywatnej pociechy, ale których nie można zaproponować innym jako obiektywne, wspólne światło oświecające drogę”. Efekt jest taki, że człowiek dziś rezygnuje z poszukiwania „wielkiego światła” i zadowala się „małymi światełkami”. Jakie są tego skutki? „Gdy brakuje światła, wszystko staje się niejasne, nie można odróżnić dobra od zła, drogi prowadzącej do celu od drogi, na której błądzimy bez kierunku”. W tym chaosie dzisiejszym „pilne staje się odzyskanie światła, które jest właściwą cechą wiary, bo kiedy gaśnie jej płomień, wszystkie inne światła tracą w końcu swój blask”. To światło nie jest wytworem człowieka, ale pochodzi od Boga, który jest miłością. Dzięki wierze człowiek otrzymuje nowe oczy. Widzi dalej i głębiej, widzi prawdziwie.
Przez wiarę człowiek jednoczy się z Bogiem przychodzącym w Jezusie. „Wiara nie tylko patrzy na Jezusa, ale patrzy z punktu widzenia Jezusa, Jego oczami: jest uczestnictwem w Jego sposobie patrzenia”. „Człowiek wierzący przemieniony jest przez Miłość, na którą otworzył się w wierze”. I odwrotnie: „gdy człowiek myśli, że znajdzie samego siebie, oddalając się od Boga, jego egzystencja okazuje się porażką”. Wiara jest więc doświadczeniem obecności Boga we własnym życiu, mocy Bożej miłości, która daje światło oświecające całość naszej egzystencji. Skoro Bóg objawił siebie w historii, to istotnym elementem wiary jest pamięć o tych wydarzeniach. Wiara jako pamięć – to kolejna nić przewijająca się przez całą encyklikę. Abraham miał w pamięci Bożą obietnicę i trzymał się jej jak drogowskazu, idąc do Ziemi Obiecanej. Izrael przechowywał w zbiorowej pamięci Boże interwencje w swojej historii. Wiara Kościoła jest zbiorową pamięcią o wydarzeniu Jezusa Chrystusa. Dzięki tej pamięci wiary dosięgamy „prawdziwego Jezusa” ponad czasem i przestrzenią. Ta wspólnotowa pamięć Kościoła wyraża się w konkretnych formach: w wyznaniu wiary (Credo), w sprawowaniu sakramentów, drodze wyznaczonej przez Dekalog i modlitwie (zwłaszcza „Ojcze nasz”). W ten sposób owa pamięć wiary jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, od człowieka do człowieka. Wspólnota wierzącego Kościoła chroni naszą indywidualną pamięć wiary przed zagubieniem się w subiektywnych wizjach.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł