O „prehistorii” soboru i liturgicznej odnowie

Jan XXIII to nie tylko imię papieża, następcy wielkiego i hieratycznego Piusa XII, lecz hasło rzucone Kościołowi do samoodnowy. Nowy ten następca św. Piotra z dnia na dzień zmienił oblicze Kościoła – nie przez decyzje doktrynalne i dyscyplinarne, lecz przez swoje człowieczeństwo. Przegląd Powszechny, 1/2007




Jan XXIII to nie tylko imię papieża, następcy wielkiego i hieratycznego Piusa XII, lecz hasło rzucone Kościołowi do samoodnowy. Nowy ten następca św. Piotra z dnia na dzień zmienił oblicze Kościoła – nie przez decyzje doktrynalne i dyscyplinarne, lecz przez swoje człowieczeństwo. Po surowym papieżu Pacellim nagle opowiadać zaczęto sobie papieskie żarty i anegdoty – i to nie półgębkiem! Np. jaką whisky pije papież? Odpowiedź: Johnny Walker. Ten papież zawsze był wart historyjki do pisma ilustrowanego. Ostatniego ze swych gości Jan XXIII zaprosił ni stąd ni zowąd na obiad. Papież przekonywał swoją osobowością – i to mimo faktu, że w zasadzie trzymał się protokołu, dźwigając na głowie ciężką tiarę, którą do muzeum złożył dopiero jego następca Paweł VI. W mniej oficjalnych przemówieniach nadal posługiwał się zaimkiem osobowym „my”, po prostu dlatego, ponieważ myślał, iż tak być musi i tego sam musi się nauczyć wbrew własnemu odczuciu; on, któremu nawet we śnie nie przyszła do głowy myśl, aby reformować Kościół w sensie Hansa Kűnga, a który sam tego papieża otaczał uwielbieniem. Był papieżem, który robił dyplomatyczne błędy i których nikt nie brał mu za złe; który pozwolił nieść się na triumfalnej sedia gestatoria; który w swych wypowiedziach duchowych (poczytać o tym można w jego „Dzienniku duchowym”) posługiwał się stylem, który jawi się nam już tylko jako sposób wyrażania się daleki i obcy rzeczywistości, ponieważ był językiem klerykalnej pobożności XIX w.

Ten mąż, Angelo Roncalli, stanął u steru Kościoła i nieoczekiwanie wpadł na pomysł zwołania soboru. Sobór stał się dziełem, ku któremu toczyło się całe jego życie, było to dzieło jego życia. Przyjrzyjmy się bliżej tej fascynującej postaci! Oto mąż, który wedle swego kościelnego pochodzenia, teologicznego wykształcenia i osobistej pobożności był w każdym calu katolickim kapłanem przełomu XIX i XX w. w Europie, w Italii – tenże człowiek pragnął, jak wyraził to w swym zielonoświątecznym kazaniu 5 czerwca 1960 r., wszystkich katolików uczynić obywatelami całego świata, podobnie jak czcimy Jezusa jako Zbawcę świata. Ów mąż, który jako młody ksiądz w dniu swych kapłańskich święceń w poczuciu pełnego oddania podjął postanowienie, a nawet złożył świętą przysięgę dochowania wierności Stolicy św. Piotra, i który jako papież nie dopuścił do zakiełkowania w sobie najmniejszej wątpliwości co do tego, że znał dokładnie władzę swego prymatu i nie dzieliłby jej z nikim – TEN papież zwołał sobór, który wedle jego zamierzenia miał działać w sposób wolny i spontaniczny, przeprowadzić Kościół od jego struktury „społeczności doskonałej” kierowanej centralistycznie, do communio, do wspólnoty Kościołów partykularnych. Ów mąż, który za hasło swego życia kapłańskiego wybrał poznawanie i pełnienie Bożej woli, i który swe hasło papieskie ustawił i podporządkował maksymie „Oboedientia et pax”, („Posłuszeństwo i pokój), i przy tym nigdy nie zaznał reformacyjnej troski wokół „usprawiedliwienia z uczynków”, ponieważ, też pewnie nigdy, nie przeczytał ani jednej linijki z teologii ewangelickiej, ten człowiek rzucił podwaliny pod międzykościelny dialog i ekumeniczną teologię, które po dziś dzień rozwijają się dzięki właśnie jego inspiracji.
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Autopromocja