Mur cypryjski i "ryzyko" Chryzostoma

W Europie chyba nie do końca zdajemy sobie sprawę z tego, jak ważna była to pielgrzymka. Może dlatego, że Bliski Wschód wydaje nam się jednak zbyt daleki

Reklama

1. Właśnie zjedliśmy kolację w małej knajpce w Nikozji, stolicy Cypru. W części południowej. Niecałe 200 m dalej powiewają dwie flagi: Turcji i Tureckiej Republiki Cypru Północnego. Idziemy wąską ulicą wzdłuż zasłoniętych zniszczonych budynków. Posterunek policji? No tak, zapomniałem się zupełnie, nie mam przy sobie żadnego dowodu tożsamości. Policjant jednak pozwala nam iść. Parę metrów dalej posterunek turecki. – Nie ma dowodu? To zapraszamy następnym razem – słyszę grzeczną odmowę. W środku jednej ze stolic państwa członkowskiego Unii Europejskiej. Niemal jak kiedyś w Berlinie. Tyle, że tutaj i tak już jest lepiej, bo od dwóch lat rzeczywiście można przejść na drugą stronę Nikozji po okazaniu dowodu tożsamości. Wcześniej był tu rzeczywisty mur nienawiści i symbol podziału Cypru.
Widział to również Benedykt XVI, który spędził dwie noce w budynku nuncjatury, stojącej tuż przy pasie oddzielającym dwie części wyspy. Wczoraj pisałem o rozczarowaniu, jakiego nie kryły niektóre cypryjskie media powodu „milczenia Papieża” dotyczącego okupacji północnej części wyspy. Tymczasem Papież nie milczał, tylko wyraźnie, głośno i wielokrotnie powtarzał, że rozwiązanie problemu podziału leży tylko w pojednaniu. Oczywiście, opartym na prawdzie. Jeśli jednak dla kogoś było to zbyt dyplomatyczne, prawdopodobnie ucieszyły go słowa, jakie Papież wypowiedział już na lotnisku w Larnace, tuż przed powrotem do Rzymu: - Spędzając ostatnie noce w Nuncjaturze Apostolskiej, która znajduje się w strefie buforowej ONZ, sam mogłem obserwować smutny podział wyspy, a także dowiedzieć się o utracie znaczącej części kulturowego dziedzictwa, jaka należy do całej ludzkości. Wysłuchałem także Cypryjczyków z północy, którzy pragną w pokoju powrócić do swych domów i miejsc kultu, a ja byłem głęboko wzruszony ich słowami – mówił Papież, wyraźnie nawiązując do apeli Cypryjczyków (zarówno katolickich maronitów, jak i prawosławnych), by Papież wsparł ich dążenia do odzyskania miejsc kultu i zamieszkania, utraconych na skutek tureckiej okupacji.
Sytuacja na Cyprze, z politycznego punktu widzenia, wydaje się właściwie patowa: ani Grecy z Południa, ani Turcy z Północy nie odstąpią od swoich racji. I to bardziej na zasadzie faktów dokonanych: przecież trudno sobie wyobrazić nagłą ewakuację Turków z północy. Pozostaje mieć nadzieję na realne porozumienie, które doprowadzi do jakiejś formy autonomii ziem północnych, ale jednak pod jednym przywództwem, jednym rządem cypryjskim. Żebym nie musiał w Unii Europejskiej legitymować się czymkolwiek przechodząc do sąsiedniej dzielnicy miasta.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama