Zaraz po wojnie

Kolumbijczycy przyjęli Franciszka z latynoskim entuzjazmem. Jednak ostatnia podróż papieża miała niezwykle trudny cel. Wzywał on do pojednania po wojnie, w której zginęło ćwierć miliona ludzi.

Reklama

Zaskoczeniem była historia Juana Carlosa Murcii Perdomo, który straciwszy rękę w wypadku z materiałami wybuchowymi, wrócił do społeczeństwa. Były terrorysta FARC pracuje dziś z młodzieżą, starając się uchronić ją przed werbunkiem przez grupy paramilitarne. Szczególnie uderzająca była historia Pastory Miry Garcíi. Kobieta zaopiekowała się jednym z zabójców ojca. Później, gdy jej córka miała 2 miesiące, partyzanci zamordowali męża Pastory Miry. Córka także przepadła bez wieści. Jej ciało znaleziono po 7 latach, ale jeszcze zanim to się stało, zamordowany został młodszy syn Pastory Miry, Jorge Aníbal. – Trzy dni po pogrzebie znalazłam rannego młodego człowieka i położyłam go na łóżku Jorge Aníbala – mówiła kobieta. – Wychodząc z domu, chłopak pokazał swoje zdjęcia i przyznał się, że był jednym z zabójców mojego syna. Opowiedział, jak go torturowano przed śmiercią. Składam dzięki Bogu i Mamusi Maryi, że dali mi siłę, by mu służyć bez żadnej zapłaty, pomimo nieopisanego bólu.

Wezwanie Pastory Miry Garcíi, by przerwać istniejący od półwiecza krąg przemocy w Kolumbii, wybrzmiało bardzo mocno. O to samo apelował papież, omijając kwestię słuszności samego porozumienia z FARC. Takie odniesienie oznaczałoby ocenę prezydenta Santosa (przywódca kraju witał papieża i rozmawiał z nim, ale Álvaro Uribe także przyszedł na jedną z papieskich Mszy). Ojciec Święty prosił natomiast, by sprawiedliwość i miłosierdzie „spotkały się w uścisku”. – Uleczmy ten ból i zaakceptujmy każdego człowieka, który dopuścił się przestępstw, uznaje je, żałuje i postanawia je naprawić, przyczyniając się do budowy nowego porządku, w którym jaśnieją sprawiedliwość i pokój – mówił w Villavicencio, co można było odebrać jako pochwałę działań Juana Manuela Santosa. Jednocześnie jednak przypomniał, że pojednaniu musi towarzyszyć prawda. – Prawda jest nieodłącznym towarzyszem sprawiedliwości i miłosierdzia – tłumaczył. – Połączone ze sobą, są niezbędne do budowania pokoju, a z drugiej strony każda z nich wyklucza, aby druga zamieniła się i przekształciła w narzędzie zemsty wobec najsłabszych. Prawda nie powinna prowadzić do zemsty, a raczej do pojednania i przebaczenia.

Emocje gorące jak tropiki

Na widok ludzi witających papieża trudno było uwierzyć, że w Kolumbii toczyła się wojna. Na papieskie Msze św. przychodziły milionowe tłumy rozentuzjazmowanych wiernych. W Cartagenie ustawiano się na ulicach od 3.00 w nocy, żeby tylko zobaczyć przejeżdżającego Ojca Świętego. – To wystarczy, żebym mógł umrzeć w pokoju – mówił jeden z Kolumbijczyków, cytowany przez dziennik „El Tiempo”.

Franciszek został przyjęty jak swój, co nie było wcale oczywiste, bo Argentyńczycy nie są zbytnio lubiani w Ameryce Łacińskiej. Jednak przed przyjazdem kolumbijscy komentatorzy z zadowoleniem odnotowywali, że papież doskonale zna kraj, który będzie go gościł. „To papież, który jak Borges [argentyński literat – red.] wchodzi w kulturę, tradycję, geografię i historię, aby dotknąć serca tych, którzy się mu przyglądają” – pisał publicysta „El Tiempo”. Franciszek ujął Kolumbijczyków, kiedy powiedział, że w drugim kraju świata pod względem bioróżnorodności „można zobaczyć, jak dobry jest Pan”. Miejscowym wiernym podobały się też takie gesty jak przyjęcie czekoladki od 7-letniej dziewczynki czy sombrera, ponczo i tradycyjnej torby od ludzi, z którymi się spotykał, a także życzliwość wobec przedstawicieli plemion indiańskich.

Nie oznacza to, że pojednanie między Kolumbijczykami było jedyną trudną sprawą, z którą musiał zmierzyć się Franciszek. W Cartagenie apelował o pokojowe rozwiązanie kryzysu w sąsiadującej z Kolumbią Wenezueli. Będąc w Medellín, mówił o „płatnych zabójcach” z karteli narkotykowych, z których słynie to miasto. Z kolei podczas spotkania z duchownymi ostrzegał, że „diabeł atakuje przez portfel”. Zapewne jednak wizyta Ojca Świętego zostanie zapamiętana przede wszystkim jako apel o pokój. Od samych Kolumbijczyków będzie zależało, czy rzeczywiście okaże się ona pierwszym krokiem ku pojednaniu między ludźmi, którzy znajdowali się po tej stronie co Juan Carlos Murcia Perdomo, a tymi, którzy cierpieli, jak Pastora Mira García. 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama