Ona wszystko wyjaśnia

Wszystko, co określamy mianem teologii, mówi ostatecznie o tym jednym: Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego dał, by każdy, kto w Niego wierzy, nie umarł ale miał życie wieczne.

Reklama

Nie można myśleć, że w katechezie należałoby zaniechać kerygmy na rzecz formacji, która miałaby być bardziej ‘solidna’. Nie ma nic bardziej solidnego, bardziej głębokiego, bardziej pewnego, bardziej treściwego i bardziej mądrego od przepowiadania początkowego. Cała formacja chrześcijańska jest przede wszystkim pogłębieniem kerygmy […] – pisze Franciszek [EG 165]. To kolejna skrótowa odpowiedź na pytanie: jak? Jak formować chrześcijan, by rozumieli, kim są i do czego zostali powołani? Jak formować, by coraz bardziej się uświęcali, a katecheza im w tym pomagała?

Wielokrotnie można spotkać ludzi, którzy mają wprawdzie olbrzymią wiedzę, ale jest ona bardzo starannie poukładana w odrębnych „szufladkach” mózgu. Nic się z niczym nie łączy, nic z niczego nie wynika. Pojawienie się nowego problemu stanowi potężne wyzwanie. Niestety, wiele osób ma w ten sposób poukładaną wiedzę religijną. Znają konkretne punkty, czasem zdumiewająco dokładnie, ale nie rozumieją sedna. Stąd biorą się czasem interpretacje wprawdzie zgodne z wyuczonymi punktami i uprawnione logicznie, ale niezmiernie odległe od sedna Ewangelii. Niby wszystko się zgadza, ale tak naprawdę stoi na głowie. Powód jest jeden: w katechezie zabrakło kerygmy.

Ona wszystko wyjaśnia.

Nie, nie chodzi o to, żeby w przepowiadaniu co jakiś czas, z zegarkiem i kalendarzem w ręku, przypominać cztery prawdy duchowego życia. Nie chodzi o to, by powtarzać „Bóg cię kocha”. Chodzi o to, by wszystko, czego uczymy, miało w tym zakorzenienie. By było zapamiętane, zrozumiane i przyjęte nie jako odrębny zestaw reguł do przechowania w kolejnej szufladce, ale jako coś integralnie związanego z tym, kim jest Bóg, kim jestem ja, i z tym, co On dla mnie już uczynił i ciągle czyni.

Nie ma takiego elementu w nauczaniu Kościoła, która nie byłaby zakorzeniona w tym podstawowym przesłaniu i z niej nie wynikała. Wszystko, co określamy mianem teologii, mówi ostatecznie o tym jednym: Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego dał, by każdy, kto w Niego wierzy, nie umarł ale miał życie wieczne. Jezus Chrystus umarł, by nas zbawić, zmartwychwstał i jest zawsze blisko nas, by nas oświecić, umocnić i wyzwolić.

Tak prowadzona katecheza to jedyne i zarazem najlepsze zabezpieczenie przed wszelkimi ideologiami czy herezjami. Wszystkie zaczynają się tam, gdzie wiedzę religijną oddzielono od kerygmy.

Trzeba, aby nasze przepowiadanie wyrażało zbawczą miłość Boga, uprzednią wobec wszelkich naszych zobowiązań moralnych i religijnych; żeby nie narzucało prawdy i odwoływało się do wolności; żeby miało pewne cechy radości, bodźca, żywotności i harmonijnej pełni nie sprowadzającej się do przepowiadania kilku doktryn, czasem bardziej filozoficznych  niż ewangelicznych – wskazuje papież [EG 165]. 

Nie można nie zadać pytania: czy ja sam to rozumiem i przyjmuję? Jeśli nie rozumiem, nie będę w stanie przekazać.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama