Audiencja ogólna: Św. Jan Klimak i drabina życia ludzkiego

Po dwudziestu katechezach na temat św. Pawła Benedykt XVI powrócił do przedstawiania wielkich autorów życia duchowego pierwszego tysiąclecia zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie. 11 lutego 8 tysiącom wiernych zgromadzonym w Auli Pawła VI papież przybliżył postać św. Jana Klimaka, żyjącego na przełomie VI i VII wieku (zmarłego ok. roku 650).

Reklama

Przedstawiamy polski tekst katechezy Ojca Świętego:

Drodzy bracia i siostry,

Po dwudziestu katechezach poświęconych Pawłowi Apostołowi chciałbym powrócić dziś do przedstawiania wielkich pisarzy Kościoła Wschodu i Zachodu okresu średniowiecznego. I proponuję postać Jana zwanego Klimakiem – jest to łacińska transliteracja greckiego terminu klímakos, oznaczającego drabinę (klímax). Chodzi o tytuł jego głównego dzieła, w którym opisuje on drabinę życia ludzkiego do Boga. Urodził się on około 575 r. Żył więc w latach, w których Bizancjum – stolica Wschodniego Cesarstwa Rzymskiego, przeżywało największy kryzys w swej historii. Nagle zmienił się geograficzny obraz imperium i nawałnica najazdów barbarzyńskich sprawiła, że załamały się wszystkie jego struktury. Pozostała tylko struktura Kościoła, który w tamtych trudnych czasach nadal rozwijał swą działalność misyjną, humanitarną i społeczno-kulturalną, zwłaszcza za pośrednictwem sieci klasztorów, w których działały wielkie osobowości religijne, jak właśnie Jan Klimak.

Wśród gór Synaju, gdzie Mojżesz spotkał Boga i Eliasz usłyszał Jego głos, Jan żył i opowiadał o swych doświadczeniach duchowych. Wiadomości o nim zachowały się w krótkim Żywocie (PG 88, 596-608), spisanym przez mnicha Daniela z Raithu: w wieku siedemnastu lat Jan, zostawszy mnichem na górze Synaj, stał się tam uczniem opata Martyriusza – „starca”, czyli „mędrca”. Mając ok. dwudziestu lat wybrał życie pustelnicze w jaskini u stóp góry, w miejscowości Tola, osiem kilometrów od dzisiejszego klasztoru św. Katarzyny. Samotność nie przeszkodziła mu jednak spotykać osoby pragnące mieć kierownika duchowego, jak również odwiedzać niektóre klasztory koło Aleksandrii. Jego ćwiczenia pustelnicze bowiem, dalekie od uważania ich za ucieczkę od świata i od rzeczywistości ludzkiej, ogniskowały się w płomiennej miłości do innych (Żywot 5) i do Boga (Żywot 7). Po czterdziestu latach życia pustelniczego, spędzonego na miłowaniu Boga i bliźniego, gdy płakał, modlił się, walczył z demonami, został mianowany ihumenem wielkiego monasteru na górze Synaj, tym samym wrócił do życia cenobitycznego, w klasztorze. Ale na kilka lat przed śmiercią, tęskniąc za życiem pustelniczym, przekazał bratu, mnichowi w tym samym monasterze, kierowanie wspólnotą. Zmarł po roku 650. Życie Jana przebiega między dwiema górami – Synajem a Taborem i zaiste można powiedzieć, że promieniuje z niego światło, jakie widział Mojżesz na Synaju i podziwiali trzej apostołowie na Taborze!

Stał się sławny, jak już powiedziałem, za sprawą dzieła „Drabina” (klímax), znanego na Zachodzie jako „Drabina raju” (PG 88, 632-1164). Powstała w odpowiedzi na nalegania sąsiedniego ihumena z klasztoru w Raithu koło Synaju „Drabina” jest pełną rozprawą o życiu duchowym, w której Jan opisuje drogę mnicha od wyrzeczenia się świata aż do doskonałości w miłości. Jest to droga, która – według tej księgi – rozwija się przez trzydzieści szczebli (stopni), z których każdy łączy się z następnym. Drogę można streścić w trzech kolejnych fazach: pierwsza wyraża się w zerwaniu ze światem w celu powrotu do stanu ewangelicznego dziecięctwa. Zasadnicze znaczenie ma więc nie samo zerwanie, ale więź z tym, o czym mówił Jezus, a zatem z powrotem do prawdziwego dzieciństwa w sensie duchowym, stanie się jakby dzieckiem. Jan komentuje to tak: „Dobrym fundamentem jest ten, który opiera się na trzech podstawach i trzech kolumnach: niewinności, poście i czystości. Niech wszyscy nowo narodzeni w Chrystusie (por. 1 Kor 3,1) rozpoczynają od tych rzeczy, biorąc przykład z tych, którzy się świeżo narodzili fizycznie” (1,20; 636). Dobrowolne oddzielenie się od drogich osób i miejsc pozwala duszy wejść w najgłębszą komunię z Bogiem. Wyrzeczenie to przechodzi w posłuszeństwo, które jest drogą do pokory przez upokorzenia – których nigdy nie zabraknie – ze strony braci. Jan komentuje: „Błogosławiony ten, kto uśmiercił własną wolę aż do końca i kto powierzył troskę o własną osobę swemu nauczycielowi w Panu: zasiądzie bowiem po prawicy Ukrzyżowanego!” (4, 37; 704).

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama