Najgorsze te niewidoczne

Nie jest źle. Ale istniejące problemy trzeba dostrzegać. Inaczej stają się dużo bardziej niebezpieczne.

Reklama

„Wyzwania są po to, aby im podołać. Bądźmy realistami, ale nie tracąc radości, odwagi i ofiarności pełnej nadziei! Nie dajmy się okraść z misyjnej siły!” – pisze na koniec drugiego rozdziału Evangelii gaudium papież Franciszek. To dobrze, że widząc problemy potrafi o nich otwarcie pisać. Ale dobrze też, że przedstawiając je każe nam nad nimi nie lamentować. 

Ostatnia część tego rozdziału adhortacji to „Inne wyzwania Kościoła”. Tak to Franciszek nazwał. Z paru problemów, które w tym miejscu poruszył – świeccy, kobiety, młodzież, brak powołań –  chciałbym zatrzyma się chwilę tylko nad pierwszym i ostatnim.

Po co jest świecki w Kościele? Co bardziej złośliwi odpowiadają, że po to, aby dawać na tacę. Księża narzekają nieraz, że z różnych powodów świeccy nie angażują się w Kościele w stopniu, jakiego by oczekiwali. Z kolei świeccy narzekają na nadmierną klerykalizację. Oba te problemy papież Franciszek zauważa. Ale zwraca też uwagę na rzecz znacznie ważniejszą niż aktywność świeckich w działaniach wewnątrzkościelnych: „zaangażowanie to (świeckich) nie znajduje odzwierciedlenia w przenikaniu wartości chrześcijańskich do życia społecznego, politycznego i ekonomicznego”.

Co z tego, że mamy pobożnych chrześcijan, jeśli poza Kościołem czy rodziną niewiele się różnią od niewierzących? Dlaczego w życiu społecznym, politycznym czy ekonomicznym chrześcijanie zamiast wyznaczać wzorce najczęściej bezrefleksyjnie przyjmują to co jest? W polityce daliby się pokroić za partie za nic mające chrześcijańską moralność, w prowadzeniu firm kierują się wszystkim, tylko nie troską o dobro bliźniego. Nawet w dyskusjach światopoglądowych przyjmują styl swoich przeciwników.... To wielki mankament nas, świeckich. Choć na pewno część tych uwag mogliby też przyjąć do siebie kapłani.

Warto w tym miejscu przypomnieć: nie chodzi o narzekanie. „Wyzwania są po to, aby im podołać” – pisał papież Franciszek. Trzeba się w końcu obudzić i zauważyć, że chrześcijaninem się jest nie tylko w kościele, ale zawsze.

I drugi problem. Powołania. Franciszek nie zastanawia się, jak zapełnić seminaria. Zwraca uwagę na problem „jakości” kandydatów do kapłaństwa. I ostrzega: „(...) mamy dzisiaj bardziej jasną świadomość konieczności lepszej selekcji kandydatów do kapłaństwa. Nie można wypełniać seminariów na podstawie byle jakich motywacji, tym bardziej jeśli są one powiązane z niepewnością uczuciową, z szukaniem form władzy, ludzkiej chwały i dobrobytu materialnego”.

To na pewno wielkie wyzwanie dla seminaryjnych wychowawców. Nie tylko przy selekcji kandydatów, ale też później, we właściwym ich kształtowaniu. Bo przecież takie nie do końca dobre intencje wyboru kapłaństwa da się jeszcze oczyścić. Gorzej, jeśli w procesie formacji nie tylko nic w tym względzie nie idzie ku lepszemu, ale wręcz przeciwnie. Na przykład gdy przełożeni mylą ducha zdrowego posłuszeństwa z serwilizmem....

Przy okazji i my, świeccy, powinniśmy zadawać sobie podobne pytania jak wychowawcy przyjmujący do seminarium kleryków.  Czy i my nie jesteśmy zajęci głównie szukaniem różnych form władzy, ludzkiej chwały czy dobrobytu materialnego.

Nie, nie trzeba załamywać rąk. „Wyzwania są po to, aby im podołać”. Ważne, by te różne pułapki widzieć. Wtedy łatwiej je ominąć...

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

  • M.R.
    04.03.2014 19:44
    Panie Redaktorze, jak rzadko się z Panem zgadzam bez zastrzeżeń, choć tytuł mylący. Tyle, że nie bardzo widzę rozwiązanie problemu. Poruszam sprawę udziału świeckich w życiu społecznym, na formację w seminariach nie mam wpływu. Zna Pan film "Układ zamknięty?" Doświadczyłem wielokrotnie jak to działa w kraju. Albo jesteś w sitwie, albo jest po tobie. Oczywiście nieboszczykowi lepiej, gdy miał chrześcijański pogrzeb z pokropkiem, bo nigdy nie wiadomo na ile miłosierdzia mogą liczyć poganie po śmierci, choć niektórzy polscy teolodzy nawołują: róbta co chceta, piekła nie ma albo puste. Więc ja nie chciałem róbta co chceta, a na pogrzeb (choćby z ręki tzw. seryjnego samobójcy), też, choćby z racji rodzinnych, nie byłem gotowy. Ma Pan rację, tyle, że ja jestem wobec problemu w Polsce bezradny. O czym np. rozmawiać z ludźmi, którzy za wypełnienie swojego ustawowego obowiazku domagają sie łapówki, a gdy jej nie dostają, to uruchamiają mechanizm blokujący, o którego istnieniu pojęcia nie miałem? Konkretny przykład z końcówki mojego pobytu w kraju: po odmowie dania łapówki człowiekowi w instytucji załatwiającej sprawy związane z ochroną zdrowia, nie związanej zupełnie z urzędem miejskim, dostałem z tegoż urzędu pismo, że w przypadku, gdybym wystąpił do tegoż urządu w pewnej sprawie, zupełnie niezwiązanej z ochroną zdrowia, to z tego urzędu dostanę odpowiedź odmowną. Problem w tym, że ja do tego urzędu o nic nie występowałem (i nie miałem takiego zamiaru), a gdybym chciał wystąpić, to w oparciu o posiadane przeze mnie dokumenty, urząd musiałby wydać mi automatycznie decyzję pozytywną i nie miał nic do gadania w tej sprawie, bo te decyzje zapadają centralnie w oparciu o dostarczone dokumenty, urząd tylko wydaje penitentom przekazane mu odgórnie decyzje, bez prawa opiniowania ich. Inna historia, że w rozmowie z tamtym człowiekiem poruszyłem pewną kwestię i jak myślę, działanie tego człowieka wynikało z jego myślenia wyprzedzającego moje potencjalne działania i miało mi uzmysłowić mój błąd. Czyż nie pracują tam także katolicy? Myślę, że ten przykład pokazuje skalę funkcjonowania polskiej rzeczywistości. Ja kładę to na karb rzeczywistego pogaństwa przykrytego pozorami kulturowego katolicyzmu. Co mogę zrobić w tej sprawie? Niestety niewiele i tylko w mikro skali - swoich najbliższych, rodziny, znajomych. Moich rodaków ostatnie 25 lat niczego nie nauczyło. Poza Polską te patologie z kraju, przenoszone i tu przez emigrantów, widać jeszcze wyraźniej (symonia, nepotyzm w zakładach pracy opanowanych przez Polaków). O. Bocheński wyraźnie stwierdzał, że nie da się pomóc ludziom wbrew nim samym. Jak wychować społeczeństwo, które tego nie chce, w duchu katolickim? Nie wiem. Ja tu gdzie jestem żyję w zgodzie ze swoimi wartościami i nie stanowi to dla nikogo przeszkody. A przecież to podobno poganie...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama