Abp Hoser o adhortacji: To impuls wzmacniający rodzinę

Adhortacja "Amoris laetitia" papieża Franciszka będzie pozytywnym impulsem dla rodzin, ogromnym wzmocnieniem rodziny - mówi w rozmowie z KAI abp Henryk Hoser. Bp warszawsko-praski podkreśla w niej, że dokument posynodalny potwierdza dotychczasowe nauczanie Kościoła, dotyczące małżeństwa i rodziny, dostrzega trudne sytuacje wielu z nich, ale będzie pozytywnie wzmacniać te podstawową ludzką wspólnotę.

Adhortacja papieża Franciszka zatytułowana "Amoris Laetitia" zwraca uwagę na radość, płynącą z miłości małżeńskiej i rodzinnej jest dokumentem bardzo oczekiwanym. Pojawiały się głosy, że Ojciec Święty nie ma zamiaru publikowania adhortacji posynodalnej, krążyły informacje, że poprzestanie na zaakceptowaniu raportu końcowego obydwu synodów - nadzwyczajnego i zwyczajnego. Tymczasem ukazała się adhortacja, która jest bardzo pojemnym dokumentem i która przekracza ramy obydwu raportów posynodalnych. Jest to bardzo osobisty dokument Ojca Świętego, pisany w pierwszej osobie liczby pojedynczej i często odwołuje się do nauczania Kościoła, formułowanego przez poprzedników - "Humanae vitae" Pawła VI, adhortacji Jana Pawła II "Familiaris consortio", ale też nauczania św. Tomasza z Akwinu. Jest to więc bardzo całościowe, syntetyczne spojrzenie na dotychczasowe, niezmienne nauczanie Kościoła i Ojciec Święty podkreśla, że jest ono niezmienne. Nie może bowiem zmieniać tego nauczania, ponieważ jest ono elementem magisterium Kościoła.

Adhortacja papieża Franciszka jest dokumentem znacznie rozszerzonym jeśli porówna się go z konkluzjami obu synodów o rodzinie, ma dziewięć rozdziałów, ukazujących z jednej strony małżeństwo i rodzinę w świetle Słowa Bożego i zamyśle Jezusa Chrystusa jako sakramentu. Jest też bardzo szeroko omówiona sytuacja rodziny w świecie współczesnym, wszystkie wyzwania, które stoją przed nią stoją. Wszystkie te rozdziały zmierzają do wskazania zastosowań duszpasterskich.

Pierwszym słowem, które się wybija w tym dokumencie, to słowo 'towarzyszyć'. Kościół ma towarzyszyć ludziom we wszystkich sytuacjach życiowych, mając na uwadze dobro każdej osoby, która bierze udział w życiu małżeńskim, rodzinnym, a także będąca w trudnych sytuacjach rozpadu małżeństwa czy rodziny. We wszystkich tych wydarzeniach Kościół ma być obecny, szukać ludzi i wspierać ich, szukać rozwiązań pozytywnych, dobrych perspektyw życiowych. Dostrzegamy tu również tendencję przeniesienia odpowiedzialności z Kościoła powszechnego na Kościoły lokalne i osobę biskupa diecezjalnego. Uwzględniając nauczanie Kościoła powinien odczytać sytuację życiową każdej osoby, każdej rodziny i zastosować rozwiązania, które są do dyspozycji, m.in. "Mitis iudex Dominus Iesus", czyli dokumencie, upraszczającym procedurę orzekania nieważności małżeństwa - aby trwała krócej a jej przebieg był ograniczony do Kościoła lokalnego, co niewątpliwie ułatwi życie tym, którzy zwracają się do trybunałów kościelnych.

Ten dokument stanowi ogromne wyzwanie, trzeba go dobrze poznać, przekazać wiernym i zbudować duszpasterstwo rodzin w oparciu o ten dokument po to, żeby księża, Kościół lokalny, parafialny, mogli towarzyszyć we wszystkich ich sytuacjach - nie tylko sytuacji aktualnej, ale też konieczności ich dobrego przygotowania do zawarcia związku małżeńskiego. I tu dokument odwołuje się do nauczania Jana Pawła II, który ustanowił te wielkie etapy przygotowania do życia małżeńskiego, które są nadal aktualne, a nie są aplikowane. Mamy więc dobre pomoce, dzięki którym Kościół jest zdolny do realizowania swojego zadania - ewangelizacji małżeństwa i rodziny.

Środowiska, które spodziewały się zmian, dotyczących Komunii św. dla rozwodników czy stanowiska wobec stosowania antykoncepcji, mogą poczuć się zawiedzione. Ojciec Święty podkreśla, że nauka Kościoła jest integralna i nie należy niczego zmieniać. Kościół nie ma zresztą władzy zmieniania nauki o sakramentach, które nie są własnością Kościoła, a Pana Boga, Kościół jest jedynie strażnikiem depozytu, skarbów, które zostały mu powierzone i dzieli się nimi w granicach, w których jest to możliwe. Próby sprowadzenia związków homoseksualnych do rangi małżeństwa też spełzły na niczym, w tym dokumencie zostały oddalone.

W adhortacji czytamy też o rozeznaniu duszpasterskim, dotyczącym „pomocy sakramentów” w przypadkach i sytuacjach nieregularnych. Ale nie daje to możliwości stosowania zasady ogólnej, rozeznanie jest duszpasterskie - osoby rozwiedzione pod pewnymi warunkami mogą przystępować do Komunii św., te, które nie współżyją cieleśnie. To jest zapisane w adhortacji Jana Pawła II i dokument Franciszka idzie po tej linii, bo nie można zmieniać dyscypliny sakramentów. Ta dyscyplina wynika z natury sakramentu, a nie z sytuacji kontekstualnej, kulturowej czy socjologicznej. Trzeba podkreślić, że nie ma tu dużego pola manewru, a że są nadużycia, doskonale wiemy. W wielu krajach wierni od lat się nie spowiadają, a przystępują do Komunii św.

Adhortacja "Amoris laetitia" będzie pozytywnym impulsem dla rodzin, ogromnym wzmocnieniem rodziny. Kościół robi wszystko żeby rodzinie przeżywającej kryzys pomóc, ale przede wszystkim należy umacniać te rodziny, które dobrze funkcjonują, my nie możemy zajmować się tylko szczególnymi, wyjątkowymi, przypadkami. Owszem, Ojciec Święty mówi, że Kościół ma być lazaretem, szpitalem polowym, ale nie tylko, bo gdyby był tylko pogotowiem ratunkowym, to ci, którzy się dobrze mają, mieliby deficyt opieki życia koniecznej w ich normalnym, trudnym w dzisiejszych czasach wyzwaniach - wierności małżeńskiej, wierności w rodzinie i wychowywania dzieci do wiary, która jest wiarą Kościoła katolickiego.

«« | « | 1 | » | »»
  • rst
    08.04.2016 20:17
    Nie, proszę Księdza arcybiskupa, adhortacja to krok w stronę dowartościowania w samym Kościele drugich związków po rozwodzie. W rezultacie za parę lat mało który związek będzie małżeństwem sakramentalnym.
  • j. s.
    09.04.2016 01:04
    Gdyby wszyscy biskupi tak interpretowali ten dokument, byłoby w porządku. Obawiam się jednak, że tego typu interpretacje będą w mniejszości, a sam tekst jest mętny, przegadany, w wielu miejscach sprzeczny, a co najmniej wieloznaczny. Już słyszę wszystkich tych niemieckich kardynałów, którzy będą uważać, że zrobiliśmy wielki krok do przodu i że ich postulaty doczekały się przyjęcia. I słusznie, bo z tego tekstu każdy wyczyta sobie to, co chce.
  • sceptyk
    09.04.2016 10:32
    Niestety, muszę zgodzić się z powyższymi komentarzami. Każdy może wyczytać w dokumencie to co mu pasuje ... Wielu biskupów i to nie tylko niemieckich, ale i amerykańskich czy kanadyjskich wyczyta tam sobie potwierdzenie dla ich pokrętnej idei "forum internum", "stopniowego dorastania", "duszpasterskiego miłosierdzia" itp. pokrętnych pomysłów .... Dokumenty Magisterium muszą być PRECYZYJNE. Inaczej są pożywką dla laksyzmu i fałszywie rozumianego miłosierdzia. :-(
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja