Katolicki tygrys czeka na papieża

Otwarci na Boga i na religię. Zaangażowani we wspólnoty parafialne. Jednocześnie stale potrzebujący formacji i wiedzy religijnej. Świadomi dużej roli, jaką katolicyzm może odgrywać w życiu społecznym Koreańczyków. Do takiej wspólnoty przyjeżdża papież Franciszek.

Reklama

Kościół w Azji to w Polsce temat egzotyczny. Pielgrzymka ojca świętego do Korei Południowej to okazja do tego, żeby spojrzeć na ten temat przez pryzmat kraju, w którym katolicyzm rozwija się najszybciej. W tym celu odwiedziliśmy dwie kurie biskupie. Jedną w stolicy kraju Seulu, a drugą w znacznie mniejszym Chuncheon. Około połowy terytorium tej diecezji znajduje się w Korei Północnej.

W stolicy innej diecezji, Daejeon, odwiedziliśmy diecezjalne Centrum Młodzieżowe i wzięliśmy udział w spotkaniu grupy przygotowującej VI Azjatyckie Spotkanie Młodych. Chcieliśmy zobaczyć, czy widoczna jest atmosfera oczekiwania na papieża. Czego spodziewają się koreańscy katolicy po tej wizycie. I kim jest dla nich postać z odległego Rzymu, pochodząca z Ameryki Południowej?

Tętniąca katedra

Obok seulskiej kurii znajduje się katedra. Mimo że prowadzi do niej kilkadziesiąt schodów i że stoi ona na wzniesieniu, ginie w miejskiej architekturze. Otaczają ją wieżowce. W ponad 10-milionowej stolicy, w której najwyższy budynek wystrzela na 264 m, katedra pod względem wysokości nie mieści się nawet w pierwszej czterdziestce. O tym, że zbliżamy się do katedry, informuje nas widok coraz większej liczby sióstr zakonnych pojawiających się w tłumie przechodniów. W pewnym sensie ten obraz opisuje Kościół katolicki w tym kraju. Katolicy stanowią tutaj 10,4 proc. ludności, czyli jest to blisko 5,5 mln osób. Dominującą religią jest buddyzm (ponad 22 proc). Silne są wspólnoty protestanckie (prawie 18 proc.). Ale największa część, prawie połowa z ponad 50 mln, nie wyznaje żadnej religii.

W kurii rozmawiamy z ks. Matthiasem Hur Jung-Jup, koordynatorem przygotowań do papieskiej pielgrzymki. Po spotkaniu zostajemy na Mszę w katedrze, przy której istnieje jedna z 229 seulskich parafii. W sumie skupiają one prawie 1,5 mln katolików. Przed godz. 18 kościół coraz bardziej zapełnia się wiernymi. Gdy koreański ksiądz podchodzi do ołtarza, ponad trzy czwarte miejsc siedzących jest zajętych. Wszyscy mają śpiewniki i głośno śpiewają. Dorośli nie wstydzą się składać rąk niczym małe dzieci do pacierza.

Do katedry wracamy następnego dnia tuż po śniadaniu. Widok podobny. W bocznej kaplicy rozpoczyna się Eucharystia. Wszystkie miejsca zajęte. W osobnych pomieszczeniach spowiadają księża. Przed drzwiami kilkuosobowe kolejki. Katedra tętni życiem. Duchowni nie mogą przejść spokojnie nawet kilkudziesięciu metrów. Ludzie bez względu na wiek podchodzą do nich, zamieniają kilka słów. Proszą o poświęcenie dewocjonaliów albo o krótką modlitwę i błogosławieństwo. Sceny praktycznie niewidywane w Polsce.

 

Fizyk czeka na papieża

W czasie przerwy w pracy seulscy katolicy przychodzą i siadają na ławkach oraz na murkach wokół katedry. Niektórzy odmawiają Różaniec, inni rozmawiają. 32-letni doktorant nauk ścisłych Chin Hong-roc przyszedł pomodlić się i trochę odpocząć. Wybiera się na papieską Mszę w Seulu. Czego spodziewa się po tej wizycie? – Przede wszystkim tego, że Franciszek wyśle mocne sygnały do naszych rządzących. Podkreśli, że pojednanie w Korei i troska o jakość życia ludzi to ich główne zadania – odpowiada. Mówi, że w jego kraju ojciec święty jest postrzegany nie tylko jako głowa Kościoła, ale też jako przywódca Watykanu, który jego zdaniem ma duży wpływ na poszczególne społeczeństwa na świecie. – To sprawa ważna dla wszystkich Koreańczyków. Osobiście chcę też, żeby po spotkaniu z papieżem wzmocniła się moja wiara. Studiując nauki ścisłe, mam pewną trudność. Nie widzę Jezusa, ale czasami odczuwam Jego obecność. A na uczelni słyszę ciągle, że nie ma naukowych dowodów na istnienie Boga – opowiada.

Po Seulu oprowadza nas pochodząca z Tajwanu 24-letnia Stephenie Sun. Pracuje w kurii w departamencie public relations. Mówi, że papież Franciszek jest bardzo znany w Korei, dlatego Koreańczycy na niego czekają i cieszą się na jego przyjazd. Dla niekatolików źródłem wiedzy o nim są media i internet. Dla katolików – liczne książki, które o papieżu napisali miejscowi duchowni studiujący za granicą (najczęściej we Włoszech). Czym zdobył serca Koreańczyków? – Troską o człowieka i mówieniem w prosty sposób o sprawach ważnych i trudnych – tłumaczy Stephenie.

Podzielona diecezja

Do Chuncheon jedziemy z pracującym w tej diecezji polskim pallotynem o. Pawłem Zawadzkim, który w Korei mieszka od ponad 20 lat. W górach, blisko granicy z Koreą Północną, buduje Centrum Bożego Miłosierdzia. – Świeccy są bardzo zaangażowani w to, co się dzieje w parafiach. Gdy organizuję Mszę polową na tysiąc osób, to wiadomo, że trzeba wszystko przygotować. Nigdy nie ma z tym problemu. A już kilka chwil po zakończeniu Eucharystii praktycznie nie ma śladu, że coś się tutaj odbywało – opowiada.

Diecezja Chuncheon to najbardziej rozległa koreańska diecezja. Liczy 83 tys. katolików. Jak to rozumieć? Przede wszystkim geograficznie i historycznie. To piękny teren. Bardziej górzysty niż inne, poprzecinany rzekami. Połowa diecezji rozciąga się za północną granicą. Nie może się tam zapuszczać nawet miejscowy biskup. Chyba że dostanie zaproszenie. Otrzymał je nawet dwukrotnie. Jednak nie jako biskup, tylko jako szef Caritas. Ale wyjechać się nie udało, bo formalności okazały się nie do przejścia.

W kulturze azjatyckiej tak samo ważna jak treść spotkania jest jego forma. Pod tym względem można powiedzieć, że w Chunchon przyjęli nas „na wysokim szczeblu”. Spotkał się z nami wikariusz generalny, ale żeby podkreślić rangę spotkania, zaprosił jeszcze dwóch księży.

Co charakteryzuje Kościół w Korei na przykładzie tej diecezji? Ks. Peter Whasik-ha, wikariusz generalny i proboszcz katedry w Chunchon: – Bardzo aktywne rady parafialne, w których widać, że świeccy czują odpowiedzialność za Kościół. I małe wspólnoty, które spotykają się po domach. To stwarza silne więzi między ludźmi. Jest np. Ruch Dobrego Sąsiada. Spotkania odbywają się co tydzień, a wierni sami to animują. Mężczyźni wydają specjalne pisemko dla parafian, które można otrzymać na telefon komórkowy. Dla starszych, którzy niedowidzą, przygotowywane jest w formie dźwiękowej. Unikatem są tzw. specjalne grupy pogrzebowe. Jeśli ktoś w parafii umiera, ta grupa jest natychmiast informowana. Jej członkowie prowadzą wówczas modlitwę za umierającego dniem i nocą. A po śmierci organizują potrzebną pomoc dla rodziny. Te działania wynikają z solidarności i troski o bliźniego. Dają też efekty ewangelizacyjne. Często wśród bliskich zmarłego są osoby niewierzące, a widząc taką wiarę w praktyce, niejednokrotnie prosiły o chrzest i włączenie do Kościoła.

Czym odznacza się koreańska pobożność? Ks. Choi Hong-gi: – Ludzie są otwarci na to, co duchowe. Bez większych problemów przyjmują się różne ruchy: Focolari, Odnowa w Duchu Świętym, hiszpański ruch Cursilo. Rozpowszechnione są pobożność maryjna i kult Miłosierdzia Bożego.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • katolik
    12.08.2014 09:57
    Daremnie czeka, bo Pius XII nie żyje od ponad 50 lat!
    Zawsze warto poświęcić trochę czasu dla wieczności. Póki jeszcze jest czas. Czeka nas niebo albo piekło. Co wybierasz?
    http://tradycja-2007.blog.onet.pl/
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama