Czy Bóg wróci do konstytucji?

Angela Merkel chce odwołania do wartości chrześcijańskich w projekcie unijnej konstytucji. Obiecała papieżowi, że będzie o to zabiegać - podała Rzeczpospolita.

Reklama

- Chrześcijaństwo w decydujący sposób ukształtowało Europę - powiedziała kanclerz po audiencji u Benedykta XVI w jego letniej rezydencji w Castel Gandolfo. To nie tylko osobisty pogląd córki pastora i przywódczyni chrześcijańskich demokratów, ale przede wszystkim polityczna deklaracja szefowej rządu największego państwa Unii Europejskiej. - Potrzebujemy europejskiej tożsamości w formie traktatu konstytucyjnego i moim zdaniem powinien on być powiązany z chrześcijaństwem i Bogiem - oświadczyła niemiecka kanclerz. Właśnie Niemcy, które będą kierować Unią Europejską w pierwszej połowie 2007 roku, mają w czerwcu przedstawić propozycje wyjścia z kryzysu konstytucyjnego.

- Merkel zdaje sobie sprawę, że nie ma szans na umieszczenie wartości chrześcijańskich w konstytucji. Jej wypowiedzi są obliczone na poklask prawicowej niemieckiej prasy - mówi "Rz" brytyjski eurodeputowany Andrew Duff, jeden z autorów projektu konstytucji. Jeśli jednak niemiecka kanclerz traktuje sprawę poważnie i zamierza o niej dyskutować z szefami rządów pozostałych państw UE, będzie miała trudne zadanie. Bóg już raz podzielił Europę. Jakakolwiek wzmianka o nim była kompletnie nie do przyjęcia dla podkreślającej swój laicki charakter Francji. Wiedział o tym ojciec konstytucji, były francuski prezydent Valery Giscard d'Estaing, prywatnie praktykujący katolik. - Francja już raz odrzuciła konstytucję bez Boga. Jak teraz miałaby ją przyjąć z wartościami chrześcijańskimi? - zastanawia się Sebastian Kurpas, ekspert brukselskiego Centrum Studiów nad Polityką Europejską.

Jego zdaniem gdyby propozycję powrotu do kontrowersyjnego zapisu o wartościach chrześcijańskich w europejskiej konstytucji złożył czeski prezydent Vaclav Klaus, który jest eurosceptykiem, byłoby wiadomo, że chodzi mu o zadanie śmiertelnego ciosu nowemu traktatowi. Spór o wartości chrześcijańskie byłby wygodnym pretekstem do rozpętania na nowo nierozwiązywalnego sporu.

Jednak z Angelą Merkel sprawa wygląda inaczej. Do tej pory niemiecka kanclerz uchodziła za zwolenniczkę nowego traktatu. Nie tylko dlatego, że Bundestag już ratyfikował dokument, ale też dla wzmocnienia pozycji swojego kraju w UE. Konstytucja zmienia bowiem zasady podejmowania decyzji i siłę kraju łączy bezpośrednio z liczbą jego ludności. A to daje Niemcom prymat we Wspólnocie.

Jeśli więc Angela Merkel publicznie mówi o potrzebie powrotu do kontrowersyjnej kwestii umieszczenia w traktacie wartości chrześcijańskich, to raczej nie po to, by konstytucję pogrzebać. - Sytuacja zmieniła się od czasu przygotowania projektu konstytucji - mówi Jacek Saryusz-Wolski, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego. Według niego to właśnie Francja traktuje Unię Europejską jako projekt nie tylko polityczny, ale też cywilizacyjny. W obliczu ostatnich konfliktów ze światem muzułmańskim powinna więc być za odwołaniem się do chrześcijańskich korzeni Europy.

Unijni przywódcy mają zdecydować o przyszłości konstytucji do 2009 roku. Najbardziej skrajnym wyjściem byłaby rezygnacja z nowego traktatu, co może jednak utrudnić proces podejmowania decyzji w powiększającej się Unii. Na drugim biegunie jest opcja - również mało realna - przyjęcia konstytucji w obecnym kształcie, odrzuconym w referendach we Francji i Holandii.

W tej sytuacji wyboru dokona się zapewne między dwiema opcjami pośrednimi. Nowy traktat zostanie ograniczony do określenia praktycznych zasad funkcjonowania UE, na przykład sposobu liczenia głosów, a zapisy o wartościach zostaną usunięte. Albo dojdzie do negocjacji dotyczących nowego tekstu konstytucji. Wtedy otwieramy na nowo wszystkie rozdziały sporne. W tym ten o chrześcijańskich wartościach - zdaje się sugerować Merkel.

«« | « | 1 | » | »»

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama