Oblubienica strojna w swe klejnoty

Czy nasza kultura ewangelizuje? Czy nasz sposób życia mówi o Bogu na każdym kroku? Czy może żyjemy tak, jakby Boga nie było?

Reklama

Człowiek jest istotą szczególną. Wszystko, co robi – choćby było czynnością najbardziej naturalną, biologiczną, stara się czynić po ludzku. Sposób, w jaki żyje, funkcjonuje, przeżywa, wyraża siebie, komunikuje się ze światem, innymi ludźmi i Bogiem – to wszystko nazywamy kulturą. Łaska zakłada kulturę, a Boży dar wciela się w kulturę przyjmujących go – pisze papież [EG 115].

Bez kultury nie potrafilibyśmy wyrazić niczego i w niczym się porozumieć. Jest jak nasz ojczysty język. Bez kultury nie potrafilibyśmy się modlić, sprawować liturgii, nie byłoby możliwe głoszenie Ewangelii. Jej sens przekazujemy ludziom, którzy nas otaczają, właśnie za pomocą kultury. Głoszone przez nas orędzie zawiera zawsze jakąś szatę kulturową – pisze papież, dodając jednocześnie, że czasem w Kościele ulegamy zarozumiałej sakralizacji własnej kultury. Skutkiem jest nie tyle autentyczny zapał ewangelizacyjny, co fanatyzm. [EG 117].

Jeśli chcemy, by Ewangelia naprawdę wniknęła w życie ludzi, musi przeniknąć na wskroś ich kulturę. Nie może być ciałem obcym, zespołem zachowań ledwo zrozumiałych, gestów których znaczenia trzeba się uczyć. Ma to szczególne znaczenie w kulturach różnych od naszej, wyrosłych z innego pnia, w których te same gesty mogą znaczyć coś kompletnie różnego.

Mamy głosić Ewangelię, nie naszą kulturę. Misjonarz musi poznać kulturę ludzi, do których jest posłany, nauczyć się nią żyć, pokochać ją – i przetłumaczyć na nią orędzie Ewangelii. Bóg przemieni to, co z Nim niezgodne, wydobędzie dobro i piękno, które wzbogaci całą wspólnotę Kościoła. Jedna kultura, choćby piękna i starożytna, nie wyczerpuje tajemnicy odkupienia. Kościół, przyswajając sobie wartości różnych kultur, staje się oblubienicą strojną w swe klejnoty [EG 116].

Europa średniowieczna była chrześcijańska. Wiara przenikała każdy element tamtego świata. Dziś żyjemy w świecie kultury oświeceniowej. To zaproponowany przez nią sposób myślenia przyprowadził nas do punktu, w którym jesteśmy dzisiaj. Coraz częściej jednak mamy do czynienia z napływem innych kultur. Ludzie żyjący w zupełnie inny sposób są już nie na drugim końcu świata – są naszymi sąsiadami. Nie zawsze się rozumiemy. A przecież mamy im głosić Ewangelię. Mamy im pokazać Boga.

Różnorodność kulturowa, jeśli jest dobrze pojmowana, nie zagraża jedności Kościoła. To Duch Święty tworzy komunię i harmonię między nami. Myślenie o chrześcijaństwie monokulturowym i jednakowo brzmiącym byłoby sprzeczne z logiką Wcielenia [EG 117].

Dar Boży wciela się w kulturę tych, którzy go przyjmują. Trzeba w końcu zapytać: czy nasza kultura ewangelizuje? Czy nasz sposób życia mówi o Bogu na każdym kroku? Czy może żyjemy tak, jakby Boga nie było, wyznaczamy mu niewielką jedynie przestrzeń w naszym życiu? Jeśli tak jest, nasza kultura wymaga pilnej ewangelizacji.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama