Papież chce od Kościoła oczyszczenia

Po wielu niekiedy bezowocnych dyskusjach i obezwładniającym zajmowaniem się samym sobą papież pragnie, aby Kościół w końcu na nowo zwrócił się do Jezusa Chrystusa, orędzia Ewangelii i żył nimi na co dzień – powiedział KAI Peter Seewald. Niemiecki dziennikarz, którego książka „Światło świata. Papież, Kościół, znaki czasów” – będąca zapisem rozmowy z Benedyktem XVI – zostanie zaprezentowana we wtorek 23 listopada w Biurze Prasowym Stolicy Apostolskiej.

Reklama

KAI: Po „Sól ziemi” i „Bóg i świat” to jest trzeci Pana wywiad rzeka z Josephem Ratzingerem. Czy kard. Ratzinger zmienił się zostając Benedyktem XVI?

Peter Seewald: Przede wszystkim jest on człowiekiem starszym. I naturalnie każdemu sprawującemu papieski urząd przydaje to ogromnego splendoru, lecz Joseph Ratzinger sprzed laty jest tym samym Josephem Ratzingerem, co dzisiaj. Tak samo pokorny, tak samo uprzejmy i otwarty. Szczerze mówiąc, nie znam zbyt wielu młodych ludzi, którzy byliby tak krzepcy, tak mocni, tak żywotni, tak ciekawi świata i w pewnym sensie właśnie tak młodzi i tak nowocześni, jak ten starszy człowiek zasiadający na Stolicy Piotrowej. Przede wszystkim zachował swoje piękne i subtelne poczucie humoru. Benedykt XVI w wielu przypadkach ciągle jest fałszywie przedstawiany. W gruncie rzeczy jest to dusza człowiek i niewypowiedzianie sympatyczny.

Mimo 83 lat Benedykt XVI jest w świetnej kondycji…

– Rzeczywiście w istocie jest to dla mnie tajemnica. Ten urząd sam w sobie niesie ogromne obciążenia. Dlatego niekiedy Benedykt XVI sprawia wrażenie znużonego. Lecz może on się z dnia na dzień zregenerować i ożywić niczym nowe źródło. Ratzinger był zawsze, już jako uczeń, szczególnie wytrwały, zdyscyplinowany i przede wszystkim efektywny. Nie uprawia żadnego sportu, ale utrzymuje określony rytm między pracą, modlitwą i odpoczynkiem. Kieruje się radą Jezusa: „Dość ma dzień swojej biedy” (Mt, 6 34), co przyniesie następny dzień, to się zobaczy. Ostatecznie papież całkowicie oddaje się w ręce Pana i wie, że problemy nie rozwiązują się same z siebie, czy też nie można ich samemu załatwić, lecz można to zrobić z pomocą Tego, który jest większy od nas wszystkich.

Co Pana najbardziej uderzyło w rozmowie z Benedyktem XVI?

– Benedykt XVI jest dokładnym i szczególnie oryginalnym obserwatorem. Jest bardzo dobrze poinformowany i staje na wysokości zadania. Do tego dysponuje niewiarygodną pamięcią, jedynym w swoim rodzaju wykształceniem, umiejętnością jasnych i mocnych sformułowań, wzbogaconych poetycką żyłką. Byłem pod wrażeniem, jak precyzyjnie potrafi analizować rozwój sytuacji w społeczeństwie i Kościele i spojrzeć na sprawy widziane przez wielu jednostronnie z zupełnie innego punktu widzenia.

W naszej rozmowie wiele rzeczy mnie uderzyło. Choćby to, z jaką otwartością i miłością do człowieka odpowiadał na pytania dotyczące współżycia i dialogu z innymi religiami. To są sprawy, do których samemu lekko się nie podchodzi i widzi się je zazwyczaj w zawężonej i wielokrotnie podszytej strachem perspektywie. Benedykt XVI stara się integrować i nikogo nie wyrzuca poza nawias. Widzi sprawy pod kątem Boga – Boga, który jest miłością.

W jego odpowiedziach znajdziemy mnóstwo niuansów, których się powszechnie nie znało. Weźmy choćby jego interpretację papiestwa, kwestii ekumenicznych, związanych z moralnością seksualną, czy działaniami prewencyjnymi wobec AIDS, w tym użycia prezerwatyw.

Uderzyło mnie także to, jak klarownie ocenia on sytuację ludzkości w naszej epoce. To, co dotyczy duchowej, ekologicznej a szczególnie społeczno-gospodarczej sytuacji świata. „Anonimowy kapitał”, ta „anonimowa siła i władza“ wprost zniewala ludzi – mówi papież. „Dręczy i nawet niszczy” ludzi, którzy służą tej władzy.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama