Na drodze piękna

„Dobrze by było, aby wszelka katecheza zwracała szczególną uwagę na «drogę piękna»” - pisze papież Franciszek w swojej adhortacji „Evangelii gaudium”. A ja już się trochę boję i po Piłatowemu pytam: „a cóż to jest piękno”?

Reklama

Ta część wykładu dotyczyła właśnie sposobów przekazu wiary. Ksiądz profesor wlepił w nas swój przenikliwy wzrok badacza przyglądającego się z zaciekawieniem okazowi robala i rzucił: „Są lepsze nośniki treści religijnych niż tłuste anioły”. Gruchnął śmiech. „A Michał Anioł?” – zaprotestował jeden ze słuchaczy. Trochę zbity z pantałyku, ale ciągle trzymający fason profesor po chwili wyczekiwania z uśmiechem odpowiedział: „No, myślę kolego, że się rozumiemy”.

Pytanie jednak pozostaje. Czy widok tłustych aniołów – częsty element wystroju różnych świątyń – może dziś kogoś przybliżyć do Boga? A to element szerszego problemu. Wielu ludzi narzeka na architekturę współczesnych kościołów. Mnie natomiast niespecjalnie podoba się barok. O ile w sztandarowych budowlach tego stylu może mi się nawet podobać i od biedy wnętrze może wznosić mojego ducha ku Bogu (choć zdecydowanie wolę styl romański i gotyk), to w większości świątyń wydaje mi się kompletnym kiczem. A gdy charakterystyczną dla tego stylu żywość barw i złoceń przykryje kurz czasu, wnętrze wręcz mnie od nieba odstręcza. Zwłaszcza jeśli udekorowane jest dodatkowo czarnymi marmurami grobowców zmarłych przed wiekami notabli. Gdyby wnętrze mojego parafialnego kościoła tak wyglądało, zacząłbym uprawiać churching. Serio.

A przecież piękno to nie tylko architektura czy sztuki plastyczne. To także śpiew w kościele. Puryści twierdzą, że jedynym instrumentem godnym mu towarzyszyć są organy piszczałkowe. Sęk w  tym, że przecież nie chodzi tylko o sam instrument, ale także o to kto przy nim siedzi i jak dobiera pieśni. Śpiew przy akompaniamencie gitary z towarzyszeniem fletów czy skrzypiec akurat moją duszę znacznie mocniej podnosi ku Bogu niż rzępolący organista. Wiele też pieśni, skądinąd teologicznie poprawnych, wcale nie wydaje mi się pięknych. Ot, zwyczajne. W wykonaniu wiernych niezbyt wprawionych w śpiewaniu, wypadają wręcz słabo. Czy zaśpiewanie podczas Mszy pieśni, która ma dobre słowa i porywającą melodię to liturgiczne przestępstwo tylko dlatego, że nie ma jej w śpiewniku Siedleckiego?

Wcale nie zachęcam do burzenia (neo)barokowych kościołów czy rezygnowania z tradycyjnych pieśni. „Głoszenie Chrystusa oznacza ukazywanie, że wierzyć w Niego i iść za Nim jest nie tylko rzeczą prawdziwą i sprawiedliwą, ale także piękną, zdolną napełnić życie nowym blaskiem i głęboką radością, nawet pośród trudnych doświadczeń – pisze papież Franciszek. -  W tej perspektywie wszystkie formy autentycznego piękna mogą być uznane za drogę prowadzącą do spotkania z Panem Jezusem”. Wszystkie formy. Nie tylko te, którymi rozkoszują się historycy sztuki  czy miłośnicy dźwięków organ i wokalnych popisów organistów.

Bo cóż to jest piękno? Pamiętam noce na polanie leżącej w głębokiej górskiej dolinie. Świecący gdzieś nad Szeroką Jaworzyńską księżyc odbijał się w milionach kropel rosy oblepiającej igły świerków i źdźbła traw. Skrzył się nawet blat stołu. Bajka? Sen? Zwyczajne piękno. Na które sporo ludzi pewnie zareagowałoby stwierdzeniem: „brr, jak zimno i mokro!’  Wydaje mi się jednak, że pomimo kolosalnych różnic w tym, jak piękno odbieramy, z prób wznoszenia tą drogą serc ku Bog po prostu rezygnować nie można. I nie chodzi tylko o otaczające nas wytwory naszych rąk. Chodzi też o stwarzanie, zwłaszcza młodym, okazji, by mogli dotknąć piękna darowanego nam przez Boga. Jedna noc przy ognisku, wypełniona wspólnym śpiewem i ciekawą gawędą bardziej otworzy ich serca na nieskończonego Boga niż hałaśliwe szkolne rekolekcje.

Jak to napisał papież Franciszek? „(…) trzeba, aby formacja w via pulchritudinis została włączona w przekazywanie wiary. Należy sobie życzyć, aby każdy Kościół partykularny promował posługiwanie się sztuką w swoim dziele ewangelizacyjnym, nawiązując do bogactwa przeszłości, ale także do szerokiej gamy jej licznych aktualnych form w celu przekazywania wiary w nowym «języku przypowieści». Trzeba mieć odwagę znajdowania nowych znaków, nowych symboli, nowych sposobów przekazywania Słowa, nowych form piękna pojawiających się w różnych kręgach kulturowych, łącznie z niekonwencjonalnymi formami piękna, które mogą być mało znaczące dla ewangelizatorów, ale stały się szczególnie atrakcyjne dla innych”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

  • Ajja
    14.04.2015 07:52
    Wie pan, z tymi śpiewami to jednak dobrze gdy ktoś sprawdza czy się nadają. Ja np. bardzo lubię piosenkę Abby "Winner takes it all" ale gdy mi w kościele podczas Komunii schola przygrała ogólnopobożnościową piosnkę na melodię tego świeckiego utworu to mimo że melodia ładna i wykonanie też, zgrzyt na linii "sacrum-profanum" był potężny.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama