Papież zlekceważony


Niesłusznie zapomniany papież Benedykt XV odegrał ważną rolę w czasie I wojny światowej. Przedstawił realistyczny plan jej zakończenia, zorganizował pomoc humanitarną dla jeńców i ludności cywilnej oraz próbował zapobiec zagładzie Ormian. To jedna z najważniejszych, choć tragicznie samotnych i zlekceważonych postaci tamtej epoki.


Reklama

Watykan, 31 sierpnia 1914 roku. Kardynałowie zbierają się, aby wybrać następcę Piusa X, który zmarł, dręcząc się, że nie zdołał zapobiec katastrofie. W trudnej sytuacji międzynarodowej naturalnym kandydatem na kolejnego następcę św. Piotra była osoba posiadająca doświadczenie dyplomatyczne. Faworytem okazał się pochodzący z arystokratycznej rodziny kard. Giacomo della Chiesa, pracujący w Sekretariacie Stanu. Kiedy 3 września 1914 roku nad Kaplicą Sykstyńską unosił się biały dym, zwiastujący Kościołowi i światu wybór nowego papieża, który przyjął imię Benedykta XV, Europa stała już w ogniu. Wiedziano już, że nie będzie to „wojna błyskawiczna”, a żołnierze nie wrócą przed zimą do domów. 


Masońska opozycja 


Niewielkiego wzrostu papież, którego nazywano „maluchem”, przywrócenie pokoju uznał za najważniejszy cel swojego pontyfikatu. Sytuację Benedykta XV komplikowała nie tylko wojna, ale także uwarunkowania włoskie. Od 1870 r., kiedy wojska Królestwa Włoch zajęły papieski Rzym, status papiestwa nie był uregulowany. Państwo włoskie dawało papieżowi jedynie jednostronne gwarancje, ale nie uznawało Watykanu jako niezależnego i suwerennego państwa. Benedykt XV oceniał to jako „anormalny stan”, który szkodzi głowie Kościoła i jest źródłem dyskryminacji katolików na świecie. W praktyce Watykan w zewnętrznych poczynaniach był skazany na decyzje państwa włoskiego. Skutkowało to m.in. tym, że sfera publicznych działań Stolicy Apostolskiej była kontrolowana przez władze włoskie, które np. cenzurowały watykańską łączność oraz czasopisma kolportowane we Włoszech. Dla papieża szczególnie ważną sprawą było zachowanie neutralności Włoch, które w sierpniu 1914 roku nie przystąpiły jeszcze do wojny. Formalnie były sojusznikiem Austro-Węgier oraz Niemiec (Trójprzymierze), ale miały konflikty terytorialne z Wiedniem. Domagały się zwrotu Trydentu, Triestu i Dalmacji, co miało zakończyć jednoczenie ziem włoskich pod berłem dynastii sabaudzkiej. Dla kształtu włoskiej polityki wielkie znaczenie miał także fakt wielkich wpływów masonerii na elity polityczne, finansowe oraz intelektualne Włoch. Politycy w Rzymie obawiali się, że aktywność Stolicy Apostolskiej na arenie międzynarodowej spowoduje konieczność podjęcia później rokowań o statusie Watykanu. Antykatolickie fobie były tak silne, że negocjując swój udział w wojnie po stronie Ententy (Trójporozumienia – Anglia, Francja, Rosja) rząd włoski zażądał gwarancji, że Stolica Apostolska oraz przedstawiciele papieża nie będą dopuszczeni do przyszłej konferencji pokojowej. Stosowny zapis znalazł się w podpisanym w kwietniu 1915 roku traktacie londyńskim, co oczywiście radykalnie zawężało możliwości papieskiej dyplomacji. Gdy jesienią 1917 r. pod Caporetto alpejski front w ciągu 4 dni rozpruł się jak dziurawy worek, a do niewoli dostało się ponad ćwierć miliona żołnierzy, włoskie media odpowiedzialnością za klęskę próbowały obarczyć Benedykta XV. Twierdzono, że papieskie inicjatywy pokojowe zdemoralizowały żołnierzy, którzy masowo uciekali bądź poddawali się do niewoli. W październiku 1917 roku z inicjatywy włoskich masonów odbył się wielki wiec na placu św. Piotra. Pomimo wojny przyjechali na niego wolnomularze z całej Europy, aby pod flagami Lucyfera protestować przeciwko Benedyktowi XV. 


Pokojowe inicjatywy


Już na początku pontyfikatu, 8 września 1914 roku, Benedykt XV w liście apostolskim „Ubi primum” apelował o zakończenie wojny i natychmiastowe złożenie broni. Przestrzegał, że dalsza wojna będzie katastrofą dla wszystkich. W tym czasie w Europie panowała jeszcze euforia. Tłumy ochotników zgłaszały się na front, sztabowcy liczyli na szybki sukces, a politycy na zdobycze i umocnienie własnych wpływów. Benedykt XV dostrzega w wojnie więcej aniżeli tylko polityczny konflikt. W encyklice „Ad bea-
tissimi Apostolorum principis”, opublikowanej 1 listopada 1914 roku, zwraca uwagę, że wojna jest efektem postępującej barbaryzacji kultury oraz dominacji w myśleniu darwinowskiej koncepcji, że silniejszy może więcej, gdyż taka jest natura ludzka. Papież przedstawia się jako pasterz wszystkich ludów, bez różnicy narodowościowej, i próbuje na gruncie przestrzegania podstawowych zasad chrześcijańskich namówić polityków do przerwania wojny. Później wzywa do zaprzestania walk, przynajmniej w okresie świąt Bożego Narodzenia. Jednak poza kilkoma przypadkami, gdy żołnierze obu stron wychodzą z okopów, apel nie odnosi skutków. Podobnie zlekceważony został jego apel o świąteczny rozejm w 1917 roku. Przez cały czas zachęca wiernych do wielkiej modlitwy o zakończenie wojny. Do Litanii Loretańskiej w 1917 r. dodaje wezwanie: „Królowo pokoju, módl się za nami”. 


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

  • Camil
    16.12.2014 13:28
    Wielka szkoda, że nie potraktowano propozycji papieskiej z należytą powagą. Jak słusznie zauważył Autor, być może wówczas udałoby się uniknąć ludobójstw II wojny światowej. Rozstrzygnięcia militarnego w 1914 r. oczekiwały właściwie wszystkie strony późniejszego konfliktu i obarczanie winą wyłącznie Niemiec to jedynie nadużycie uprzywilejowanej pozycji zwycięzców. Największym błędem było jednak niedocenienie narodowej dumy niemieckiej, i nie tylko niemieckiej, gdyż żaden szanujący się naród nie pogodziłby się z koniecznością spłaty reparacji wojennych, która miała dobiec końca dopiero w roku 1988. I zdaje się, że Benedykt XV przewidział możliwy scenariusz zdarzeń, skoro postulował wzajemne odstąpienie od wszelkich roszczeń finansowych.
  • hub381
    16.12.2014 13:49
    To chwalmy,że mamy mądrego Franciszka,który w ostatniej chwili zakazał niektórym biskupom w kraju dołączenia się do"hućpy politycznej"jednej partii !
  • zdziwiony
    16.12.2014 17:04
    Bravo, bravo!!!a czy współczesna MASONERIA nie zachowuje się podobnie? A kto to zmienił zasady i treść jednego z wielu punktów PRAWA KANONICZNEGO, obecnie przynależność do masonerii nie podlega KARZE KOŚCIELNEJ.
  • gut
    16.12.2014 22:51
    W tego typu barrrdzo specyficznych sytuacjach ludzie Kościoła zawsze byli lekceważeni, praktycznie zawsze i to najbardziej przez >swoich.< :/
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama