Duchowa podstawa prymatu i kolegialności

KOLEGIALNOŚĆ JAKO WYRAZ STRUKTURALNEGO „MY” CHARAKTERYZUJĄCEGO WIARĘ

Reklama

Dzięki uprzejmości i za zgodą IW PAX publikujemy fragment książki "Wykłady bawarskie z lat 1963-2004" kard. Josepha Ratzingera

Wierzący – jako taki – nigdy nie jest samotny, a stawanie się nim znaczy wychodzenie z izolacji ku „my” dzieci Bożych. Akt zwrócenia się do Boga objawionego w Chrystusie jest zarazem zwróceniem się ku tym, którzy zostali wcześniej powołani. Akt teologiczny jako taki jest zawsze aktem eklezjalnym, któremu właściwa jest także struktura społeczna [1]. Dlatego wprowadzenie w chrześcijaństwo jest też zawsze i w sposób konkretny socjalizacją w ramach wspólnoty wierzących, jest stawaniem się „my” – przekraczającym samo „ja” [2].   Odpowiadało temu Jezusowe powołanie uczniów ujęte w symbolikę liczby „dwanaście”, podejmującej pradawną ideę ludu Bożego, do którego z kolei istoty należy, iż Bóg tworzy wspólną z nim historię i po- stępuje ze swym ludem jako z ludem [3]. Z drugiej strony najgłębszym źródłem chrześcijańskiego „my” pozostaje fakt, iż sam Bóg jest „my”: Bóg, którego wyznaje Credo chrześcijańskie, nie jest samotnym myśleniem się myśli, nie jest absolutnym i niepodzielnie w sobie zamkniętym „ja”, lecz jednością trynitarnej relacji ja-ty-my, i to w taki sposób, że „my” jako podstawowa postać Boga wyprzedza wszelkie „my” świata, a bycie stworzonym na obraz Boży z samej istoty na owo „my” jest ukierunkowane [4].

„My” Boga winno mieć odpowiednik w modelowanym przez „my” działaniu Kościoła. Ta uniwersalna, wielorako dająca się interpretować przesłanka, gdzieniegdzie przybrała postać stwierdzenia, iż realizacja prymatu przez pojedynczego człowieka, czyli papieża w Rzymie, oznacza pójście za modelem ariańskim. A stosownie do trójosobowej natury Boga także Kościół winien być prowadzony przez trzyosobowe kolegium, którego uczestnicy powinni sprawować wspólnie urząd papieski. Pojawiły się również pomysłowe koncepcje proponujące (zapewne pod wpływem opowieści Sołowjowa o antychryście), by w skład papieskiej
„trojki” wchodził rzymski katolik, wyznawca prawosławia i chrześcijanin z obszaru wyznań reformacyjnych. Wydawało się, że w ten sposób, wychodząc bezpośrednio z teologii i pojęcia Boga, można dojść do pełnej formuły ekumenicznej i osiągnąć kwadraturę koła przez uczynienie papiestwa, głównego czynnika zgorszenia dla niekatolików, ostatecznym wehikułem jedności chrześcijan [5].

  Czy to jest więc pogodzenie kolegialności z prymatem i odpowiedź na kwestię postawioną w tytule: prymat papieża a jedność ludu Bożego? Choć roz- ważaniom idącym w tym kierunku nie do końca należy odmawiać owocności czy pożyteczności, oczy- wiste jest także, iż wypaczają one naukę o Trójcy i w niedopuszczalnie upraszczający sposób łączą ze sobą wyznanie wiary ze sferą polityki kościelnej. Potrzeba tu głębszego podejścia. Wydaje mi się, że przede wszystkim istotne jest, aby teologię wspólno- ty, rozwiniętą na gruncie idei kolegialności, na po- wrót wyraźniej związać z teologią osobowości, która w świetle Biblii ma nie mniejsze znaczenie. Do wewnętrznej struktury Biblii przynależy nie tylko wspólnotowy charakter tworzonej przez Boga historii, lecz również osobista odpowiedzialność, odpowie- dzialność osoby. (...)

[1] W imponujący sposób przedstawił to H. de Lubac w wyda- nym po raz pierwszy w roku 1938 dziele Catholicisme, przekład niemiecki: Glauben aus der Liebe, Einsiedeln 1970, w tej kwestii por. ratyzbońską dysertację H. Schnackersa, Kirche als Sakrament und Mutter (1976). W Niemczech to samo założenie rozwijał H. Poschmann w pracach na temat teologii sakramentu pokuty, por. przede wszystkim Poenitentia secunda, Bonn 1940; imponującej imponującej kontynuacji doczekały się one u K. Rahnera, np. w Schriften zur Theologie II (1955), s. 143-183.
[2] Inicjacja jako kościelna socjalizacja bardzo mocno podkreś- lona jest w fascykule Eingliederung in die Kirche w: Pastorale. Handreichung für den pastoralen Dienst autorstwa G. Biemer, J. Müller, R. Zerfaß, Moguncja 1972
[3] Por. w kwestii znaczenia Dwunastu choćby: R. Schnacken- burg, Die Kirche im Neuen Testament, Fryburg 1961, s. 21-33; w kwestii podjęcia tematu przez Sobór: G. Philips, L’Eglise et son mystere au IIe concile du Vatican I, Paryż 1967, s. s. 277-290, również s. 230-245.
[4] Por. H. de Lubac, Credo-Gestalt und Lebendigkeit unseres Glaubensbekenntnisses, Einsiedeln 1975, zwłaszcza s. 29-57; J. Ratzinger, Einführung in das Christentum, Monachium 1968, s. 125-150; H. Mühlen, Una mystica persona – por. przyp. 2
[5] Takie dało się słyszeć ustne wypowiedzi przywołujące, w uproszczony sposób, wywody H. Mühlena, zwłaszcza z jego pracy Entsakralisierung, Paderborn 1971, s. 228 nn., 240 nn., 376-396, 401-440. To, co Mühlen rzeczywiście twierdzi, robi wrażenie, że posuwa dalej tok rozważań, ale nie wydaje się być wolne od niebezpieczeństwa myślenia w kategoriach odpowied- niości przekraczajcej granice eklezjologicznego zastosowania za- sady trynitarności
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama