Milowy krok

Franciszek w Santa Cruz pytał: co mogę zrobić? - Dużo!

Reklama

Franciszek już w Paragwaju. Choć na lotnisku padał deszcz można pisać o słonecznej aurze powitania. Dziecięcy chór, wspomnienie pielgrzymki świętego Jana Pawła II sprzed dwudziestu siedmiu lat, tańce i muzyka Ennio Morricone. My jednak z tej sielankowej (dziś, bo jutro papież znów zmierzy się z ludzkim nieszczęściem i biedą) atmosfery wracamy do Boliwii.

Trudno  jednym komentarzem podsumować wizytę tak bogatą w treść. Każde spotkanie miało swoje punkty ciężkości. Zewnętrzni obserwatorzy pisali, że czuli się momentami powaleni na kolanach w różnych miejscach. Jedni podczas homilii, wygłoszonej podczas Kongresu Eucharystycznego, inni wsłuchując się w wyznanie grzesznika, który został uzdrowiony dzięki miłosiernej miłości. Tu będziemy chcieli zatrzymać się w miejscu, o którym pisałem w czwartkowym komentarzu przewidując, że będzie to newralgiczny punkt pielgrzymki do Boliwii.

Tytuły, jakie pojawiły się w prasie światowej, potwierdziły moją intuicję. Zresztą już w trakcie przemówienia, wygłaszanego podczas Światowego Kongresu Ruchów Ludowych napisałem na Twitterze: „to przemówienie jest milowym krokiem katolickiej nauki społecznej”. Moje przeczucia zostały potwierdzone tekstem w dzisiejszym internetowym wydaniu L’Osservatore Romano tekstem pod znamiennym tytułem „Niejako mała encyklika”.

Jednak zatrzymuję się tym wystąpieniem nie ze względu na emocje, jakie towarzyszyły mi, gdy słuchałem Franciszka. Do zatrzymania się nad przesłaniem z Expo Feria w Santa Cruz de la Sierra już na samym początku przemówienia zachęcił Franciszek. „Zachęcam wszystkich biskupów, kapłanów i osoby świeckie, w tym organizacje społeczne na peryferiach miast i na wsi do pogłębienia tego spotkania.”

Mówienie o peryferiach w kontekście przemówienia może być mylące. Jak zauważył kard. Turkson w wywiadzie dla Radia Watykańskiego problem dotyka około trzech miliardów ludzi na świecie. Zatem peryferie nie są wycinkiem, miejscem trudno dostrzegalnym na mapie. Peryferie to już niemalże połowa ludzkości i spora część „malejącej mniejszości, która sądzi, że korzysta z tego systemu” a doświadcza niezadowolenia i smutku, oczekując „zmian, które uwolniłyby ich od tego indywidualistycznego smutku, który zniewala.”

Przemówienie Franciszka koncentruje się na trzech punktach: potrzebujemy i pragniemy zmiany, jakiej zmiany chcemy i potrzebujemy, zadania wymagające zdecydowanego wsparcia ruchów ludowych.

Potrzeba i pragnienie zmiany wynika – zdaniem Franciszka – z uznania, że jakiś system, który stał się światowy „narzucił logikę zysku za wszelką cenę, nie myśląc o wykluczeniu społecznym lub zniszczeniu natury”. Stąd „globalizacja nadziei, rodząca się w narodach i narastająca wśród ubogich musi zastąpić ową globalizację wykluczenia i obojętności.” Pytanie zasadnicze brzmi: co mogę zrobić?

Wychodząc z założenia, że można zrobić nie tylko coś, ale dużo papież część swojego przesłania kieruje nie tylko do rządów i polityków (wychodząc ze słusznego założenia, że „współzależność globalna wymaga globalnej odpowiedzi na problemy lokalne”), ale przede wszystkim do słuchaczy, członków ruchów ludowych, właśnie owych wykluczonych, zbieraczy kartonów, odpadów, sprzątaczek…, z trudem zarabiających na jedzenie. Im mówi z mocą i przekonaniem: dużo!

I właśnie to „dużo”, czyli nie tylko protestować, ale tworzyć; troszcząc się i pogłębiając jedność wobec wszelkich prób podziałów; tworząc przestrzeń, gdzie ludzie będą mówić TAK spotkaniu między narodami i kulturami – jest przesłaniem nie tylko dla boliwijskich słuchaczy, ale zadaniem dla Kościoła. Bo wypływa z przykazania miłości, z założenia, że „nie kochamy koncepcji ani idei: miłuje się osoby”.

Na czym polega nowość przesłania Franciszka? Przede wszystkim umieszcza katolicka naukę społeczną w zupełnie innym niż do tej pory kontekście. Pozostając wierny obecnej w tejże nauce od Rerum novarum zasadzie solidarności i pomocniczości wpisuje ją w zupełnie odmienny kontekst polityczny i gospodarczy epoki, w której „nowy kolonializm przybiera rozmaite fasady”, proponując rozwiązania adekwatne do zupełnie innej aniżeli czasy Leona XIII rzeczywistości. Właśnie te proponowane, choć nie jedyne (bo papież nie ma monopolu – jak sam wyznał) rozwiązania, powinny stać się przedmiotem refleksji nie tylko boliwijskich słuchaczy, ale całego Kościoła.

Myśląc o nich przypomniała mi się historia jednej z parafii dawnej włocławskiej, a obecnie kaliskiej diecezji. Lisków. Na początku XX wieku jedna z najuboższych parafii z okolic Kalisza. Tam 5 stycznia 1900 roku trafił ksiądz Wacław Bliziński, działacz społeczny i ludowy, spółdzielca, twórca instytucji kulturalnych i oświatowych. Po latach parafia i wieś zmieniły swoje oblicze, co docenił swoja wizytą w 1937 roku prezydent Ignacy Mościcki. To jeden z przykładów zaangażowania Kościoła w środowiskach dotkniętych biedą i wykluczeniem. Przykład potwierdzający tezę papieża Franciszka, wyrażoną jednym słowem: można. Bo „powszechne przeznaczenie dóbr nie jest ozdobnikiem katolickiej nauki społecznej” a „przyszłość ludzkości jest nie tylko w rękach wielkich przywódców, wielkich mocarstw i elit; jest ona przede wszystkim w rękach ludów, w ich zdolności do organizowania się, a także w ich rękach, które nawadniają pokorą i pewnością ten proces zmian”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama