Żebyśmy wzrastali

Czy w tym, co głoszę, jak i w tym, co słyszę i przekładam na język codziennego doświadczenia, jestem autentyczny?

Reklama

Po raz kolejny należało napisać o wskazaniach adhortacji „oczywiste”. Ale nie po to ją czytamy i rozważamy, by tę oczywistość stwierdzić. Przecież chcemy odkryć w niej nowe impulsy, światło, wskazania, dzięki którym Ewangelia będzie dla nas zawsze Dobrą Nowiną.

Już w poprzednich komentarzach zostało wskazane, że – wbrew pozorom – część poświęcona homilii nie dotyczy tylko kaznodziejów. Kolejna refleksja także opiera się na tym założeniu.

Czytając papieskie wskazania o personalizacji słowa wracamy do doświadczenia pierwszych pokoleń chrześcijan. Święty Jan pisał, że głosimy „to, co widzieliśmy i czego dotykały nasze ręce”. Bez tego doświadczenia chrześcijanin jest promotorem, ideologiem, działaczem społecznym, ale nie świadkiem Ewangelii. Tu jednak rodzi się problem. Zresztą po obydwu stronach ambony. Czyli pytanie o autentyczność. Czy w tym, co głoszę, jak i w tym, co słyszę i przekładam na język codziennego doświadczenia, jestem autentyczny? Czy to jest „dotykanie” Jezusa?

Te pytania pojawiają się wraz ze zmęczeniem wielokrotnymi porażkami, powtarzającymi się upadkami, latami bezowocnych – tak nam się wydaje – walk z grzechami i wadami. Jest ich świadomy zarówno słuchacz jak i głosiciel Słowa. Rozterki te przypominają starożytną opowieść o młodym adepcie życia duchowego, dzielącego się swoimi wątpliwościami ze starcem. Jak długo – pytał nowicjusz pustyni. „Jeszcze raz i kolejny raz, i setny i tysięczny… Tak długo, aż nasz Pan przyjdzie powtórnie.”

Historia ta wskazuje na dwie zasady, o których pamiętać musimy, konfrontując nasze życie ze słowem Bożym. Po pierwsze nikt nie jest sędzią w swojej własnej sprawie. Tomasz a’Kempis wyraził tę prawdę w sposób bardziej dosadny. „Tylko wół i osioł siebie samych mają za przewodników.” Potrzebujemy kogoś, kto patrzy na nas z zewnątrz. Ojca duchownego, spowiednika, przyjaciela. Oni, nie my sami, mogą potwierdzić lub zaprzeczyć. Rozwój czy stanie w miejscu. Autentyczne trwanie czy pozory.

Czytając papieża wróciłem wspomnieniami do rodzinnego domu. Gdy wydawało mi się, że ciągle jestem bardzo mały ojciec ustawił mnie przy drzwiach, do głowy przyłożył ekierkę, zaznaczył na futrynie ołówkiem i zapisał datę. Po trzech miesiącach czynność powtórzył. Zobacz, urosłeś trzy milimetry…

Urosłeś. Każda i każdy z nas potrzebuje takiego potwierdzenia. Im dłużej idzie za Jezusem tym bardziej potrzebuje. Bo wzrost starego drzewa trudniej zauważyć niż wzrost młodego.

Nie o samo potwierdzenie jednak chodzi. Urosłeś to druga zasada, o której mamy pamiętać. „Nie żąda się od nas, abyśmy byli niepokalani, ale raczej żebyśmy zawsze wzrastali, żyli z głębokim pragnieniem czynienia postępów na drodze Ewangelii i nie opuszczali rąk” (EG 151).

Ta zasada ważna jest szczególnie w okresie Wielkiego Postu. W czasie, gdy robimy rachunek sumienia i częściej niż zwykle przystępujemy do sakramentu pojednania. Wtedy pojawiają się wspomniane na początku pytania i wątpliwości. Stawiając je we wspólnocie Kościoła możemy uzyskać pewność, że idziemy dobrą drogą. Oświecając je Ewangelią i nauczaniem Kościoła odzyskujemy nadzieję i nabieramy wiatru w żagle, a nasze świadectwo staje się bardziej czytelne.


 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama