Homilia do dzieci na VII Dzień Papieski

28 niedziela zwykła w ciągu roku C

Reklama

Kochane dzieci!

I.
Przed chwilą także byliśmy świadkami niezwykłego wydarzenia. Pan Jezus spotkał dziesięciu ludzi chorych na trąd. Ta straszna choroba powodowała, że chory z każdym dniem cierpiał coraz bardziej. Zmieniała się jego twarz, trudniej było się poruszać. Ale trędowaci odczuwali ból jeszcze z innego powodu: Nie mogli przebywać z ludźmi zdrowymi, mieszkali więc daleko, poza miastami, czekając samotnie na śmierć. Kiedy szli w kierunku zdrowych musieli ostrzegać, że właśnie się zbliżają. Zdrowi uciekali ile tylko sił w nogach, bojąc się zarażenia. Straszne stawało się życie bez przyjaciół, bez rozmowy, zabawy z innymi ludźmi. Trzeba było zostawić na zawsze tych, z którymi kiedyś się bawiło, uczyło, pracowało.

Jezus postąpił zupełnie inaczej, niż jego rodacy, blednący ze strachu przed trądem. Spotkał się z chorymi, pewnie wysłuchał i porozmawiał. Ofiarował im swój czas i dobre serce. Na końcu uzdrowił. Niestety, tylko jeden z uzdrowionych okazał wdzięczność. Ale prawdziwa miłość nie czeka na piękne słowa, kolorowe bukiety kwiatów, upominki. Cieszy się z tego, że po prostu jest. Jednak warto być wdzięcznym, bo wtedy miłości szybko przybywa. Kiedy powiesz komuś dobre słowo, bo okazał Ci pomoc – ten ktoś jeszcze chętniej pomoże w przyszłości. Dlatego Jezus zachęca nas do pomocy i wdzięczności. Mówi do nas swoim słowem. Ale mówi też w inny sposób, także bardzo ciekawy: Przez życie ludzi, którzy postanowili dokładnie naśladować Jezusa. Poznali Jego życie, przemyśleli i zapragnęli stać się podobni do Niego.

II. Dzisiaj wspominamy takiego właśnie człowieka. Znamy go dobrze: To Ojciec święty Jan Paweł II. Kiedy myślę o Nim, zaraz przypominam sobie Jezusa, który wychodził do trędowatych, rozmawiał z nimi, uzdrawiał. Papież z Polski wiele podróżował. Przyjmował nie tylko prezydentów i królów. Odwiedzał najpierw kościoły, a potem szpitale. Spotykał się ludźmi zupełnie opuszczonymi. Starał się rozmawiać z nimi, mówić, ze jest Ktoś, kto ich kocha. Chorzy do końca życia wspominali chwile spędzone blisko Niezwykłego Gościa. Wielu odzyskiwało siły do walki z chorobą, wielu nawracało się, aby zostać przyjacielem Jezusa podobnie, jak Dobry Papież.

Ale Ojciec święty nie tylko rozmawiał z cierpiącymi. Prosił wszystkich o pomoc dla najuboższych: Jeśli popatrzymy na innych ludzi, jak patrzy się na siostrę lub brata, wtedy świat stanie się lepszy, a na buziach zagości uśmiech. Drobnym wyrzeczeniem, niewielką ofiarą, można nakarmić najgłodniejszych, którzy bez pomocy bogatszych szybko umrą z głodu.

Papież przypominał przykazania, aby nikt nie cierpiał krzywdy ze strony silniejszych. Bronił życia człowieka. Pomyślmy przez chwilę, jak smutny stałby się świat, gdyby nie było na nim waszego przyjaciela czy najlepszej koleżanki.

Sporo czasu Jan Paweł II spędzał z dziećmi. Brał je na ręce, błogosławił. Cieszył się każdym młodym człowiekiem, tak, jak my cieszymy się naszymi najbliższymi. A trochę starszym Waszym koleżankom i kolegom przypominał: Musicie od siebie wiele wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali…Bo człowiek jest jak sportowiec – im więcej trenuje, tym piękniej wygrywa.
«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama