Papież ponad prawem?

Innocenty IV (1243-1254) i teoretycy absolutnej monarchii papieskiej.

Reklama

W ramach cyklu na temat prymatu papieskiego dzięki uprzejmości i za zgodą Wydawnictwa Wam publikujemy fragment książki Klausa Schatza "Prymat papieski od początków do współczesności"

Kolejny etap wiąże się z działalnością Innocentego IV, opartą na dopiero teraz wyraźnie rozumianym rozróżnieniu prawa boskiego i ludzkiego bądź też kościelnego[1]. Bezwzględność takiego rozróżnienia była czymś nowym. Wcześniejsze koncepcje, jakie można znaleźć jeszcze u Grzegorza VII, tradycyjne prawo kościelne rozpatrywało jako całość, którą należy wiernie zachowywać bądź przynajmniej interpretować odpowiednio do danego czasu. Według Grzegorza VII również papież, mimo całej swej władzy ustawodawczej, nie stoi ponad prawem, ale podlega mu. W to miejsce pojawia się teraz pogląd, że papież podlega wprawdzie prawu Bożemu, jednak stoi ponad wszelkim prawem kościelnym. Może on znosić prawa kościelne lub w poszczególnych przypadkach dyspensować od nich. Co więcej, nawet bez żadnego sensownego tłumaczenia może on, wyłącznie według swojej woli, udzielać dyspensy także i wtedy, gdy moralnie zobowiązany jest nie czynić tego wbrew rozsądkowi.

  U Innocentego IV wyobrażenie, iż papież stoi ponad pozytywnym prawem kościelnym, wiąże się z rzymskim wyobrażeniem o księciu, jako tym kto stoi ponad prawem (princeps legibus solutus). Z tym wyobrażeniem jednakże do pojęcia prymatu w niebezpieczny sposób przedostaje się zasada samowoli, nawet jeśli zwrot legibus solutus pojmowany jest tylko w sposób prawny, a nie moralny. W praktyce zwrot ten ma niebezpieczny wpływ na rzekome prawo papieża do znoszenia uznanych przez Kościół zakonów. W czasach nowożytnych prawo to było mu powszechnie przypisywane, a w 1773 roku zostało zrealizowane przez papieża w kasacie zakonu jezuitów. Wynika z niego, że zakony nie są już postrzegane jako wyraz duchowego bogactwa Kościoła, wzbudzonego przez Ducha Bożego, które papież winien chronić i zachowywać, ale jako osobiste, specjalne służby, które papież, jak każdy monarcha, może ustanawiać i znosić. Papież, który pierwotnie bardziej niż inni, winien być związany z Kościołem i przekazanym porządkiem kościelnym, stoi bardziej ponad Kościołem, a nie w nim. To niebezpieczne wyobrażenie o urzędzie papieskim jako arbitralnym, daje o sobie znać jeszcze na Soborze Watykańskim II w Nota praevia Konstytucji dogmatycznej o Kościele. Powiedziane jest w niej, że również bez kolegium (biskupów) papież może używać swego najwyższego autorytetu adplacitum (według swego upodobania).

System absolutnej monarchii papieskiej jeszcze bardziej doskonałą formę przyjmuje u autorów rozpoczynającego się XIV wieku, jak choćby u Aegidiusa Romanusa (zm. 1306) i Augustyna Triumphusa (zm. 1328), u których papież jest Kościołem (papa, quipotest dici ecclesia), a Kościół staje się „ciałem papieża”. U Augustyna Triumphusa relacja między papieżem i Kościołem jest jednostronna: od członków głowa nie otrzymuje niczego, ale członki od głowy:

Papież w ten sposób jest głową całego mistycznego ciała Kościoła, że siły i autorytetu nie przydają mu członki, ale zawsze są one pod jego wpływem, ponieważ on jest głową[2].

Jednak system monarchii papieskiej miał także bardzo istotne słabe punkty, które w późnym średniowieczu zatrzęsły nim całym. Po pierwsze, praktycznie nieograniczonej plenitudopotestatis w sferze jurysdykcyjnej nie odpowiadała nieomylność w sferze doktrynalnej. Władza papieska miała co prawda do czynienia również z rozstrzyganiem kontrowersji dotyczących wiary, jednak rozwój w tej sferze nie zaszedł tak daleko jak w kwestii jurysdykcyjnej prymatu. Wielu średniowiecznych kanonistów uznawało, że w sprawach wiary sobór jest czymś więcej niż sam papież. Nakładało się na to prawie powszechne przekonanie, że papież, indywidualnie, może popaść w herezję. „Klauzula herezji” była istotnym, słabym punktem całego systemu. Jak już widzieliśmy, w przypadku herezji papież może być sądzony przez Kościół. Poprzez Humberta z Silva Candida klauzula herezji weszła do zbioru prawa kościelnego Decretum Gratiani (około 1140 roku): ogólna zasada prima sedes a nemine iudicatur dopuszczała tu wyjątek nisi devius afide deprehendatur (poza przypadkiem, gdy zostanie mu udowodnione odejście od wiary)[3]. Znano kilka historycznych przykładów takiej sytuacji. W średniowieczu zapomniano o przypadku Honoriusza. Najczęściej wymieniano (ahistoryczny) przypadek papieża Anastazego II (496-498), który w okresie schizmy Akacjusza miał łączność z jednym z jego zwolenników[4], a następnie wymieniano przypadek Marcelina (296-304), który miał załamać się podczas prześladowań za Dioklecjana i wydać święte księgi. Wraz z doktryną, że sobór jako reprezentacja Kościoła powszechnego jest czymś więcej niż sam papież, wynikła nasuwająca się konsekwencja, że w wypadku herezji, a nawet w każdym przypadku sprawienia ciężkiego zawodu, papież może być sądzony przez Kościół, tzn. przez sobór. Dlatego już w początkowym okresie średniowiecza, w okresach kryzysu, wielokrotnie rozbrzmiewało wołanie o sobór, który winien pociągnąć papieża do odpowiedzialności. Jednak dopiero w późnym średniowieczu zasada ta nabrała szczególnego znaczenia.

[1] Dokumenty u L. Buisson, Potestas und Caritas. Die papstliche Gewalr im Spatmittelalter, Kolonia-Graz 1958, 82-86.
[2] Summa depotestate ecclesiastica, 1326, VI, 5 (druk: Rzym 1584, 61 D)
[3] DG Pars I, dist. 40, q. III, c. XI.
[4] Tamże, dist. 19, c. IX.
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama