Niezapomniane konklawe

- Wierzcie mi, że udając się do Rzymu na konklawe, najbardziej pragnąłem wrócić do mojej umiłowanej Archidiecezji i do Ojczyzny - mówił po wyborze na Stolicę Piotrową Jan Paweł II. - Skoro jednak inna była wola Chrystusa Pana, zostaję i podejmuję to nowe posłannictwo, które mi wyznaczył.

Reklama

Jednak pewna wiadomość przedostała się do Karola Wojtyły. I to tuż po losowaniu, w przeddzień rozpoczęcia konklawe. Biskup Deskur doznał wylewu i sparaliżowany trafił do polikliniki Gemellego. Kard. Wojtyła pospieszył odwiedzić przyjaciela. W sobotę 14 października o 7.15 rano modlił się jeszcze w jego intencji podczas Mszy świętej w Kolegium Polskim, a po 15.00 - już w drodze na konklawe - odwiedził chorego biskupa.

Konklawe (z łac. cum clave - pod kluczem) rozpoczęło wspólne odśpiewanie hymnu Veni Creator Spiritus. W Kaplicy Sykstyńskiej kard. Karol Wojtyła zasiadł za plecami kard. Franza Koeniga z Wiednia, w drugim rzędzie, w pobliżu ołtarza po lewej stronie. Kardynał Koenig, nieformalny przywódca grupy niemieckojęzycznej, stał się największym orędownikiem Wojtyły podczas obrad.
 

 

fot. Ryszard Rzepecki (zdjęcie pochodzi z "Papieskiej Kolekcji" wyd. WKM "Gośc Niedzielny"

Inauguracja pontyfikatu 22 października 1978 roku zgromadziła biskupów z całego świata oraz delegacje wielu państw. Z Polski przybyli przewodniczący Rady Państwa Henryk Jabłoński oraz szef urzędu do spraw wyznań Kazimierz Kąkol. Liturgię rozpoczął hołd kardynałów wobec nowego Papieża. Podczas homilii nowy Papież wypowiedział słowa, które stały się drogowskazem jego pontyfikatu: „Otwórzcie granice! Nie bójcie się! Chrystus wie, co nosi w swoim wnętrzu człowiek”.

Na zawołanie Biskup Rzymu wybrał sobie słowa Totus Tuus (Cały Twój), którymi powierzał się w synowską opiekę Matce Bożej. Po Eucharystii Papież ruszył w kierunku wiernych, zgromadzonych na Placu św. Piotra. Ochrona wpadła w konsternację. Odtąd musieli się przyzwyczaić do nietypowych i zaskakujących gestów Jana Pawła II. Jak wszyscy.

 

Pod koniec pierwszego dnia żaden z kandydatów nie zbliżył się do wymaganej liczby dwóch trzecich głosów plus jeden. W gronie stu jedenastu kardynałów oznaczało to konieczność uzyskania co najmniej siedemdziesięciu pięciu głosów. Po czterokrotnym głosowaniu wydawało się, że liczą się dwaj faworyzowani już przed konklawe: kard. Giueseppe Siri z Genui oraz Giovanni Benelli z Florencji.

Pierwszy zdobył już poważne poparcie podczas wyboru kard. Albino Lucianiego z Wenecji, który przybrał potem imię Jan Paweł I. Przed rozpoczęciem konklawe ponownie na dziennikarskiej „giełdzie wyborczej” kard. Siriemu dawano spore szanse. W kręgach niemieckojęzycznych lansowano natomiast ideę papieża nie-Włocha. Prasa wymieniała m.in. Eduarda Pironia z Argentyny, Johannesa Willebrandsa z Holandii i Karola Wojtyłę. To było wszakże zanim kardynałowie przystąpili do obrad pod kluczem. Po każdym z czterech pierwszych głosowań z komina w narożniku kaplicy buchał czarny dym.

- Pierwszego dnia, w niedzielę, po czterech turach głosowania kardynałowie byli trochę zdezorientowani - wspominał kard. Enrique y Tarancón z Madrytu. - Ale w poniedziałek rano czuliśmy, że będzie to Karol Wojtyła. Już pierwszego dnia nie ulegało wątpliwości, że to nie może być Włoch i że musimy szukać nowych dróg; drugiego dnia stało się jasne, dokąd zmierzamy.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama