Nie liczmy na łatwe czasy

O pontyfikacie Benedykta XVI, kryzysie Kościoła, ekumenizmie i nowej apologetyce mówi kard. William Levada, prefekt Kongregacji Doktryny Wiary.

Reklama

Minęło już ponad 5 lat od wyboru Benedykta XVI. Jakie są, zdaniem Księdza Kardynała, najważniejsze akcenty tego pontyfikatu?
Kard. William Levada: – 5 lat pontyfikatu papieża Benedykta XVI przyniosło wiele zaskakujących, cennych wartości. Kardynał Ratzinger nie spodziewał się, że zostanie wybrany na papieża. Nie był przygotowany na to, że nagle będzie musiał żyć przed kamerami telewizyjnymi, wystawiony na widok mass mediów. Widzieliśmy jednak, że pod tym względem wiele się nauczył. Podczas publicznych audiencji i podróży zagranicznych czuje się coraz pewniej, spotykając się z tłumami, wychodzi ludziom śmiało naprzeciw. Nie potwierdziło się to, co na początku o nim sądzono. Moim zdaniem, najcenniejszą wartością, którą wnosi Benedykt XVI, jest prostota i jasność jego przemówień, homilii czy katechez. Jako wieloletni profesor ma dar tłumaczenia spraw w sposób zrozumiały. Niezależnie od tego, czy słucham jego przemówienia do polityków, homilii czy katechezy, zawsze odkrywam jakieś nowe bogactwo. Papież potrafi przekazywać bardzo głębokie myśli w języku komunikatywnym, prostym i poruszającym emocjonalnie.

Jak są odbierane propozycje papieża dotyczące miejsca chrześcijaństwa w przestrzeni publicznej? Czy nie wydaje się Księdzu Kardynałowi, że ten głos bywa ignorowany przez liderów polityki i mediów?
– To jest możliwe, że uwagi papieża spotykają się tu i ówdzie z postawą zamkniętą na ich przyjęcie. To nie byłoby nic nowego. Trzy lata temu towarzyszyłem papieżowi w jego podróży do Stanów Zjednoczonych i podczas wizyty w ONZ. Sądzę, że możliwość osobistego zaangażowania polityków w tego typu wydarzenia otwiera ich na zrozumienie papieża i jego nauczania. Takie otwarcie nie jest możliwe, jeśli znają go tylko na podstawie tego, co wyczytają w gazetach. Nie jestem pewien, czy można tak jednoznacznie powiedzieć, że papież jest ignorowany przez liderów politycznych. Niedawno prezydent Francji Sarkozy, mając na głowie sporo problemów w swoim kraju, odwiedził Benedykta XVI i chciał z nim rozmawiać. Sądzę, że politycy doceniają jego radę i mądrość jego analiz, przypominających o celu życia politycznego i sposobach jego realizacji. Powiedziałbym, że w przeciwieństwie do tego, jak to jest prezentowane w mediach, myślący politycy poświęcają sporo uwagi papieżowi.

„Kryzys” jest prawdopodobnie najczęściej używanym słowem w mediach, kiedy jest mowa o dzisiejszej sytuacji Kościoła katolickiego. Czy można powiedzieć, że Kościół jest dziś w kryzysie? A może ten kryzys to jakiś rodzaj błogosławieństwa?
– Lubimy myśleć, że kiedy pomodlimy się o pokój, to będziemy żyć w czasach wolnych od kryzysów i trudnych momentów. Ale kiedy patrzymy na historię Kościoła, to widzimy, że przeżywał on często czas większego lub mniejszego kryzysu. Gdy tylko w mediach ktoś rzuci hasło, że Kościół jest w kryzysie, to natychmiast wszyscy podchwytują ten wątek. Nawet jeśli zgodzimy się z tym, że żyjemy w czasach kryzysu, to nie powinniśmy oczekiwać, że nadejdą kiedyś jakieś łatwe czasy dla Kościoła. W czasach apostolskich czy pierwotnego Kościoła wielu chrześcijan oddawało życie za wiarę. To nie był łatwy czas, to był czas kryzysu. Nie chodzi o to, że teraz koniecznie chcemy zostać męczennikami i nie sądzę, żeby sam papież tego oczekiwał względem siebie. Podziwiam Benedykta XVI za bezpośredni sposób, w jaki reaguje na sprawy, które napotyka, także te najtrudniejsze. Jego słowa i przykład dają ludziom ogromne umocnienie.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama