Papież przywiezie błogosławieństwo

Luanda była głównym światowym portem załadunku niewolników. Obecnie jest trzecim miastem świata pod względem przestępczości, a zarazem stolicą kontrastów i niemożliwego do okiełznania chaosu.

Reklama

W sześciomilionowej metropolii mieszkają milionerzy i nędzarze, kwitnie prostytucja, narkomania i przemoc. Jak grzyby po deszczu pojawiają się kolejne sekty. Te problemy czekają na rozwiązanie. Chrześcijanie liczą, że drogowskazem, w którą stronę iść będzie spotkanie z Benedyktem XVI. Przybędzie on do Luandy 20 marca. Angolijczycy cieszą się na tę wizytę, choć nie ukrywają swego rozczarowania tym, że Papież swą pielgrzymkę ograniczy tylko do stolicy Angoli.

Ludzie na sprzedaż
„Trzymaj torebkę przy sobie, zamknij drzwi i okna” – pierwszą lekcję angolijskiej rzeczywistości dostaję zaraz po przylocie. Pokonanie Luandy samochodem wymaga cierpliwości. Kilkukilometrowe korki, kierowcy jeżdżący jak się im podoba, a na poboczach bandy młodocianych złodziejaszków czyhających tylko na moment nieuwagi. Ponad 40 lat wojny najpierw o niepodległość, a potem domowej zrobiły swoje. Zniszczyły nie tylko infrastrukturę, ale człowieka. Na jednym ze skrzyżowań zatrzymuje nas policjant. Granatowy mundur, na ramieniu karabin. Bez żenady domaga się pieniędzy. Gdy próbujemy się sprzeciwić mówi: lepiej tak, przynajmniej nie będę musiał kraść. Argument, że jego zadaniem jest pilnowanie porządku i ochrona mieszkańców puszcza mimo uszu. Trzeba zapłacić.

Angola stała się kolonią portugalską w 1482 r. i była nią dokładnie 493 lata. Był to czas nieustannych wojen i wzmagającego się z roku na rok handlu niewolnikami. Dziesięć lat po tym jak portugalski kapitan Diego Caõ dopłynął do ujścia rzeki Kongo, Krzysztof Kolumb odkrył Amerykę. Nie pozostało to obojętne dla losów obecnej Angoli. W Ameryce masowo powstawały plantacje trzciny cukrowej i bawełny, rodziło to zapotrzebowania na tanią siłę roboczą. Tak zaczyna się rozwijać handel niewolnikami, których głównym dostawcą staje się Angola. Jeszcze w XIX w. zyski czerpane z tego procederu stanowiły 90 proc. wartości eksportu. Wielu mieszkańców Brazylii, Dominikany i Kuby to potomkowie angolijskich niewolników. Handel nimi był głównym motywem ekspansji Portugalczyków. Kolonizacja różniła się jednak zasadniczo od tej w innych krajach Afryki. Portugalczycy, którzy przyjeżdżali do Angoli zamierzali się tu osiedlić na stałe, wielu z nich zawierało małżeństwa mieszane, pozwalało też np. miejscowej ludności uczęszczać do szkół. Podział na panów i niewolników był mniej odczuwalny. Jednocześnie kroniki opowiadają, że wysyłano tu najgorszy element, przestępców i ludzi nie radzących sobie w życiu. W Lizbonie nazywano oficjalnie Angolę „pais dos degredados” – krajem ludzi skończonych. Stopniowo stała się jednym z najbardziej zacofanych krajów Afryki. Ocenia się, że w ciągu trzech wieków przewinęło się tu przez ręce handlarzy trzy razy więcej ludności niż obecnie liczy Angola.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama