Porządki Benedykta XVI

Papież wprowadza dyscyplinę w sprawach liturgicznych - odnotowuje na łamach Rzeczpospolitej Ewa K. Czaczkowska.

Reklama

Najpierw były łagodne wskazania, których celem jest przywrócenie liturgii pięknej oprawy. Benedykt XVI zwracał już uwagę na rolę muzyki sakralnej, śpiewów gregoriańskich, potrzebę odrodzenia w Kościele łaciny. Teraz okazuje się, że porządki idą dalej. Twórcy jednego z popularnych tzw. nowych ruchów w Kościele - Drogi Neokatechumenalnej - zostali zobowiązani przez Watykan do zmian w sprawowanej liturgii.

Faktem jest, że neokatechumenat w swoich obrzędach dość daleko odszedł od kanonu zawartego w księgach liturgicznych. Chodzi m.in. o sposób przyjmowania eucharystii (czynią to, siedząc za stołem przykrytym obrusem), o dialogowane homilie i wygłaszanie przez uczestników tzw. świadectw. Członkowie Drogi zostali zobowiązani przez Watykan do przestrzegania w celebracji ksiąg liturgicznych oraz przynajmniej raz w miesiącu uczestniczenia we mszy parafialnej. To ostatnie zalecenie wynika z tego, że wspólnoty ruchu często żyją na obrzeżach parafii.

Neokatechumenat, który narodził się w czasach Soboru Watykańskiego II, jest obecny od lat 70. także w Polsce, gdzie liczy kilkadziesiąt tysięcy członków. Na 20 tysięcy młodych Polaków na Światowych Dniach Młodzieży w Kolonii jedną czwartą stanowili właśnie młodzi z neokatechumenatu.

Ruch jest drogą ponownego odkrywania wiary i poznawania jej przez tych, którzy nigdy jej nie znali. Przeszli ją znani polscy muzycy, jak Litza, Darek Malejonek, Tomek Budzyński. Związani z neokatechumenatem są m.in. naczelny "Ozonu" Grzegorz Górny i prof. Jan Grosfeld.

Decyzje Benedykta XVI nie dziwią nikogo, kto zna jego zainteresowania z okresu przedpapieskiego. Przez wiele lat zajmowała go "reforma reformy" liturgii, czyli zmiany w jej posoborowym kształcie. Nie chodzi o powrót do liturgii sprzed Vaticanum II, ale jej pogłębienie i oczyszczenie z "nowinek", które mogą zmieniać jej sens. Dlatego to prawdopodobnie nie koniec liturgicznych porządków papieża. Odbierane jako ukłon w stronę tradycjonalistów, na pewno nie wszystkim w Kościele będzie się podobać.

Komentarze

Artykuł w Rzeczpospospolitej "Porządki Benedykta XVI " jest obrzydliwy i kłamliwy. Tylko dwie sprawy -kto widział ,że komunia św. jest przyjmowana za stołem przykrytym obrusem ( ten Stół - ołtarz trzeba zobaczyć )nie widziałem piękniejszych -nie jest to zwykły stół i zwykły obrus, po 2 wymienione osoby nie przeszły tej DROGI tylko na niej są - droga dojrzewania do wiary jest długa ,sam jestem już 18 lat.
A tak naprawdę ja bym tego artykułu bez komentarza z Waszej strony na stronę WIARA nie dawał.
Myślę ,że jest ktoś w Waszj redakcji .kto ma jakies rozeznanie na temat DROGI. Nie ? to zasięgnijcie "języka"u kogoś kompetentnego -Seminarium Redemptoris Mater na miejscu ,w Warszawie.
Zobaczcie na owoce jakie przynosi Droga ,a sprawy liturgiczne w jednym mieście są różnice w sprawowaniuliturgii a co dopiero w Polsce( znacie artykuł ks. Janika "O nadużyciach liturgicznych" w czytelnina której stronie katolickiej to czytałem (chyba w diecezji sandomierskiej ) , zresztą temet rzeka.

Niemniej jednak artykuł jest niesprawiedliwy i kłamliwy .

Piotr Błaszkiewicz

Komentujący artykuł p. Ewy Czaczkowskiej p. Piotr Błaszkiewicz wskazał na dwa błędy - w tym jeden, który rzeczywiście jest dość istotny. Chodzi o sformuowanie: "Chodzi m.in. o sposób przyjmowania Eucharystii (czynią to, siedząc za stołem przykrytym obrusem)". Jest to zapewne informacja wzięta z dokumentu, ale z niewielką zmianą - powinno być: "siedząc, ze stołem przykrytym obrusem" (w domyśle - który zastępuje ołtarz). Nikt nie siedzi "za stołem", tylko wokół stołu-ołtarza, w pewnej odległości.

Niemniej nie robiłabym afery z czegoś, co może być zwykłym błędem lub wręcz niepotrzebną poprawką korektorską (zwrot "siedząc za stołem" jest powszechny w języku polskim). Błędy - choć nie powinny, zapewne - zdarzają się każdemu z nas...

Prawdą jest, że wydano dokument korygujący pewne stosowane w neokatechumenacie zasady. Prawdą jest również, że Droga ma na zmianę dwa lata. Tak długi okres na zmiany - przynajmniej dla mnie - wskazuje, iż nie chodzi o praktykę pozbawioną szacunku dla Najświętszego Sakramentu (trudno zakładać, że ktokolwiek wyraziłby zgodę na kontynuowanie praktyki oznaczającej taki brak szacunku przez aż dwa lata, a pośrednio taką zgodę ten dokument zawiera).

Nie ma to nic wspólnego z owocami Drogi neokatechumenalnej(o których autorka artykułu wprost nie powiedziała ani słowa). Jak wielkie by nie były - nie zmieniają ani treści listu, ani stanowiska Kościoła w kwestiach w nim wymienionych...

W istocie - odbieram tę notkę jako informacyjną i wyważoną, zwłaszcza w porównaniu z innymi na ten temat.

Joanna Kociszewska

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama