Prymas Polski o Papieżu

Przemówienie wygłoszone w Radiu Watykańskim 17 października 1978 r.

Wydarzeniem niezwykłej doniosłości dla Kościoła powszechnego a zwłaszcza dla Kościoła w Polsce jest powołanie na Stolicę Apostolską arcybiskupa krakowskiego, kardynała Karola Wojtyły na konklawe w dniu 16.X.1978 r., w dniu św. Jadwigi, księżny śląskiej.
Wydarzenie to wykracza poza ramy zwykłego biegu spraw. Papież umarł, należy wybrać nowego. Już sama śmierć Jana Pawła I po 33 dniach służby Kościołowi była wstrząsem tak wielkim, że opinia świata nie mogła się z tym pogodzić. Pisano w prasie: trzeba wybrać Jana Pawła II. Idzie tu nie tylko o imiona, ale o nadzieje związane z osobowością papieża Luciani, który zdołał opanować świat swoim uśmiechem, dobrocią, sercem, wiarą i miłością. Z tymi właściwościami zmarłego Papieża ludzkość nie chce się rozstać. Tak bardzo wszyscy wyczuwają potrzebę dla współczesnego świata i Kościoła takich właśnie wartości i mocy.
W gronie kardynałów, ludzi oddanych służbie Kościoła, szukano człowieka żywej wiary, gorącej modlitwy i pasterskiej gorliwości a nadto człowieka dobrego serca, pełnego życzliwości dla ludzi, uprzejmości, łatwo wyczuwalnej wrażliwości, przez którego oczy udzielałaby się światu pełna miłość Boga. To pragnienie jest tak powszechne i silne, że przekracza zadawnione granice przeszło czterowiekowej tradycji w Kościele, granice języków i narodów. Zdawało się, że przekroczenie tej granicy będzie trudne dla kardynałów, a dla społeczeństwa rzymskiego nie do przyjęcia. Tymczasem wybór Polaka na biskupią stolicę Rzymu był sprawą naturalną i prostą, a przyjęcie przez lud rzymski tak gorące i samorzutne, że wszyscy widzieliśmy w tym ducha żywej wiary i nadziei, że Kościół zdoła w czasach rosnących nacjonalizmów swobodnie przekroczyć barierę, zdawałoby się, niepokonalną. Tak Ewangelia kształtuje wśród narodów ducha braterstwa i jedności.
Wzruszające w swej prostocie słowa, które padły z ust Jana Pawła II - „Powołany zostałem do was z dalekiej krainy" — były przerwane takim huraganem oklasków i okrzyków, że wszyscy pojęli, iż ta dalekość jest miłosną bliskością przez wiarę Kościoła powszechnego wszystkich ludów języków i narodów.
Nie jestem w stanie mówić teraz o historii życia człowieka tak mi bliskiego i związanego wspólną pracą wielu lat, w której wytwarzała się przyjaźń i miłość sprawy Kościoła i Polski. Ale to, co interesuje świat w nowym Papieżu, który przyszedł do Rzymu z krainy Polaków, to jego żywa wiara i duch modlitwy, po chwili, gdy przed 20 laty poznałem ks. Wojtyłę, gdy zwiastowałem mu wolę Ojca św., że powołał go do godności biskupa
pomocniczego w sławnej diecezji krakowskiej św. Stanisława biskupa-męczennika, dostrzegłem w jego uśmiechniętej twarzy inny format duchowy. To jest człowiek, dla którego modlitwa jest żywiołem czerpanym na kolanach pełną dłonią z dziecięcej wiary. Z tej bogatej osobowości filozofa i moralisty promieniowała modlitwa w każdej chwili życia, zarówno wtedy, gdy obchodził swoją codzienną Drogę Krzyżową, jak i wtedy, gdy sprawował Najświętszą Ofiarę. Uważnie przyglądał się dzieciom Bożym, umiał z nimi gawędzić, śpiewać czy snuć skomplikowane rozważania. Ów głęboki umysł intelektualisty wielkiego formatu przy katedrze uniwersyteckiej wśród sterty ksiąg i szybko powstających rękopisów, nie przysłonił pogody towarzyskiej człowieka śmiejącego się z roześmianymi, gotowego do włączenia się w młodzieżowe mecze siatkówki i sportowe wędrówki górskie. Znajomość tego człowieka miłującego swobodę wędrowca, rozkochanego w królewskim Krakowie aż łzy wyciska na myśl o utraconym raju, tak iż na usta ciśnie się pytanie: Góralu, czy ci nie żal odchodzić od stron ojczystych? – A nasz góral z Wadowic, gdy z Watykanu myślą na lasy spoziera, gdy łzy rękawem ociera, na pewno sobie odpowie: Dla Boga, dla Kościoła, dla jego spraw i wielkich zadań, które się piętrzą przed ludzkością.
Z pewnością trzeba niemałej ofiary i wyrzeczenia, aby odejść od umiłowanej Ojczyzny, której radością jest św. Stanisław biskup, od wawelskich wieżyc, od królewskich grobów, od umiłowanej królowej Jadwigi, od roześmianych oczu dzieci i młodzieży akademickiej, której oddawał serce, myśli, czas i ten ujmujący uśmiech, który porywał i wiązał z Chrystusem i Jego Matką. Niech każde serce, gdy widzi wielkość tej ofiary, uczy się poświęcać dla Boga i Kościoła wszystko co drogie i bliskie. Bo czas z tej własnej drogi krzyżowej wyjść na dziejowy szlak wydeptany w ciągu wieków przez miliony idących za Chrystusowym krzyżem do ojczyzny niebieskiej. Ojczysty raj utracony stanie się dla Ciebie wędrówką narodów za Chrystusem. Zostałeś Jego Namiestnikiem dla wielu. Całuję twoją przyjazną twarz, przyjacielu pracy i walk o Kościół Chrystusowy w Polsce i z uległością składam na twoich stopach gotowych na przebiegnięcie wielu dróg, pocałunek biskupa i Prymasa Polski. Niechaj Ci będzie radością i wsparciem Święta Boża Rodzicielka, Wędrowniczka, Pani Jasnogórska i Królowa Polski.
Gaude Ma t er Polonia, swojego najlepszego syna wychowanego pośród walk i, cierpień narodu, oddałaś Kościołowi i Jego Matce .

Stefan Kardynał Wyszyński Prymas Polski

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Autopromocja